Braciom pieśniarzom (Pieśni swej gniazdo...)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Marya Konopnicka
Tytuł Braciom pieśniarzom
Podtytuł II. Braciom pieśniarzom
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VI,
cykl Nowe pieśni
Data wydania 1915
Wydawnictwo Nakład Gebethnera i Wolfa.
Drukarz G. Gerbethner i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
II. BRACIOM PIEŚNIARZOM.

Grafika na początek utworu 1.png

I.

Pieśni swej gniazdo ptaszęce zlep
Pod nizkiej strzechy belką,
— A zaś ją wypuść w niebieski sklep
Nieogarnioną, wielką!

I daj jej płynąć, jak płynie zdrój
Błękitną ciszą w zorze,
A zaś jej pęd daj, puść w huk i w bój
Wód grzmiących, co rwą w morze!

I daj swej pieśni poszept ros,
Gdy z polnych ziół oblata,
A zaś tak wielkim uczyń jej głos,
Jak wielkim jest ból świata!

II.

Złotą swą pszczołę wypuścił Pan
W zaranie świata...
Z kwiatu na kwiat, z łanu na łan
Odtąd przelata.

I pije rozkosz, i pije ból,
I trwa jej praca,

Aż nasycony z oblotu pól
Duch się powraca.

I w złotych kroplach wysącza miód
Na pokolenia...
I pije słodycz wieczystą lud
W pieśni natchnienia.

A gdy ostatnią wysączy duch
Kropelkę miodu,
Zapuszcza żądło — na ból, na ruch
W piersi narodu.[1]

III.

Błogosław, bracie, piosnce twej,
Gdy złotą czarą w słońcu skrzy,
I wtedy jej błogosław też,
Gdy z czarnych krużów sypie łzy.

Błogosław, gdy ma ptasząt głos,
Wiosennych ranków woń i blask,
I wtedy — gdy w niej huczy grom
I porażonych dębów trzask.

Błogosław, kiedy, kojąc świat,
Na srebrnych strunach ciszy gra,
I kiedy woła w krzyk i w bój,
Gdy w prochy ducha pada skra.

Gdy pcha cię w czyn, gdy budzi cię
Hejnałem zorzy z marnych snów...
I gdy cię tuli w wieczny mir,
— Błogosławiona! — do niej mów!


IV.

A jak śpiewać, to już śpiewać,
Jak ptaszkowie leśni,
Ani wiedząc, ani dbając,
Czy kto słucha pieśni.
Nigdy ona nie stracona...
Pochwycą ją drzewa,
W wiosny szumie, jako umie,
Bór ci ją odśpiewa.

A gdy śpiewać, to już śpiewać
Od serca, od ucha!
Piosnka wrąca, krew gorąca
Żywym zdrojem bucha.
Pieśń — nie woda, mocy doda,
Jak Piastowe miody...
Tyle życia, co serc bicia,
Co w pieśni pogody!

A gdy śpiewać, to już śpiewać
Jako duszy wola,
Na te łany, na ugory,
Na te puste pola...
Toć jak chleba im potrzeba
Plennej pieśni siewu...
I o wiośnie nic nie wzrośnie
Bez pługa i śpiewu!

A jak śpiewać, to już śpiewać
Po tej rannej rosie...
— Leć świtaniem, z zorzy graniem,
Pieśni żywy głosie!
Z białą rosą echa niosą
Szeroko, daleko...
Niech cię słyszą ranną ciszą
Za górą, za rzeką!


A gdy śpiewać, to już śpiewać,
Choć się rozstąp ziemio!
Chociaż burze pieśń zagłuszą,
Choć gromy oniemią,
Przejdzie burza za podgórza,
Ugasną pioruny;
Ścichnie klęska, a pieśń męska
Znów uderzy w struny.

A jak śpiewać, to już śpiewać
Pod wielkim błękitem
Kupą, chórem, z wichrów wtórem
I z czołem odkrytem...
Na ogromnym, żniwnym łanie
W żywe wniebogłosy,
Kiedy żeńce chwycą w ręce
I sierpy i kosy.

A jak śpiewać, to już śpiewać
Od nieba do ziemi,
W prostej wierze, bratnio, szczerze,
A między swojemi!
Dan, czy nie dan poklask pieśni,
A co mi to płaci?
Nie ja stroję gęśle moje,
Ale miłość braci!



Grafika na koniec utworu 3.png



Przypisy

  1.   W zbiorze „Marya Konopnicka: Głosy ciszy. Warszawa: Nakład Gebethnera i Wolfa, 1906” występuje jeszcze jedna zwrotka:
    I tak się oblot tych bożych pszczół
    Iści bez końca,
    I brzęczą roje skroś traw, skroś ziół,
    W promienność słońca.


 
Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Konopnicka.