Ostatni człowiek (Piotrowski)/całość

<<< Dane tekstu >>>
Autor Konstanty Piotrowski
Thomas Campbell
Tytuł Ostatni człowiek
Pochodzenie Ostatni człowiek
Data wyd. 1829
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
ODA
Z ANGIELSKIEGO, CAMPBELLA
przez
Konstantego Piotrowskiego.
separator poziomy
Pozwolono drukować. Wilno d. 16 Lutego 1829 r.
Cenzor. Kollegialny Assessor
Jgnacy Szydłowski.
OSTATNI CZŁOWIEK
separator poziomy
I.

Swiata utwory pokryią ciemności,
Samo słońce skona,
Nim ma istota zniszczona
Weydzie do nieśmiertelności.
Miałem sen wielki, ponury,
Dał on mi moc — móy duch dzielny
Szedł po Czasu oceanie,
Drżący widziałem blizki skon natury
J jak ostatni śmiertelny
Patrzał na to iéy konanie.

II.

Słońca promienie ściemniały,
Ziemia posiwiała z wieku,
Kości narodów leżały
Przy tym ostatnim człowieku:
Jedne poległy w boiach — w martwéy dłoni
Miały szczątki krwawéy broni;
Drugie głód i mór wycięły.
Cichość wzniosła tron nad miasty niemémi,
Okręta same płynęły
Do bezludnéy ziemi.

III.

Jak ów prorok stał wspaniały,
A na słowa pełne mocy
Liście w puszczy opadały,
Jakby ie tknął wiatr północy.
Tak ów człek dumny rzekł: Słońce!
Obu nas kres niedaleki,
J tobie umrzéć kazano....
Widziałoś tysiączne wieki,
Potoków ludzi tysiące,
Które iuż płynąć przestaną.

IV.

Cóż! choć pod twémi przewody
Wzrosły potęgi Człowieka pomniki,
Kunszta, którémi ziemię, ogień, wody,
Miał w mocy iakby nędzne niewolniki:
Jednakże twego nie żałuię skonu
Ty! Dumny Królu dziś złożony z tronu;
Bo te wszystkie dzieła chwały,
Którym byt twoia nadała opieka,
Jednéy burzy niezdołały
Przytłumić w sercu człowieka.

V.

Jdź — zasłona zapomnienia
Niech padnie na teatr bycia,
Niewskrzeszay blaskiem promienia
Tragedyi życia.
Niewznawiay błyskotek próżnych,
Ni męczarni różnych
Śmiertelników rodu:
Nie budź brzemion chorób, głodu,
Niech ludzi oręż niewycina krwawy,
Jako kosa trawy.

VI.

Jakeś nędzne! — przy upadku
Słabe promienie rozwlekasz:
Tylu skonań świadku
Mego widzieć niedoczekasz.
Obrazem mego cierpienia,
J ostatniego serca uderzenia,
Twe oko się nie nasyci;
W grobie natury złożę moie kości,
Wspaniałość ciemności
Mą duszę schwyci —

VII.

Ta dusza w swobodnym locie
Powróci do oyca łona,
Kiedy ty w wiecznéy polegniesz ciemnocie,
Ona będzie niezmieniona;
Tak! żyć będzie — zaiaśnieie
Swiatłością większą od twoich promieni,
Ten w nią siłę wleie,
Który wyrwał więźniów z cieni,
Ten który groby zwyciężył,
J śmierci kaydany stężył.

VIII.

Jdź słońce — Ja z wyższéy woli
Na łonie zniszczonéy matki,
Wychylę do dna ostatki
Rodu moiego niedoli.
Jdź — powiédz nocy co ma władnąć sama,
Jak ostatni szczep Adama
Wołał w śmiertelnym progu;
Straszne ciemności! wyzwę waszę dzielność,
Zgaście moię nieśmiertelność,
Lub zachwiycie wiarę w Bogu.

ODA.

CZUŁOŚĆ POETY.
separator poziomy
I.

August długie walcząc lata,
Krwią zrumieniwszy srébrne wody Nilu,
Gdy po klęskach tylu
Otrzymał w końcu panowanie świata;
Przy ścianach Kapitolu sztandary osadził,
J starych w Amfiteatr rycerzy wprowadził.
Tam czucia człeka władca niezmierzony,
W ozdobie urody
Wirgiliusz młody
Boskie wywodził z swoiéy lutni tony.
To w obłok z orłem wzlatywał,
To iak skowronek oraczowi śpiéwał,
Skrytości grobów przenikał,
J nieba dotykał.
Głosem iego wzruszone wojowniki drżały,
Przebiegły wieszcza słodkiém weyrzeniem dziewice,
Matki go palcem dzieciom ukazały,
Starcy łzą zrosili lice;
Sam August z mieysca powstaje
J cześć poecie oddaie,

A cały Rzym wołał:
Czarodziejnik, co w sercach takie tworzyć dziwy
Słów potęgą zdołał,
Jak szczęśliwy! iak szczęśliwy!

II.

Poeta okryty chwałą,
W własne podwoie powrócił,
J umordowane ciało
Na marmury rzucił.
Lecz oto prawy Bóg lutni przybywa,
Oka nie daie mu zmrużyć,
Ogarnia go, przenika — z marmurów go zrywa.
Ach nieszczęśliwy wieszczu idź mu służyć! służyć!
Zaprowadza go między nieme groby
J poi czuciem żałoby;
Wieszcz usiada pod urn cieniem,
Strata cnotliwych gnieździ w sercu rany,
Spiéwa — łzy tocząc strumieniem.
Potém wzrok iego wznosi w Xiężyca oblicze:
Wieszcz promieniami oblany
Sledzi w milczeniu światło tajemnicze,
A natchnieniem uniesiony
Wzniósłszy przyszłości zasłony

Widzi iak nikną gwiazdy i iak z swéy posady
Spada Xiężyc blady;
Przeczuwa puste Niebiosów przestrzenie,
J mocne z piersi dobywa westchnienie.
Gdy Bòg uyrzał iż smutek duszę wieszcza przeszył,
Słodszym go obrazem cieszył,
Wskazał mu ów przybytek na wyniosłéy skale,
Gdzie sam geniusz wchodzi — odpędzona pycha,
Słońce nieśmiertelności świéci tam wspaniale:
Wieszcz zadumany patrząc wdzięcznie się uśmiecha,
Nakoniec przed Julii[1] pałacem go stawia,
J pełną uczuć duszę miłością zaprawia.
Tak mocą Boga z serca iednego w godzinie
Uśmiéch, litość i łza płynie.

III.

Zmienność uczucie szczęścia mu zatruwa,
Zbolałe ciało w cieniu topol składa.
O Synu lutni! biada tobie, biada!
Żądasz spoczynku: Bóg twóy ieszcze czuwa,
Każe mu słuchać iak w cichéy ustroni,
Po utracie przyiaciela

Słowik melodyine tony
Na powietrze roni.
Jak westchnął pieniem iego gaj wzbudzony,
Wieszcz słucha i żal podziela,
Lecz w cierpieniach klnie Boga lutni — klnie mordercę
Co mu dał ów instrument zgubny — czułe serce,
J głosem powtarza tkliwym
Nieszczęśliwym! nieszczęśliwym!

separator poziomy





  1. Córki Cesarza Augusta.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Thomas Campbell, Konstanty Piotrowski i tłumacza: Konstanty Piotrowski.