Magja i czary/Rozdział II

<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Antoni Wotowski
Tytuł Magja i czary
Podtytuł Szkice z dziedziny wiedzy tajemniczej
Wydawca Biblioteka „Izyda”
Data wyd. 1926
Druk Olesiński, Merkel i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


ROZDZIAŁ II.
Jakim winien być adept.

„Istnieje wiedza, która udziela człowiekowi prerogatyw napozór nadludzkich; oto te które znalazłem wyliczone w pewnym rękopisie hebrajskim z XVI w... widzi on Boga twarzą w twarz, nie umierając i rozmawia poufale z siedmioma geniuszami, którzy rozkazują armji niebieskiej. Panuje wespół z całym niebem i zmusza piekło do służenia sobie. Jest władny nad zdrowiem i życiem swem; nie zaskoczy go nieszczęście, nie ugnie klęska, nie zwyciężą wrogowie.
Zna przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Posiada tajemnice wskrzeszania umarłych i klucz do nieśmiertelności.
To jest siedem prerogatyw większych, a oto następne: dane mu jest odszukać kamień filozoficzny. Posiada lekarstwa uniwersalne. Zna prawa perpetuum mobile i umie udowodnić kwadraturę koła. Zamienia w złoto wszelkie metale, ziemię, nawet nieczystości. Poskramia najdziksze zwierzęta i umie wymawiać słowa, które czarują węża. Posiada uniwersalną wiedzę i rozprawia o każdej rzeczy bez przygotowania.
Nakoniec 7 pomniejszych przywilejów: może zgłębić do dna duszę człowieka i tajemnice serca kobiety; może zmusić naturę do uległości; udzielać skutecznej pociechy i rad, uleczać chorych, zwalczać miłość i nienawiść; posiadać sekret bogactw, być zawsze ich panem, nie niewolnikiem, kontentować się nawet ubóstwem lecz nie popaść nigdy w upodlenie, ani nędzę.
Tak pisze Eliphas. (Dogme et Rituel str. 84 — 87).
Taką jest władza maga!
Nie każdy jednak stać się może uczniem królewskiej sztuki magów... nie każdy... a jeśli stać się może, to musi się przetworzyć niemal na nowego człowieka.
W tym celu służyły w starożytności inicjacje, wtajemniczenia. Nim przypuszczano do najwyższych sekretów przódy próbowano charakter, odwagę, próbowano czy człowiek godzien posiąść jest to, co przetwarza go na istotę wyższą, na mędrca.
W Egipcie więc owe próby miały następujący charakter. Adept, żądny wiedzy, zgłaszał się do określonego miejsca i tam oświadczał kapłanowi, że pragnie światło poznania posiąść. Kapłan milcząco podawał mu niewielki kaganek oraz wskazywał na otwór głębokiej studni. W studnię wstawiona była długa drabina. Po licznych szczeblach, trzymając kaganek w ręku, zstępował kandydat. Gdy znalazł się na dole widział, że jest w komnacie płonącej, pełnej ognia. Przez ogień ten musiał przejść a wtedy rozpościerało się przed nim jezioro, którego fale szumiały groźnie. Przez jezioro przerzucony był most, lecz gdy adept zbliżał się, most unosił się w powietrze, musiał więc on, chcąc nie chcąc, przebyć wpław. Dalej przechodził przez jaskinie pełne lwów i dzikich zwierząt, gotowych, zda się w każdej chwili, rzucić na niego. Rzecz prosta, iż w większości wypadków wszystkie te groźne sceny były zręczną dekoracją jedynie; nie mógł tego jednak wiedzieć wtajemniczany — też dążąc naprzód dawał dowód energji i odwagi. Cofnąć nie było mu się wolno, gdyż gdyby się cofnął, lub okazał lęk, poniósł by śmierć istotną niechybnie. Te to ceremonie była to tylko połowa drogi, czekającej adepta do przebycia. Były to próby fizyczne. Po nich rozpoczynały się próby moralne. Wstępował więc dalej w komnaty rozkosznie przybrane; wszystko w nich oddychało lubieżnością i zmysłowym czarem; przed nimi rozpościerały się tarasy i ogrody pełne wspaniałych kwiatów i oszałamiających woni. Przepiękne kobiety, nagie niemal, ocierały się oń wykonywując najwyrafinowańsze i najbezecniejsze tańce. Obejmowały za szyję, szepcąc czule słowa, pełne słodkich obietnic, żądzy i grzechu. Lecz jeśli, nieopatrzny, im ulegał... był zgubiony. Czekał go równie haniebny koniec, jak gdyby zadrżał przy próbach fizycznych. Gdyż przezwyciężenie swego charakteru, przezwyciężenie pokus zmysłowych, niemniej ważne jest, jak pogarda niebezpieczeństwa, pogarda śmierci.
Dopiero, jeśli adept przezwyciężył wszystkie pokusy szczęśliwie — stawał się godnym być uczniem Mistrzów. Przybierano go w szaty odświętne, uroczyście oznajmiano tłumom, iż nowy brat przybył. Odtąd zaczynała się nauka. A uczono ni mniej ni więcej, jak takich misterji, jako to świadomego wydzielania ciała astralnego z siebie, jednego z najgłębszych arkanów magji, który to fenomen, wtajemniczony uczynić może niemal mechanicznym sposobem, o ile wiadomem mu będzie należyte przy tej operacji położenie ciała oraz kolejność wykonywanych rytmicznie poruszeń...
Lecz tu zaczyna się to, czego profanom mówić nie wolno... Wracajmy do tematu.

Ceremoniał przyjęcia adepta w loży masońskiej wzorowany na starożytnych inicjacjach

Na wzór prób starożytności, odbywała się i odbywa ceremonia przyjęcia we wszystkich stowarzyszeniach tajemnych, będących depozytariuszami wielkiej hermetycznej wiedzy. Wprawdzie większość obrzędów ma w dobie dzisiejszej raczej symboliczne znaczenie i utraciła swą początkową istotną grozę niebezpieczeństwa. Najlepszym tego dowodem współczesna masonerja która małpując stare obrzędy, w większości wypadków nie zna ich rzeczywistego sensu; lecz taż masonerja utraciła również i klucz do najpotężniejszych hermetycznych i magicznych sekretów, które w spadku odziedziczyła, zamieniając się z towarzystwa tajnego okultystycznego w stowarzyszenie o rytuałach tajemniczych, lecz zadaniach politycznych, przynajmniej w stopniach najniższych. Bo w najwyższych, nie przestanę tego powtarzać, jest ona świętnicą magji, lecz niestety nie królewskiej, a niższej, uprawianej przez czarnych adeptów. Lecz, że i tak dość nienawiści temi rewelacjami ściągnąłem na siebie ze strony tych panów, więcej precyzować nie chcę, niźli to uczyniłem dotychczas.
Pomijając sprawę tajemnych stowarzyszeń, do których niekoniecznie niezbędnem jest należeć, gdyż najwyższe wtajemniczenie osiągnąć można nie od ludzi, a od Stwórcy Najwyższego i samego siebie przez rozmyślanie i wytężoną pracę — zastanówmy się jakim warunkom ma odpowiadać adept, by rezultaty na tej drodze osiągnął.
Uczeń magów ma być bez namiętności, wstrzemięźliwy, czysty; ma być nieprzenikniony i niedostępny bojaźni i przesądom. Nie mogą czynić na nim wrażenia ani przykrości, ani przeciwieństwa losu. Pierwszem i najważniejszem z zadań magicznych jest osiągnięcie tej doskonałości. Lecz jak to uczynić?
Człowiek może się zmienić przez przyzwyczajenie, które jest drugą naturą. Może się zmienić przy pomocy stałej i ciągłej gimnastyki psychicznej; zmieni ona jego charakter i światopogląd, jak ćwiczenia fizyczne zmieniają nasze ciało. Chcesz panować nad sobą i nad innemi? Naucz się chcieć. Lecz jak można nauczyć się chcieć?
Tu, rozpoczyna się pierwszy arkan inicjacji magicznej... i aby zrozumieć treść tego arkanu starożytni otaczali przystęp do sanktuarjum tylu straszliwemi próbami. Nie wierzyli oni w wolę, dopóki nie widzieli jej namacalnych dowodów. I mieli rację: siła może się objawiać jedynie zwycięstwem.
Chcieć — to módz — a módz — to potęga, to władza! Ty więc, co chcesz stać się magiem — niekoronowanym monarchą chciej... i sam siebie poddawaj próbom. Oczyszczanie się twoje polegać będzie na wyzbywaniu brutalnych, nizkich namiętności, na uporczywej pracy. Leniuch nigdy nie stanie się magiem, bo magja to ćwiczenie o każdej godzinie, o każdej sekundzie. Przezwyciężaj pociąg do uciechy, zwalczaj sen, zwalczaj głód. Panować winieneś nad każdym drgnieniem twego ciała. Obojętnym będziesz na opinję świata: nie przerazi cię sarkazm, nie ucieszy — pochlebstwo. Musisz się zamienić, jakby w magnes psychiczny — wtedy przyciągniesz to wszystko, do czego dążysz.
Eliphas Lewi w swym wstępie do „Dogme et Rituel de la Haute Magie“ udziela następujących rad praktycznych.
„Oczyszczenie maga polegać będzie na powstrzymaniu się od potraw mięsnych, na wykreśleniu z swego życia napoi oszałamiających i na uregulowaniu godzin spoczynku.
Zewnętrznie zachować należy czystość jaknajwiększą: nawet biedak znajdzie wodę w studni. Trzeba starannie czyścić ubranie i sprzęty, z któremi się styka. Wszelka nieczystość świadczy o niedbalstwie, niedbalstwo w magji jest zabójcze. Nie należy chwalić się przed nikim, z pracami które się zamierzyło: tajemnica jest jednym z koniecznych warunków powodzenia wszelkich przedsięwzięć nauki.
Mag winien na początku odosobnić się i możliwie powstrzymać od zbędnych znajomości, by skoncentrować w sobie swą siłę; lecz ile będzie on odosobniony i osamotniony na początku, o tyle ujrzy się otaczanym i popularnym później, gdy zdąży skupić swą wolę i niby magnes przyciągać będzie wielkie fale i prądy, rządzące wszechświatem.
Życie pracowite i skromne jest tyle podatne istotnemu wtajemniczeniu, że najwięksi mistrze dążyli doń, nawet, gdy mogli rozporządzać skarbami świata. Wtedy to przybywa Szatan, czyli ludzie bezmyślni i głupi, przybywa, kusi: „jeśli możesz uczyń, by kamienie zamieniły się w złoto“. I smutny los tego, co nie oprze się pokusie dla chwilowego poklasku, mag prawdziwy bowiem, przejdzie nad propozycjami obniżenia swego poziomu, z pogardą i obojętnie.
Należy, dalej, unikać o ile możności widoku rzeczy obrzydliwych i brzydkich, nie jadać z osobami, dla których się nie ma szacunku i wystrzegać wszelkich ekscesów.
Mieć dla siebie jaknajwiększy szacunek i uważać się za zapoznanego monarchę, który się być nim zgadza, pod warunkiem, że odzyska swą koronę i władzę.
Być łagodnym, lecz z godnością wobec wszystkich — w stosunkach socjalnych nie dać się nigdy zaprzątać błahostkowemi sprawami i wycofywać się z kół, w których by się nie miało jakiejkolwiek inicjatywy.
Zdaje nam się, że przez to cośmy powiedzieli, daliśmy w dostatecznej mierze do zrozumienia, że magja nasza nie jest magją satanistów i czarowników. Ta magja, którą ja uznaję — jest to nauka i religja jednocześnie, religja, która nie ma za zadanie obalania lub ośmieszania starych kultów, lecz pragnie je odrodzić, stwarzając koło nowych wtajemniczonych, którzy by się mogli stać mistrzami tłumów.
Żyjemy w wieku, w którym prawie nic do obalenia nie zostało: lecz wszystko trzeba odbudować, bo obalonem jest. Lecz co odbudować? Przeszłość? Nie odbudowuje się przeszłości. Stawiać z powrotem stare świątnice, czy trony? Po co, skoro padły. — Jest to, jak gdyby ktoś powiedział: mój dom się rozpadł ze starości, po cóż budować nowy? — Lecz czyż dom, który wybudujecie, będzie podobny do starego? — Nie: gdyż tamten był stary, a ten będzie nowy. — Lecz zawszeć to będzie dom? — A cóżeście chcieli żeby to było“?






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Antoni Wotowski.