<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Bełza
Tytuł Na Szląsku polskim
Podtytuł Wrażenia i Spostrzeżenia
Wydawca G. Gebethner i Spółka
Data wyd. 1890
Druk Wł. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


XVI.

Opole jest stolicą Szląska Górnego. Jak wiadomo, cały Szląsk dzieli się na trzy rejencye: Lignicką, Wrocławską i Opolską, która jest właśnie Szląskiem Górnym i stanowi jego południowy odłam. W Opolu zatem jest siedlisko administracyjnych władz prowincyi, tu się znajduje główna maszynerya jej politycznego i autonomicznego zarządu. Opole nadto, choć leży na północnym skraju Szląska Górnego, leży przecież w okolicy przeważnie polskiej, powiat bowiem, którego jest stolicą, na stu mieszkańców, wedle Czyńskiego, liczy 73 Polaków. Dwa te względy zatem zdecydowały, żem po zwiedzeniu Raciborza, pojechał do Opola.
Droga do Opola prowadzi prawym brzegiem Odry, przez Kendzierzyn, Leśnicę, Gogolin. Jak z Bytomia do Raciborza, tak z Raciborza do Opola okolica jest czysto polską. Powiat Kozielski, gdzie leży Kendzierzyn, jak to już wyżej zaznaczyliśmy, posiada 82% Polaków, Oleśnicki 88, kilkunastu zatem procentu Niemców wcale tu nawet nic znać. Wprawdzie na stacyach kolei żelaznych, język niemiecki pomiędzy służbą kolejową podobnie jak i na innych drogach na Szląsku Górnym, prawie wyłącznie słyszeć się daje, ci Niemcy jednak z pozoru, w gruncie rzeczy są Polakami, i jak tylko zwierzchnik, czystej zazwyczaj krwi Niemiec odwróci się w drugą stronę, przemawiają między sobą po polsku. Miałem sposobność o tem się przekonać, wysiadając na każdej niemal stacyi i wdając się w rozmowę z konduktorami, wagowymi i posługaczami kolejowymi. Jakkolwiek znam doskonale język niemiecki, widząc jednak nacisk, z jakim go na ziemi polskiej szerzyć usiłują Niemcy, nie wahając się bałamucić ludu twierdzeniem, że nikt w tużurku chodzący, tj. należący do intelligencyi, po polsku nie rozmawia, postanowiłem na Szląsku Górnym nie mówić inaczej jak po polsku, aby osobą moją kłam zadawać fałszom, rozpowszechnianym w celu prędszego zgermanizowania słowiańskiego ludu. Otóż postępując tak, miałem sposobność dokładnie się przekonać o tem, iż językiem naszym nietylko że cała niższa służba kolejowa, w tej prowincyi przemawia pomiędzy sobą, ale że go doskonale rozumieją nawet Niemcy, zajmujący tam wyższe i intratniejsze posady. I nic w tem zaiste dziwnego. Niższa służba rekrutuje się z mass ludowych, a te są na Szląsku Górnym czysto polskie, a choć ci wszyscy, którzy się za panów i zwierzchników uważają, są z krwi i kości Niemcami, przecież w kraju, gdzie stanowią zaledwie kilkanaście procentów, nie byliby w stanie niemal wyżyć, bez znajomości języka przeważającej większości. To też go znają, a jeżeli tak rzadko dają się z nim słyszeć, wina to nasza, którzy z uprzedzającą grzecznością, we własnym kraju, nieroztropnie posługujemy się w stosunkach z nimi ich językiem. Jestto zaiste fatalny błąd, miejscowa bowiem ludność słysząc panów rozmawiających po niemiecku, powoli zaczyna wierzyć zapewnieniom swoich opiekunów, że język polski jest wyłącznie językiem gburów, i że każdy oświecony człowiek wstydzić się go powinien. Dlatego też, — powtarzam, — uważałbym za prawdziwe apostolstwo, gdyby rokrocznie przebiegali Szląsk Górny gromadnie nasi turyści, i nic nie robiąc, żadnych nie ponosząc ofiar, głośno tylko z sobą i ze wszystkimi rozmawiali po polsku!... Ofiara tak drobna, jakżeż zaiste byłaby zbawienną dla budzącego się dziś do życia polskiego Szląska.
Choć stolica Górnego Szląska, — Opole, jest niewielkiem miastem, liczy bowiem zaledwie 11.000 mieszkańców, powierzchowny też jego wygląd, ustępuje wyglądowi takiego Bytomia, Katowic, lub Raciborza, które prędzej na stolice patrzą.
Jak Bytomia, Katowic i Raciborza, jak w ogóle wszystkich prawie miast w tej prowincyi, i Opola też charakter jest przeważnie niemiecki. Na ulicach słyszysz tylko niemiecka mowę, napisy na sklepach są przeważnie niemieckie, w hotelach i restauracyach uwijają się kelnerzy Niemcy. Ale zajrzyj tu w Piątek, kiedy na rynku odbywają się tygodniowe targi, zajrzyj, a serce gwałtownie kołatać ci w piersi zacznie, gdy wspomnisz, że siedm wieków już upłynęło, jak to miasto i ta ziemia oderwane zostały od pnia wspólnego. Czytelniku, mnie tak kołatało w piersi serce, kiedym w dniu piątkowym z odwiecznem »niech będzie pochwalony Jezus Chrystus«, przebiegał wszerz i wzdłuż rynek u stóp wieży starego ratusza, pamiętającego nie takie jak dziś czasy!...


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Bełza.