O języku pomocniczym międzynarodowym/IX

<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Niecisław Baudouin de Courtenay
Tytuł O języku pomocniczym międzynarodowym
Data wyd. 1908
Druk drukarnia Literacka
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
IX. Stosunek sztucznego języka międzynarodowego do języków międzynarodowych i plemiennych. Kwestya postawienia nauki i wykładu różnych języków z czysto pedagogicznego stanowiska.

Przeciwnicy języka międzynarodowego wyrażają obawę, że będzie on tamował rozwój języków narodowych.
Wcale nie. Nie tylko nie będzie on przeszkadzał, ale, przeciwnie, będzie pomagał rozwojowi i rozkwitowi języków istniejących, ich rozprzestrzenianiu, wzmaganiu się ich znaczenia światowego. Przecież, kiedy nareszcie zapanuje ustalony język międzynarodowy, zmniejszy się znakomicie potrzeba uczenia się języków obcych, a czas zaoszczędzony można będzie użyć na doskonalenie się we własnym języku i na zgłębianie go we wszystkich kierunkach.
Pozwolę też sobie przytoczyć tu kilka zdań z artykułu p. Antoniego Grabowskiego „Esperanto jako przygotowanie do nauki języków” (Esperantysta polski. Warszawa. I. Nr 1. Styczeń, str. 4—8), które to zdania uważam za całkiem trafne:
„Poza stroną utylitarną Esperanto posiada wartość jako czynnik ogólnie kształcący, ...język ten wpływa na ogólny rozwój umysłu ucznia, ...jest on pomocnym przy nauce innych języków” (str. 5).
„Esperanto daje znakomite przygotowanie do nauki innych języków nie wyłączając gruntowniejszego poznania języka ojczystego” (str. 5).
„Olbrzymią pedagogiczną wartość ma analityczna budowa języka Esperanto, który daje nam rozczłonkowanie pojęć złożonych na pojęcia proste” (str. 5—6).
„Wprowadzone do języka Esperanto stałe symbole dla oznaczenia części mowy (a więc o dla rzeczownika, a dla przymiotnika, e dla przysłówka, i dla bezokolicznika) ułatwiają nietylko ogromnie naukę gramatyki Esperanta, ale znakomicie przygotowują umysł do nauki gramatyki innych języków” (str. 6).
„Stałe znaki abstrakcyjne, a, o, i, e, as, is, os, ant, int, ont, at, it, ot, te symbole pojęć gramatycznych, robią z trudnej zwykle dla dzieci nauki gramatyki nieomal zabawkę” (str. 6).
„Nauka Esperanta sprawi, że uczniowie, dzięki jej, posiądą do uczenia się innych języków zdolność, której teraz nie mają, a wskutek tego znacznie mniejsza ilość lekcyi pozwoli osiągnąć daleko lepsze, niż dotąd, rezultaty” (str. 8).
„Mocą faktów upada stary przesąd, że Esperanto jest wrogiem innych języków, a natomiast przekonywamy się, że jest ich przyjacielem najlepszym, gdyż daje przygotowanie, bez którego nauka języków jest uciążliwą i pomimo ciągłej zmiany metod marne wydaje owoce” (str. 8).
Jakże tedy rozstrzygnąć sprawę uczenia języka Esperanto ze stanowiska pedagicznego[1]?
Otóż sprawa ta wiąże się ściśle ze sprawą uczenia języków wogóle.
Z czysto pedagogicznego stanowiska w każdej szkole powinien być bezwarunkowo obowiązującym jeden tylko jedyny język, mianowicie język wykładowy, którym oczywiście bywa najczęściej język ojczysty uczniów. Wszechstronne i głębokie poznanie tego języka stanowi jedną z najpotężniejszych dźwigni kształcenia umysłu. W szkołach polskich obowiązkowym powinien być tylko język polski; w szkołach rosyjskich — rosyjski; w szkołach niemieckich — niemiecki, i t. d. A gdyby istniały szkoły z językiem wykładowym Esperanto lub z jakim innym językiem „sztucznym”, w takich szkołach powinienby stanowić przedmiot wykładu obowiązkowego tylko ten język sztuczny.
Ale co innego obowiązkowość, a co innego fakultatywność, t. j. możność uczenia się. Otóż szkoły powinny dawać jak najszerszą możność uczenia się rozmaitych języków, tak języka najbardziej rozpowszechnionego w danem państwie i w danym kraju, jako też innych języków mniej lub więcej potrzebnych i interesujących. Do tych języków należy także język „sztuczny”, w danej chwili Esperanto, tak ze względu na pożytek praktyczny, jako też ze względu na korzyść dla rozwoju umysłowego uczniów.
A jaką ma być wobec tej sprawy rola rządów i władz wykonawczych?
Otóż niech tylko nie przeszkadzają inicyatywie prywatnej, niech nie tamują oświaty, niech nie zamykają szkół i instytucyi oświatowych i kulturalnych. Niech nie zmuszają nikogo do uczenia się tego lub owego języka. Rządy bowiem nie mają żadnego prawa do narzucania języków wbrew życzeniom tych, co potrzebują szkół.
Jedynym obowiązkiem rządów w tej dziedzinie życia społecznego jest: dać możność uczenia się języków. W stosunku więc do języka pomocniczego międzynarodowego należy wymóc na rządach, ażeby nie przeszkadzały propagandzie i pozwalały wprowadzać do szkół naukę fakultatywną tego języka.
Przytem muszę się zastrzec przeciwko przypuszczeniu, jakobym uważał Esperanto za jedyne i ostateczne wcielenie idei języka międzynarodowego, i jakobym nie widział trudności, stojących na przeszkodzie tryumfowi tej idei. Powinniśmy się liczyć z faktem istnienia literatur narodowych, z faktem olbrzymiej trudności, trudności prawie nie do pokonania, związanej z koniecznością przekładu na język międzynarodowy choćby tylko najważniejszych zdobyczy umysłu ludzkiego, wyrażanych dotychczas za pomocą języków narodowych.




  1. Przypis własny Wikiźródeł sic!





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Niecisław Baudouin de Courtenay.