Koryolan (Shakespeare, tłum. Ulrich, 1895)/Przedmowa

<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Koryolan
Pochodzenie Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare (Szekspira) w dwunastu tomach. Tom VI
Wydawca Gebethner i Wolff
Data wyd. 1895
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
KORYOLAN.

K

Koryolan jest dziełem tej epoki życia poety, która najdojrzalsze wydała owoce. Szekspir stworzył go w całej sił pełni, rozmiłowany w poważnych dziejach starożytnego świata. Holinsheda naiwnego zastąpił dobroduszny, ale rzymskiego oblicza Plutarch. W inne sfery wiedzie nas z sobą poeta. Z krain fantazyi przechodzimy na cmentarze dziejowe. Miłość kobiety, igrzyska losu, dziwne zrządzenia sił tajemniczych, powszednie namiętności nie mają tu przystępu; główną rolę gra charakter i wola człowieka w walce godności swej osobistej z najświętszymi obowiązkami. Za tło bohaterom dramatu służą dzieje państwa; walka ludu rzymskiego z patrycyuszami, stosunki społeczeństwa i rodziny; największe po wsze czasy zadania bytu, rządu, interesów jednostek i ogółu. Szekspir w tej życia epoce nie wątpił, iż umysły poważne zająć potrafi, stawiąc przed nimi jeden żywy wizerunek wielkiego charakteru, nie potrzebując doń ni ozdób podrzędnych, ni epizodów upiększających. Koryolan też nie był pisany dla tłumu powszedniego, który zabawiać musiał niekiedy igraszkami słów, dowcipem ostrym i jaskrawemi przygodami śmieszków; z końca w koniec są to dzieje, co poruszają do głębi człowieka, bo się odegrywają na scenie, która o losach narodu rozstrzyga.

W tragedyi tej czuć geniusz Szekspira, choć ona jest wcale różną od króla Leara, Romea i Julii, dramatów historycznych angielskich, a nawet od pokrewnych sobie rzymskich; poeta, który w każdym niemal utworze nowe sobie torował drogi, w Koryolanie odmiennym jest i do siebie niepodobnym.
Jakby wchodząc do świątyni, Szekspir przyobleka szatę nową, poważniejszą, świąteczną. Świątynią są tu dzieje, które długo nawykł świat szanować, jakby wzór tego, ku czemu ludzkość podnieść się może ducha potęgą.
Koryolan jest obrazem ściśle historycznym, miejscami dosłownie przepisywanym z Plutarcha. Na dramatyczną budowę nie potrzebował się silić poeta, stworzył ją sam charakter bohatera, a najkunsztowniej obmyślana tkanka, nie sprosta tej nagiej prawdzie, takiej, jaką tradycye przyniosły. Cały dramat odgrywa się tu w duszy jednego człowieka, którego wizerunek wypełnia tragedyą, na niego zlały się wszystkie blaski, około niego obraca się ten mały świat, co go otacza.
Jakkolwiek charakter Koryolana jest już w Plutarchu wskazanym, Szekspir go wypełnia, uwydatnia, dodaje doń rysy nowe i odstępuje nawet od prototypu swego, gdy mu to jest dla silniejszego odmalowania człowieka potrzebnem. Tak naprzykład królewskie owo wnuczę, wychowańca matrony Wolumnii, poeta, jak historyk, nie chciał uczynić szorstkim, dzikim, nietowarzyskim; w stosunkach z rodziną, z przyjacioły czyni go łagodnym, czułym, dobrze wychowanym patrycuszem, w zetknięciu tylko z tłumem Koryolan dumnym się staje i ostrym. U Plutarcha jest nim dla wszystkich.
Szekspir chciał w nim odmalować nieugiętego patrycyusza, który w stoicyzmie szlachetnym, w utrzymywaniu godności osobistej, całe życia zadanie zamyka. Temu charakterowi niespożytemu ustępować musi wszystko: sprawa kraju, miłość rodziny, przyjaźń, związki. Ugiąć się nie umie, choćby dla ocalenia życia. Poczucie godności własnej, duma rodowa idzie u niego przedewszystkiem. Nie zna on strachu, ale też nie zna litości, nawet nad sobą samym. Takim nadludzko żelaznym mężem chciał mieć poeta Koryolana; takim w istocie musiał być patrycyusz rzymski, czujący instynktowo, że powinien był stać, jako wzór i ideał człowieka dla narodu, bo to właśnie było i jest posłannictwem wszelkiego patrycyatu. Takimi są wszyscy bohaterowie pogańskiego Rzymu; niezłomny charakter stanowił ich siłę i piękność.
Dramat rozpoczyna się wzburzeniem ludu, który winę głodu i nędzy swej przypisuje patrycyuszom, a najmocniej rozjątrzony jest przeciwko jawnemu nieprzyjacielowi swojemu, wnukowi króla Ankusa Marcyusza, Kajuszowi. Kajusz cnotliwym jest, czystym, mężnym, ale pochlebiać nie umie nikomu, a najmniej ludowi, który tylko pochlebstwy ująć i prowadzić się daje. W domowem pożyciu łagodny, w publicznem nie umie się zastosować i ulegać okolicznościom, nie chce się zmuszać do fałszu i kłamstwa, czuje w sobie krew bohaterską, do panowania tym tłumom stworzoną.
To, co go otacza, dopełnia obrazu arystokratycznej rodziny; pełna powagi matrona Wolumnia, żona Kajusza Wirgilia, są to postacie posągowe, czyste, surowe, godne stać obok królewskiego wnuczęcia; ale w nich tradycye rodowe odbiły się inaczej; matka gotowaby skłonić syna do ugięcia się przed tłumem, aby nad nim władzę pozyskać. Wolumnia, która ma macierzyńską nad synem przewagę, nie waha się doradzać mu, aby tą drogą zwyczajną pozyskał władzę, i skłania go do chwilowego upokotzenia, dla okupienia nim odwetu.
W tej polityce niewieściej odbija się przeszłość; Koryolan dla dostojności osobistej ugiąć się nie chce... on zwycięstwo zakłada na potędze woli i charakteru. Cóż wart tłum, który ich ocenić nie umie? i wartoż przed taką uniżać się zgrają?
Wśród wrzasków rynku i odgrażań pospólstwa przeciwko senatorom i Kajuszowi, zjawiają się patrycyusze dla uspokojenia umysłów wzburzonych. Meneniusz Agryppa prawi ludowi znaną bajkę o żołądku i innych częściach ciała ludzkiego. Kajusz nadchodzący, zamiast głaskać tłum rozjadły, łaje go i lekceważeniem wyzywać się zdaje.
Lepiej nad słowa i argumenta skutkuje, dla uspokojenia umysłów, wieść o niebezpieczeństwie zagrażającem Rzymowi od zbuntowanych Wolsków, którzy się nań ciągnąć gotują. Tłum, który się odgraża na senatorów, trwoży się na wiadomość o nieprzyjacielu. Kajusz idzie przeciwko niemu na Karyole, walczy z bohaterskiem męstwem, dokazuje cudów i zdobywa sobie krwią przelaną przydomek Koryolana.
Po powrocie senat, w nagrodę świetnych jego czynów rycerskich, chce go okrzyknąć konsulem, lecz na to potrzeba zezwolenia ludu, a stary obyczaj wymaga, aby się kandydat zalecał i prosił. Koryolan skłonić się do tego nie daje, nadto jest dumnym, aby się ugiął przed tymi, których nie szacuje, i kłamał pokorę dla pochwycenia władzy. Uległszy pozornie żądaniom i prośbom matki, szydersko i dwuznacznie do tłumów przemawia. Przeciwko niemu są trybunowie ludu, lękający się, przeczuwający w nim tyrana; ci już przyzwalające tłumy jątrzą na nowo, burzą przeciw przyszłemu konsulowi. On sam nieprzyjaciołom swym zuchwałem wystąpieniem dopomaga, tak, że zamiast dostojności, lud go wyrokiem śmierci ściga. Koryolan nawet tą groźbą nie daje się skłonić do poniżenia. Napróżno błaga go matka, Koryolan przyrzekłszy jej powolność, gdy stanął wobec tłumu, miota zgrai w oczy obelgi i szyderstwa. Dusza jego wzdryga się fałszu. Szekspir odstępuje tu od Plutarcha, ale charakter czyni potężniejszym przez to.
Skazany naprzód na śmierć, potem w imię zasług swych dla kraju ułaskawiony, Koryolan zamiast na Tarpejską skałę idzie na wygnanie. Wyrok ten przyjmuje, ale poprzysięga zemstę własnej ojczyźnie, Rzymowi. Godność jego osobista stoi dlań wyżej niż losy kraju całego. Nie waha się wprost iść się oddać w ręce Wolskom, pragnącym odwetu, i z nimi zwycięsko nachodzi Rzym strwożony.
Już stoi z Wolskami u wrót jego, gdy matka, żona, dziecię, wychodzą go błagać, aby miasto ocalił. Sceny to dramatyczne i poruszające, gdy miłość rodziny walczy w jego sercu z pragnieniem zemsty, miłość kraju z przysięgą Wolskom złożoną. Matka i rodzina zwyciężają dumę, łamią niezłomnego, miłość ojczyzny i litość nad nią przemaga, Koryolan zawiera pokój i ustępuje, chociaż wie i przeczuwa, iż wróciwszy do Wolsków, za swą powolność śmierć poniesie.
Takiego końca potrzebowała tragedya Koryolana, i tak kończyć mu każe Plutarch, chociaż Tytus Liwiusz pisze, iż na wygnaniu późnej dożył starości.
Ideą główną sztuki jest charakter Koryolusa, zrazu szlachetny i wielki, od chwili, gdy zemsty zapragnął, zwichnięty, ciągnący go w bój z samym sobą, bo z tym krajem, którego jest cząstką. Duma czyni go zdrajcą, miłość zmiękcza i daje na ofiarę. Szekspir wszystkich wniosków etycznych nie wyciągnął z Koryolana, przedstawił go raczej jako wielką tragiczną postać. Pogańskie pragnienie zemsty musiało prowadzić aż do takiego końca. Koryolan, wedle pojęć chrześcijańskich, ginie sprawiedliwie, śmiercią zasłużoną, gdyż zamiast znieść krzywdy i pomstę zostawić Bogu, dwakroć się stał zdrajcą.
Świat rzymski, lud, patrycyusze z wielką potęgą malują się w dramacie Szekspira. Niektórzy komentatorowie w tonie tragedyi, w obrazie tłumów, chcą widzieć dążność pewną i dowód, że Szekspir miał usposobienie arystokratyczne. Wprawdzie pozyskane szlachectwo, przyjaźń możnych i stosunki z wyższemi sferami towarzyskiemi, wiele ustępów w dramatach, mogłyby usprawiedliwić to przypuszczenie; lecz nie szło wcale poecie o tę tendencyę, która istoty sztuki nie stanowi. Charakter Koryolana jest tu wszystkiem, a lud niestały, namiętny, dający sobą powodować, inaczej odmalowanym być nie mógł, bo innym on nie jest. Takim go znajdujemy w dramacie historycznym angielskim, i w żywym świecie.
Oprócz Plutarcha Szekspir mógł się posłużyć Tytusem Liwiuszem, którego angielskie tłómaczenie Philemonda Holland wyszło w r. 1600.
Nie od rzeczy tu będzie, mając mówić o innych tragedyach z historyi rzymskiej zaczerpniętych, wymienić źródła, które poecie stały otworem.
Szekspir mało umiał łaciny, a nic po grecku (little latin and less greek) wedle Ben Johnsona, był więc zmuszony posługiwać się przekładami. Literatura angielska oprócz tłómaczenia Iliady przez Chapman’a, miała już Herodota, przełożonego w r. 1544, Tucydydesa, 1550, Polybiusza, 1568, Diodora Sycylijskiego 1569, Appiana 1578, Aeliana 1576 i Plutarcha, którego North nie z oryginału, ale z Amyot’a tłómaczył; Sallustyusza 1557, Cezara 1568, Justyna 1564, Kwinta Kurcyusza 1561, Eutropiusza 1564.
Tragedya Koryolan (The Tragedy of Coriolanus) pierwszy raz ukazała się dopiero w wydaniu zbiorowem w r. 1623. Naznaczają czas jej utworzenia około r. 1610, wkrótce zapewnie po napisaniu Antoniusza i Kleopatry, w epoce, w której Szekspir zwracał się ze szczególnem zamiłowaniem ku przedmiotom z dziejów starożytnych. Koryolan, jako dzieło sztuki jednolite, należy do arcydzieł, całość przedziwna, wszystko się do stworzenia jej zbiega, główna postać występuje potężną, jasną, wielką i niezmiernie prawdziwą. W żadnym ze swych dramatów z tej epoki, Szekspir tak nie pojął i nie oddał obrazu wieku, jak w Koryolanie.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.