Na marginesie (Orkan)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Orkan
Tytuł Na marginesie
Pochodzenie Poezje Zebrane tom II
Redaktor Stanisław Pigoń
Data wydania 1968
Wydawnictwo Wydawnictwo Literackie
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Indeks stron
NA MARGINESIE
1

Dansing, ot, flirtu trochę, trochę obmów w kącie
I westchnienia, skarżące losy: „Ach, to życie!...“
Ono też, krzywdzone wciąż, jak osioł w chomącie,
Turystkom w bezcel — nudą odpłaca sowicie.

2

Dwóch mężów miałaś w życiu        5
I mówisz: „Nie wiem, co to miłość“ —
Majaczysz o rozbiciu,
Wyrzekając na losu zawiłość.

Gdybyś kochała sama,
Życie naraz stałoby się cenne,        10
Jak do Raju zobaczona brama,
Która prowadzi w Gehennę.

3

O cóż chodzi niewieście?...
Gdy jej wszelkim pragnieniom współdzwonisz,

Będzie cię uwielbiała —        15
Nie minie dni czterdzieście —
Gdy jak głupiec czas z zapałem trwonisz,
Tracisz się dla niej bez mała —
Ona, zużywszy cię wreszcie,
Będzie w innym współdźwięku szukała.        20

4

O sfinksowatość dusz niewieścich,
Jakże głęboka!
Próżność, kaprys, no i pustka w treści —
Gwiezdność dla oka.
 
Olśniony tajemniczością,        25
Wszystko byś złamał dla Złudy —
W końcu, do syta napojony czczością,
Wracasz, jak pies do budy.

5

Wszystko prawda, co tu powiedziano
O przymiotach niewieścich: iż są złudne —        30
Lecz gdyby je z tej planety zwiano,
Strasznie życie stałoby się nudne.

6

Cokolwiek bądź przenieść by ci padło
Przez niewiastę o zmylonym celu,

Zagadkową — zważ, mój przyjacielu,        35
Żeś ty sam ją stworzył nieodgadłą.
 
I co byś słyszał w gospodzie przydrożnej,
Co by-ć w zemście zawodu donieśli oszczercę,
W osądzie swoim bądź nadto ostrożny,
Gdyś w niej dojrzał jedno tylko: serce.        40

7

W miłości:
Wszystko, co powiesz — jest zwiędłe, zdeptane,
Jak przez głupców na drogę wyrzucone kwiaty.        45
Co pomyślisz — jest z góry wiedziane,
Jak po stokroć przez mędrców odkrywane światy.
Wyrazić możesz tylko w jednej niefałszywej nucie
Miłość —: a tą jest proste czucie.

8

O nie poznane wiedzą uczuć niwy!
O trudne drogi miłości!
Znałem dwojga małżonków szczęśliwych —        50
Byli to ludzie zbyt prości.

9

Aby zobaczyć prawdę istną,
Musi serce po żalu owdowieć — —
Najistotniejszą z rozmów
Jest milcząca czworga oczu spowiedź.        55

Głęboko w studni jak niebo
Toną prawdy uczuć osobiste — —
Najczytelniejsze karty listów
Są te, które pozostały czyste.

10

Młody świat się przed sercem co chwila otwiera —        60
Co moment witają nas odrodzenia bramy —
Bo uważcie: młodość nie umiera —
Młodość sami w sobie zabijamy.

11

Jakiż to powód,
że wśród tej rzeszy ludzi,        65
Od których świat
rozgwarem pustym tętni,
I z których każdy
tak się gdzieś spieszy, trudzi,
Przechodzimy zimni, obojętni —        70

A rozpoznana w tłumie
twarz bliska przyjaciela,
Mimo że, posławszy nam
promień spojrzenia, zachodzi,
Na długo w serce wlewa        75
urok odrodczy wesela
I z ludźmi tęczą nas godzi —?

12

Błąkamy się wśród tłumu,
niby wśród piasku pustyni,
„Coś“ zamierzamy,        80
co się w bezkresy pddala —
Czynimy coś — na pozór —
lub „coś" za nas to czyni,
Znosi nas fala, fala —
 
W odmęcie        85
pragniemy się skupić, zastanowić,
Stanąć na pewnym brzegu,
odnaleźć się w sobie —
Wciąż opóźniana wola:
by się odrodzić, odnowić —        90
Aż odnawiamy się... w grobie.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Orkan.