Listy Jana Trzeciego Króla Polskiego/List VI

<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan III Sobieski
Tytuł Listy Jana Trzeciego Króla Polskiego
Wydawca Księgarnia Gubrynowicza i Schmidta
Data wyd. 1883
Druk K. Piller
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
LIST VI.
A Stetelsdorf, w zamku starego Grafa Ardeka, który był Koniuszym Wielkim u sławnego Wallensteina, a żyie dotąd, ćwierć mile od mostu pod Tulnem, 4 Septembris.

Jedyna duszy y serca pociecho nayślicznieysza y nayukochańsza Marysieńko. Dobrze barzo WMść moie serce pisać raczysz w liście swym Nro. 3. du 28 aout, że insi maią więcéy y częściéy pisać czasu. Spieszna bowiem droga, przeiazdy przez miasta, komplementa, witania, konferencye ustawiczne z X. Lotaryńskim y inszymi, ordynanse różne, nie daią nie tylko siła pisać, ale ani ieść, ani spać wcześnie. A tym bardziey teraz, kiedy Vienne iest iuż fort pressée, u Dunayskiéy iuż stoimy przeprawy, kiedy nieprzyiaciel iuż tylko o mil cztery; a cóż dopiero ceremonie nieszczęsne, adiustamenty to tego, to owego, kto wprzód, kto na zadzie, kto po prawéy, kto po lewéy ręce; konsylia potém długie, flegma, nie rychłe rezolutie, nie tylko czasu niepozwalaią, ale przykrość y zgryzotę wielką przynoszą. Co zaś do tego, aby było koło nas propre, assekuruię w tym, że ieżeli nas z tego tylko sądzić będą, tedy nas będą mieli pour plus riches, quil’ ne fut Crésus, et pour les plus magnifiques de ce siécle. Barwy bowiem na Paikach, na Paziach, na Lokaiach arcypiękne, konie bogato ubrane, pokoie obite, bo y móy, y Fanfanika złocistemi obiciami, trzeci zaś, to iest Antikamera Burkatelą.
Oni zaś centki srebra nie maią u koni, Suknie proste, w pół z niemiecka, w pół z węgierska; wozy proste; Pazia, Lokaia, żadnegośmy dotąd nie widzieli. Xże Saski[1] wczora był w czerwonéy sukni prostéy, szarpo karmazynowo z frandzlo prosto przepasany, iako owo więc bywał nieboszczyk P. Woiewoda Sendomirski. Do wizyt też tu nie przychodzi, bo woyska różnie stoią, y daleko od siebie: y tak niby pocztą przybiegaią y odieżdżaią. Zaszedłszy zaś za Dunay, rozumiem, że ieszcze będzie mniéy czasu do strojów, do powagi y do komplementów. Portrait de Mr. de Saxe. Plus petit que Jarocki, et bien plus gros la barbe à la mode des vieux Allemands. Il pourrait avoir quarante ans; il ne sait pas parler, ni francais, ni latin, et parle fort peu allemand; point de harangue, ni compliment; parait etre etourdi, ivrogne, simple et bon homme. Na Ustrzyckiego barzo mi nie miło, że nie wziął lichtarza y fuzyi, które przywiózł Dumont[2], a teraz to oboie potrzebnieysza niżeli nożyk za czapką, albo strusie pióra u kapelusza. Przynaymniéy że tedy przysyłać to oboie przez P. Woiewodę Pomorskiego[3], uniżenie proszę. Vous me parlez mon amour d’un certain Stanecki, qui a été autre fois à moi. Prawda to iest: był potym pielgrzymem. Trzeba wprzód widzieć tych ludzi y popisać, niżeli mu pieniądze pokazać. Ale to wszystko iuż nie rychło, chyba by się tam na co P. Lubaczewskiemu[4] zgodzili, bo my tu pewnie onziéme de ce mois będziemy mieli z nieprzyiacielem rozprawę, do czego iuż tylko siedm dni. O Doktorze Pecorinim naymnieyszey nie zastaliśmy litery w Ołomuńcu, ani naymnieyszey dotąd wiadomości. Mr. De Varmie pisał do mnie iuż dawno, że mi téy drogi dopomódz nie może, bo mu tego Prowincya Pruska, iako swemu Prezydentowi żadną miarą pozwolić nie chciała, osobliwie dla tych pokazuiących się po morzu okrętów Francuzkich[5]. Złego zdrowia de Mr. le Marquis[6] z duszy żałuię. Dla Boga, trzeba, mu to wybiiać z głowy: dosyć że on będzie miał de la gloire, kiedy nam tu P. Bóg z łaski swéy Świętéy poszczęści. O X. Kamienieckiego[7] się też niesłychanie turbuię. Tak P. Bóg z woli swojey S. ustawicznie na naszych przepuszcza przyiaciół. WMść. zaś moie serce, dobrze barzo uczynisz, że zażyiesz des remédes dla zdrowia swego, które mi iest tak précieuse. Les quarante heure że się zaczynaią, dobrze barzo; y daley to continuer, iako do tego Pana, który się sam nazwał Panem woysk zastępów, a zatym y zwycięstw. Przy mnie sypia P. Podskarbi[8] Nadworny y Pan Starosta[9] Łucki, który przed wczorem nas nagonił. Fanfanik dosyć grzeczny, y praca mu nie wadzi. Nie wiem kogo mu przydać. P. Lwowski[10] zabawny. P. Inflancki[11] aby zaś sobie y na potym nie chciał tego pretendować, dla tego ieszcze się z tém zatrzymało. Tymczasem zawsze iest przy mnie, y podle mnie stawa zawsze, lubo w kotarze lubo w pokoiach. Nie wiem ieżeli też to doszło wiedzieć WMci serca mego, że się z Gliwic P. Polanowski wrócił do Polski, nie żegnając mię, ieno iuż odiechawszy przysłał do mnie Woiewodę Ruskiego,[12] P. Złotnickiego y P. Prusinowskiego, powiadaiąc, że się owem prezentowaniem przed WMcią moim sercem tak strudził, czyli przełamał w krzyżach, że iechać nie może, że iedzie do Częstochowy, tam umierać, albo się leczyć. Jam posyłał za nim perswaduiąc, że choremu naylepiéy na mieyscu leżeć, że tu w Gliwicach u OO. Reformatów wczas wielki, blisko granicy; ozdrowiawszy, za nami iuż iechać będzie bliżéy; nawet chorować w tym kraiu będzie poczciwiéy, bo każdy rzeknie, że tam chory leży, gdzie woyna, y za złe mieć nie będzie. Jeźli zaś umrzeć, to tak daleko do Nieba ze Szląska, iako y z Polski. Nie miałem od niego na to żadnego responsu. Widział go P. Starosta Łucki w Częstochowie w kościele mszy słuchaiącego: tam tylko przenocował y po nabożeństwie daley w Polskę iechać miał, narzekał, płakał na swe nieszczęście. Nic nie iest widzę innego, ieno sama iedyna hipokondrya, która iest strasznieysza nad wszystko, kiedy z sławy i reputacyi ludzi odziera i łupi. Mr. le Comte iest zawsze przy mnie, y w czem tylko będzie potrzeba, miłość moię wyświadczyć gotówem. Mnie katar dotąd nieopuszcza y ustawicznie tyłu głowy bolenie, osobliwie w nocy; lubo i w kaftaniku sypiam, y w pawilonie, y w cieple. Pawilon y obicie dobrze się barzo aiustowało. Fanfanik ze mną nayczęściey iada; co zaś do kuropatw, do bażantów y innych zwierząt, mógłby ich ziadać y po kilkoro na dzień, bo tego mamy dostatek, iako i fruktów. Nie trzeba się było widzę obawiać, aby byli czego tu przed nami nie zaczęli; bo y teraz ieszcze niektórzy radziby albo zwlekli ieszcze iaki czas, albo zbytniego upatruią bezpieczeństwa: ale to nie nasi. Co o żałobę po Królowéy Francuzkiey, nie zwyczay iéy brać, póko nie oznaymią o śmierci. Tu dotąd nikt iéy nie bierze, y wątpię aby iéy zażywano à la Campagne: osobliwie mnie, nie rozumiem żeby się zeszło, póko nam z tamtąd nie dadzą wiadomości. Xdza Biskupa Chełmińskiego[13] piechota omieszka iuż pewnie, iako y drudzy. Każę ią przyłączyć do Regimentu JP. Comtego[14]; ale wątpię żeby tego było potrzeba, bo y PP. Kożuchowscy[15] obadway przyszli, y ludzi przyprowadzili. Co strony pieniędzy Panu Krakowskiemu[16] gdy Wć. y rada ta, która iest przy WMści moim sercu, obaczycie własną tego potrzebę, że się to obróci na imprezę jaką pewną nie żałować pieniędzy, nie odsyłaiąc tu do mnie, bo by to było nierychło. P. Kanclerz[17] życzy wydania wici: nie wiem dla czego y dla kogo? bo ieżeli dla Tekolego, ten z tamtąd daleko, bo tu obległ Preszpurk z Turkami y Tatarami, y przysłał prosząc o armistitium, aby się mógł tym sposobem zbyć Turków i Tatarów, którzy mu kraje iego w niwecz obracaią. I Xże Apaffi[18] Siedmiogrodzki pisał w tych czasach do Cesarza, ofiaruiąc medyatio między nim a Turkami. O nas cale ani Węgrowie, ani Turcy nie wiedzą, ani wierzyć temu nie chcą, co barzo dobrze na naszą stronę. Już też dzień dobry nastaie lubo pochmurny, po kilko dniowym deszczu; zaczym mi kończyć przychodzi, bo mi dziś dziewięć mil wielkich uiechać przyidzie, rozsadzonemi końmi do mostów Wiedeńskich, które z tąd wielkich pięć mil, y nazad się wrócić; bo jutro zaś w Imie Boże trzeba się brać ku przeprawie. Kończąc zatém, całuię z duszy i serca wszystkie śliczności WMści serca mego iedynego.
Jado ze mną y obadway PP. Hetmani, bo iuż tu wczora stanął JP. Wda. Ruski.
A ma soeur et à Mr. le Marquis mes baisemains.
Dzieci całuię i obłapiam.
Tak mi się zwlókł czas, że iuż ósma; zaczym nocą siła nadłożyć przyidzie.







  1. Książę Saski, elektor Jan Jerzy III, ojciec króla Augusta II., ur. r. 1647 † r. 1691.
  2. Dumont, dworzanin królowej, o którym wyżej.
  3. Wojewoda pomorski Denhof, o którym wyżej.
  4. Kasztelan Lubaczewski, Stanisław Druszkiewicz.
  5. Okręty francuskie. Gdy w roku 1683 nieporozumienie nastało między dworem francuskim a Rzeczpospolitą polską, markiz de Vitry wyjechał z Warszawy, a Duverney przeznaczony do ziemi siedmiogrodzkiej rezydent francuski, bawił w Gdańsku i tajemnie utrzymywał korespondencyę z niektórymi panami polskimi Francyi sprzyjającymi. Lękano się płonnie podobno, wylądowania floty francuskiej w województwach pruskich. Lengnich wspomina, że stojące okręty francuskie solą naładowane mniemano być okrętami wojennemi.
  6. Mr. le Marquis d’Arquian, ojciec królowej polskiej.
  7. Biskupa kamienieckiego, Stanisława Wojeńskiego.
  8. Podskarbi nadworny Modrzejowski, czyli Modrzewski, jak go Niesiecki nazywa, zginął pod Wiedniem. Miał z Urszuli Krasickiej, kasztelanki przemyskiej, córkę, która za Janem Tarłem, wojewodą lubelskim, była.
  9. Starosta łucki. Atanazy Miączyński, wsławił się był już dawniej pod Chocimem, gdzie pierwszy na Turków uderzył i niebezpieczną odniósł ranę. Umarł wojewodą wołyńskim w roku 1723, zostawiwszy z Anny Luszkowskiej dwóch synów i dwie córki, z których jedna za Ossolińskiego, podskarbiego W. koronnego, druga za Józefa Sierakowskiego, strażnika koronnego, poszła.
  10. Pan kasztelan Lwowski, sławny Marcin Kątski, który w czasie wyprawy wiedeńskiej artyleryą dowodził. W pierwszej młodości w czasie wojen szwedzkich za Jana Kazimierza mocno ranny został. Wsławił się we wszystkich owego wieku przez wojsko polskie odbytych wojnach, a szczególniej pod Barem, Żurawnem, Chocimem i Wiedniem. Miał z Urszuli Denhofownej podkomorzanki koronnej dwie córki, z których jednę za Stefana Potockiego, marszałka nadwornego koronnego, drugą za Michała Potockiego, starostę trębowelskiego, wydał. W roku 1683 Kątski wojewodą kijowskim został. Umarł kasztelanem krakowskim w roku 1710.
  11. P. Inflantski, kasztelan Otto Falkierzamb. Postąpił wkrótce potem na województwo Czernichowskie, umarł wojewodą inflantskim.
  12. Wojewoda ruski Stanisław Jabłonowski, o którym wyżej było.
  13. Biskup chełmiński Jan Opaliński.
  14. Comte de Maligny, brat królowej.
  15. Aleksander i Stanisław Kożuchowscy bracia, byli obadwaj jeden po drugim cześnikami Wieluńskimi. Był też jakiś Kożuchowski chorążym krakowskim.
  16. P. Krakowski kasztelan Potocki, o którym wyżej było.
  17. P. kanclerz Wielopolski, o którym wyżej było.
  18. Książę Apafi siedmiogrodzki. Stany siedmiogrodzkie obrały go księciem w roku 1661 pod protekcyą Turków, z którymi przeciwko Austryi pokilkakrotnie wojował. W roku 1687 oddzielny z cesarzem Leopoldem zawarł pokój, mocą którego zrzekł się wszelkich związków z Portą i protekcyę Austryi przyjął. Umarł w Weissenburgu w roku 1690.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan III Sobieski.