Kamienica w Długim Rynku/XXXIII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Kamienica w Długim Rynku
Wydawca Michał Glücksberg
Data wyd. 1868
Druk J. Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

W istocie oprócz wymienionych pobudek i przyrodzonego wstrętu jaki bogactwo ma zawsze dla ubóstwa, niechęć bankiera do Paparonów była w nim spadkową. Słyszał on od ojca jeszcze o jakiémś zajściu przykrém między starym Albertem a ówczesnym panem Wojdskim, w którém protoplasta jego nie piękną grał rolę i zawstydzony zeń wyszedł. Rzecz była od wieków zatarta, zapomniana — ale uczucie które zrodziła, na dnie mściwéj duszy pozostało...
Bankier prócz tego ubogiéj rodzinie i jéj wspaniałego domu zazdrościł; byłby go nabył chętnie, zdawało mu się śmiészném ażeby ludzie ubodzy taką znaczną wartość nieprocentującą w rękach trzymać mieli. Co się tyczy skarbu, z tego poprostu się wyśmiéwał i szydził nielitościwie.
Teofil pozostał parę dni w mieście, nie zmieniwszy nic a nic swojego postępowania z Paparonami, bywał u nich parę razy na dzień i nie dał im wcale poznać że miał tę przykrą z ojcem rozmowę. Był nawet starając się ukryć swe skupienie, o tyle wesół o ile mógł i umiał, chociaż to nie oszukało biédnéj Klary. Mimo całego przywiązania do Teofila, czuła ona w jak draźliwém położeniu stawiło ją ubóstwo i ta miłość z niém razem. Czytała z oczów młodego człowieka co się tam w domu bankiera dziać musiało.
Wudtke w istocie zły był i gniewny, a gdy raz to uczucie go opanowało, nie przebiérał w środkach dogodzenia mu... Nie mogąc pomścić się inaczéj, okrywał śmiésznością biédnych ludzi... począwszy od pięknéj panny aż do oryginalnego pułkownika.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.