<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Mikromegas
Podtytuł Historya filozoficzna
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom pierwszy
Wydawca Krakowska Spółka Wydawnicza
Data wyd. 1922
Druk Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Micromégas
Podtytuł oryginalny Histoire philosophique
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
II. Rozmowa mieszkańca Syryusza z mieszkańcem Saturna.

Skoro Jego Ekscelencya położyła się, sekretarz zaś zbliżył się do jej twarzy, Mikromegas rzekł: „Trzeba przyznać, że natura jest bardzo różnorodna. — Tak, rzekł Saturnijczyk, natura jest niby klomb, którego kwiaty... — Ech, przerwał tamten, daj pokój swoim klombom. — Jest, podjął sekretarz, niby wieniec blondynek i brunetek, których stroje... — Ech, co tu mają do rzeczy jakieś brunetki? rzekł tamten. — Jest zatem niby galerya malowideł, których rysy... — Ech, nie, rzekł podróżny; jeszcze raz, natura jest jak natura[1]. Poco tu szukać porównań? — Aby pana zabawić, rzekł sekretarz. — Ja nie chcę aby mnie bawiono, odparł podróżny; chcę aby mnie pouczano. Na początek, powiedz mi, ile na twoim glebie ludzie mają zmysłów? — Siedmdziesiąt dwa, odparł akademik; i wciąż uskarżamy się że mamy ich tak mało. Wyobraźnia wybiega poza nasze potrzeby; uważamy, że, przy naszych siedmdziesięciu dwu zmysłach, naszym pierścieniu, naszych pięciu księżycach, jesteśmy zbyt ograniczeni; mimo całej żądzy poznania i dość znacznej liczby namiętności jakie wypływają z naszych siedmdziesięciu dwóch zmysłów, mamy poddostatkiem czasu aby się nudzić. — Bardzo temu wierzę, rzekł Mikromegas; my bowiem, na naszym globie, mamy blizko tysiąc zmysłów; a mimo to, pozostaje nam jakieś mgliste pragnienie, jakiś nieokreślony niepokój, który ostrzega nas bez ustanku że jesteśmy niczem i że istnieją stworzenia o wiele doskonalsze. Podróżowałem nieco; widziałem śmiertelników o wiele niższych od nas; widziałem znacznie wyższych: ale nie widziałem takich, którzyby nie mieli więcej pragnień niż prawdziwych potrzeb, a więcej potrzeb niż zadowolenia. Dotrę może kiedyś do kraju gdzie nie brak jest niczego; ale, aż dotąd, nikt nie udzielił mi pewnych wiadomości o tym kraju“. Zaczem, Saturnin i Syryjczyk, zapuścili się w głębokie konjunktury; ale, po wielu bardzo przemyślnych i bardzo niepewnych rozumowaniach, trzeba było wrócić do faktów. „Jak długo żyjecie? spytał Syryjczyk. — Ach, bardzo krótko, odparł człowieczek z Saturna. — To tak jak my, rzekł Syryjczyk: zawsze skarżymy się, że krótko. Musi to być widocznie powszechne prawo natury. — Niestety! odparł Saturnijczyk, żyjemy, w przecięciu, ledwie pięćset wielkich rewolucyj słońca. (To wynosi mniejwięcej piętnaście tysięcy lat, wedle naszej rachuby.) Sam widzisz: toć to znaczy umrzeć prawie w tejże samej chwili w której się rodzi. Istnienie nasze jest punkcikiem, trwanie chwilą, glob atomem. Ledwie się człowiek zaczął uczyć potrosze, a już przychodzi śmierć, nim krztę zdobył doświadczenia. Co do mnie, nie śmiem czynić żadnych planów; czuję się niby kropla wody w oceanie. Wstyd mi, zwłaszcza wobec pana, tej komicznej roli, jaką odgrywam we wszechświecie“.
Mikromegas odparł: „Gdybyś nie był filozofem, lękałbym się zasmucić cię, pouczając iż życie nasze jest siedmset razy dłuższe niż wasze; ale wiesz aż nadto dobrze, że, kiedy trzeba oddać ciało żywiołom, i ożywić naturę pod inną postacią (co nazywa się śmiercią), kiedy nadejdzie ta chwila metamorfozy, wówczas wychodzi zupełnie na jedno, czy się żyło wieczność czy jeden dzień. Byłem w krajach, gdzie mieszkańcy żyją tysiąc razy dłużej niż u nas, i zauważyłem że jeszcze szemrają. Ale wszędzie też zdarzają się ludzie obdarzeni zdrowym rozumem, którzy umieją pogodzić się z losem i czuć wdzięczność dla Twórcy wszechrzeczy. Rozsypał on w tym świecie bezmiar rozmaitości, kryjący zarazem wprost cudowną jednolitość. Naprzykład, wszystkie istoty myślące różnią się od siebie, a wszystkie podobne są, w gruncie, przez dar myśli i pragnień. Materya rozpościera się wszędzie; ale posiada na każdym globie odmienne właściwości. Ile liczycie tych różnorodnych własności w waszej materyi? — Jeżeli mówisz o własnościach, rzekł mieszkaniec Saturna, o których mniemamy iż świat nie mógłby istnieć bez nich takim jak jest, liczymy ich trzysta, jak rozciągłość, nieprzenikliwość, ruch, ciążenie, podzielność, i inne. — Widocznie, odparł podróżny, ta skromna liczba wystarcza celom, do jakich Stwórca przeznaczył waszą małą siedzibę. Podziwiam we wszystkiem jego mądrość; wszędzie widzę różnice, ale wszędzie także proporcye. Wasz glob jest mały, mieszkańcy również, macie niewiele wrażeń; materya wasza ma niewiele właściwości; wszystko to Opatrzność pięknie obmyśliła. Jakiego koloru jest wasze słońce, kiedy mu się dobrze przyjrzeć? — Białego, o tonie silnie żółtawym, odparł mieszkaniec Saturna; kiedy zaś rozszczepimy jeden z jego promieni, znajdujemy iż zawiera siedm barw. — Nasze słońce wpada w ton czerwony, odparł Syryjczyk; posiadamy zaś trzydzieści dziewięć pierwotnych kolorów. Niemasz ani jednego słońca pomiędzy temi do których się zbliżyłem, któreby było podobne drugiemu, tak jak niema ani jednej twarzy, iżby nie była różna od wszystkich innych“.
Po kilku wywiadach tej natury, mieszkaniec Syryusza spytał, ile zasadniczo różnych substancyj liczy się na Saturnie. Dowiedział się, iż jest ich ledwie jakieś trzydzieści: jak Bóg, przestrzeń, materya, istoty wymierne które czują i myślą, istoty myślące bez wymiaru, istoty przenikalne, nieprzenikalne i inne. Syryjczyk, w którego kraju liczy się ich trzysta, i który, w podróżach swoich, odkrył jeszcze trzy tysiące innych, zdumiał nadzwyczajnie filozofa z Saturna. Wreszcie, skoro sobie udzielili nawzajem niewielu rzeczy które wiedzieli, i wielu których nie wiedzieli, skoro nadysputowali się przez przeciąg jednego obrotu słonecznego, postanowili odbyć wspólnie małą podróż filozoficzną.





  1. Wolter żartuje sobie z kwiecistego stylu Fontenella w dziełku p. t. O Mnogości światów.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.