Oda III, 3 (Horacy, tłum. Siemieński, 1916)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Horacy
Tytuł Prawdziwa wielkość
Pochodzenie Ody Horacyusza
Wydawca Karol Sechorz
Data wyd. 1916
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Lucjan Siemieński
Tytuł orygin. Iustum et tenacem
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


PRAWDZIWA WIELKOŚĆ.
III.
Iustum et tenacem propositi virum.

Mąż sprawiedliwy, przekonaniem tęgi,
Nie da się złamać zachciankom zbrodniczym
Wściekłego gminu; ni wobec potęgi
Groźnej tyrana, nie ustąpi w niczem.

Ani go Auster, wzburzający wały
Adryi, zatrwoży, ni piorun ciśnięty
Z rąk Zewsa; choćby ziemia na kawały
Pękła — na gruzach jeszcze nieugięty.

Tą cnotą Pollux i Herkul wędrownik
Wzbili się w stropy gwiazdami utkane;
Z nimi i August zasiadł współgodownik
Nektarem usta zakrapiać różane.

Tą cnotą ojciec Bachus się zasłużył,
Biorąc tygrysie karki na powrozy —
Przez nią Maworsa cugów Kwiryn użył
Od Acherontu uciekając grozy.


Juno się za nim ujęła śród rady
Bogów, tak mówiąc: »Ilion, Ilion z winy
Niewiasty obcej i sędziowskiej zdrady
Runął obrócon w gruzy i perzyny.

Za Laomeda, co oszukał Bogów
W winnej zapłacie, gród ten był przeklęty:
Jam go z Minerwą dała pod miecz wrogów
Wraz z wiarołomnym ludem i książęty.

Przy cudzołożnej Lakonce, zuchwały
Gach ów nie świeci — ni dom Pryamowy
Naszych Achiwów pnących się na wały
Ręką Hektora nie strąca na głowy.

Już się skończyły boje, przedłużone
Naszemi swary; i jam już złożyła
Gniewy na Marsa i na wnuczę one
Co mu trojańska kapłanka powiła.

Wnukowi temu teraz już pozwolę
W pałac jasności wnijść; usty pełnymi
Pić sok nektaru tutaj w Bogów kole,
Jak wybranemu między wybranymi.


Dopóki Troja od Romy odcięta
Mórz obszarami, a gnieździć się lubią
Dzikie, na grobie Pryama zwierzęta,
A grób Parysa trzody swojskie skubią,

Dopóty plemię owych rozproszeńców
Niech nad wszystkiemi świata włada trony;
Rzym z Kapitolem pełen sławy wieńców
Podbitym Medom niech daje zakony.

Na okół groźny, niech szerzy nazwisko
Swoje po ląd ten, co od Europy
Wód go śródziemnych oddarło łożysko,
A gdzie Nil co rok wyprawia potopy.

Byle Rzym złoto zostawił nie tknięte
Jakie ukryła ziemia w wnętrzu swojem!
Lepiej niem wzgardzić, niż wszystko co święte
Grabić dla siebie bezbożnym rozbojem.

Wtenczas po krańce ziemi ostateczne
Dotrze orężem i żądzą widzenia
Tych stref, gdzie parzą promienie słoneczne,
Gdzie mgły, lub deszcze, leją bez wytchnienia.


Ten los im wróżąc, ostrzegam Kwiryty
By dobrodusznie w szczęście nie ufali,
I przez cześć zbytnią przodków, raz zabity
Ilion, z gruzów nie odbudowali.

Jeśliby gród ten pomimo wróżb sprzecznych
Znowu miał ożyć? to wtóry raz skona;
Bo ja nań hufiec powiodę walecznych
Ja, Jowiszowa siostrzyca i żona.

Choćby i trzykroć Feb murem ze spiże
Troję opasał — trzykroć ją zdobędą
Moi Argiwcy i trzykroć w jassyrze
Trojanki mężów swoich płakać będą«.

Lecz stój! dość tego na mą gęśl pustaczą —
Muzo! gdzie rwiesz się w zapale? Rzecz ślizka
Podrzeźniać, co tam Bogi mówić raczą —
Nie wygra wielkich myśli, nuta nizka.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Horacy i tłumacza: Lucjan Siemieński.