<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Bliziński
Tytuł Marcowy kawaler
Podtytuł Krotochwila w jednym akcie
Data wyd. 1873
Druk Drukarnia S. Orgelbranda Synów
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


SCENA IV.

HELJODOR, IGNACY.
Heljodor (p. c. odwracając się do biurka i widząc, że Ignacy stoi na środku sceny zamyślony)

Czy już nie jedziemy?

Ignacy (ożywiając się).

Ale zkądże znowu... jedziemy, jedziemy zaraz... bardzo jestem kontent z tego zdarzenia... powiem, że miałem zamiar być najsurowszym i ukarać przy­kładnie tę kobietę... ale na jedno słowo pani moich myśli... słuchajno, czy dobrze będzie: pani moich myśli?

Heljodor.

Dosyć.

Ignacy.

Jak ty zimno to mówisz... dziwna rzecz, że mój zapał nie oddziaływa nic a nic na ciebie, duszeczko...

Heljodor.
Nie oddziaływa, bo sztuczny... i powtarzam jeszcze raz, na nic się nie zda.
Ignacy.

Znowu!

Heljodor.

Patrzałem dobrze na was z pod oka, jakeście przed chwilą z sobą szeptali... oj! ta Pawłowa...

Ignacy (n. s.)

Zdrajca! (głośno) Ale cóż z tego... że ma pewne prerogatywy, które zepsuły równo wagę, wielkie rzeczy!... jak cię kocham, rezonujesz jak ktoś, co nie zna ludzi... a jesteś literat... widzisz!

Heljodor.

Właśnie dla tego, że znam ludzi, widzę co się dzieje; to pojmuję, że żądasz mojego wmięszania się dla pozbycia się jéj, bo jesteś słaby i ślamazarny.... Ale dla czego, powziąwszy to postanowienie, łudzisz ją jeszcze?

Ignacy.

Jak to, łudzę?

Heljodor.

O, tylko nie graj ze mną komedji, proszę cię.... mam przecie oczy...

Ignacy (p. c. miękko).
Więc cóż mam zrobić?
Heljodor.

Działaj otwarcie, bez podstępów. Oddal ją, natychmiast, a za wierną służbę wynagrodź, wyposaż.

Ignacy (p. c. ponuro).

Pójśdź, pójdzie sobie... ale pieniądze ciśnie mi pod nogi i zrobi scenę... ja ją znam.

Heljodor.

Więc taki jest wasz stosunek? to co innego.

Ignacy.

Cóż chcesz, to samo tak jakoś przyszło.

Heljodor.

Nie samo przyszło; tylko z własnéj winy uwiązłeś po szyję i nie wydobędziesz się tak łatwo z fałszywego położenia... chyba że...

Ignacy.

Że co?

Heljodor.

Hm! Bóg wié jak ci radzić... powiész żem warjat... bo to my wszyscy lubimy się rządzić egoizmem...

Ignacy.
Egoizmem?... ja egoista!... lubię cię...
Heljodor.

Gdy nie troszczysz się o to, jak ona zniesie gwałtowne zerwanie stosunku, który sam zawiązałeś, i myślisz tylko o sobie, zdaje mi się, że to jest czysty egoizm.

Ignacy.

Ale to łatwo mówić... wiész przecie, jakie są względy do zachowania...

Heljodor.

Więc kiedy cię to nic nie kosztuje, to zerwij... a im prędzéj, tém lepiéj...

Ignacy (n. s.)

Djabła tam nie kosztuje... żeby on wiedział!... (chodzi; p. c. stając) Czy tylko tę radę miałeś przed chwilą na myśli?

Heljodor.

Owszem wprost przeciwną: ożeń się z nią.

Ignacy.

Czyś zwarjował!

Heljodor.

A widzisz, żeś egoista.

Ignacy.
Ale bój się Boga, palcami by mnie wytykali.
Heljodor.

Mój drogi, większe mezaljanse zdarzają się codzień; na najohydniejsze spekulacje matrymonjalne patrzymy z pobłażaniem, a nawet nie odmawiamy im uznania. Twój postępek byłby po prostu uczciwym... zresztą, gdybyś się zajął jéj wykształceniem...

Ignacy.

Ale literat jesteś, bujasz po obłokach.

Heljodor.

Za winą, musi iść pokuta, bratku.

Ignacy.

Jaka pokuta? za co pokuta? toćbyśmy już wszyscy chyba musieli stać się pokutnikami... gadasz nie wiedzieć co... cóż u djabła, przecież jesteśmy kawalerowie nie panienki.

Heljodor (żartobliwie).

Ha! kiedy takie są twoje zasady, to chyba chcesz żebym ci ją zbałamucił, i tym sposobem dał pozór do zerwania.

Ignacy (ironicznie).

Dobra myśl, gdyby była do wykonania.

Heljodor.
Jakto?
Ignacy.

Nic byś nie wskórał, duszeczko.

Heljodor.

Tak pewny jéj jesteś?

Ignacy.

Pewny, czy nie pewny, jest jeszcze druga kwestja.

Heljodor.

Jakaż naprzykład?

Ignacy (ironicznie).

Czy ty możesz być dla niéj niebezpiecznym, duszko.

Heljodor (urażony).

Za cóż mnie to już masz?

Ignacy.

Niby nie zgrubiałeś jak ja... ale... przejrzyj się... jakoś, tak... mając egzemplarz do porównania... (porównywa się w zwierciedle).

Pawłowa (wchodząc z lewéj strony).

Ma pan już wodę.

Ignacy.
Idę.
Heljodor (j. w.)

Zarozumialec jesteś.

Ignacy.

I to do tego stopnia, że zostawiam was samych bez obawy... (n. s.) Nie może strawić pigułki... (idzie na prawo; przy drzwiach zatrzymuje się; do Heljodora) Nie przebierzesz się, duszeczko?

Heljodor.

Pojadę tak jak jestem.

Ignacy (śmiejąc się).

Więc życzę szczęścia (wychodzi na lewo).



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Bliziński.