Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV/Nokturny rzymskie

<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Konopnicka
Tytuł Poezye wydanie zupełne, krytyczne
Data wydania 1915
Wydawnictwo Nakład Gebethnera i Wolfa.
Drukarz O. Gerbethner i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Indeks stron
XVI. NOKTURNY RZYMSKIE.

Grafika na początek utworu 1.png
I. W »Porta Pia« — II. O zmierzchu

I. W »PORTA PIA«[1].

W wielkiem milczeniu ruiny i nocy
Duchowi memu stanęłaś widoma,
A było mi tak, jak gdyby prorocy
Tu byli doma...
Że w pustce swojej masz głos, który woła,
Że przed twą ciszą schylają się czoła,
To jest największa może z twoich mocy,
O Roma!

I srebrną urną stanęłaś przedemną
W księżyca bieli, co z marmurów tło ma,
A choć pierś miałaś od popiołów ciemną,
Prochem znikoma,
Słyszałam przecież serca twego bicie...
Więc że w popiołach masz pulsy i życie,
To najdziwniejszą twą siłą tajemną,
O Roma!

I tak stanęłaś mi, jako widzenie,
Między błyskami miesięcznymi dwoma,

W nizin twych pchnięta zmierzch i upodlenie,
A od wież stroma...
Żeś nie podniosła ludzkiego poniża
W światło, co niegdyś buchnęło tu z krzyża,
To jest twa nędza, słabość, to twe cienie,
O Roma!


II. O ZMIERZCHU.

W Piotrowej bazylice[2] próbują organy.
Mistrz nie tony, lecz echa westchnień z nich dobywa.
Zmierzch w pustej nawie. Ciemność ruchoma i żywa
Podnosi dzwon kopuły i rozszerza ściany.

Płynie muzyka dziwna, zaświatowa, cicha,
Dreszczem idzie w sklepienia, z mrokiem się jednoczy...
I nagle widzą moje zadumane oczy
Korowód mar wiejących przez nawę, co wzdycha.

Płyną kolory tęczy i srebrzyste lamy,
Białe infuły sterczą z mdłych świateł srężogi[3].
Jak astry gwiazd, rozkwitłe nawskróś mlecznej drogi.
Idą... Do jakiejś wielkiej, złotej idą bramy.

Coraz wyżej kopuła ucieka pod chmury,
Coraz dziwniej, błękitniej, przejrzyściej się czyni.
Nie słychać kroków. Cicho po taflach świątyni
Wloką się fiolety świetne i purpury.

Ludzie, posągi, księgi z złocistemi godły
Idą, płyną — ogromne i potężne mary,
I ruszają się z posad obłoczne filary,
Tej puszczy marmurowej — cyprysy i jodły.


I ruszają się z posad wysmukłe kolumny,
Chwiejąc liść kapitelów, korony swej brzemię;
Chcą paść, chcą zimnem czołem uderzyć o ziemię...
Do jakiejś wielkiej śpieszą, bezimiennej trumny.

I ciszej pieśń organu ulata za światy
I bliżej coraz szemrzą wersety[4] i psalmy...
Mozajki, sarkofagi, alabastry, palmy
Sieją na marmur barw swych kolory i kwiaty.

Białość się piór wysoko nad nimi kołysze,
Chorągwie, baldachimy wieją i kobierce.
Bije dzwon... W spiż uderza mu spiżowe serce,
Lecz głosu nie wydaje: bije w wielką ciszę.

Już są blizko. Już widać podniesione głowy,
Pysznie sklepione czoła i ascetów twarze,
Oczy zamknięte... Wieją złote trybularze,
Zbłękitniając postacie w wizyę, w kształt echowy.

W szmerach psalmów, szeptanych ustami martwemi,
W obłoku myrry, w mrącej zwiędłych kwiatów woni,
Paschały[5] niosąc w mglistej i widmowej dłoni,
Idą, odchodzą. Może odchodzą z tej ziemi.

Nie słychać kroków. Cicho po taflach świątyni
Wloką się fiolety świetne i purpury...
Coraz wyżej kopuła ucieka pod chmury,
Coraz modrzej, przejrzyściej wskróś nawy się czyni.

I wieją srebrne lilje ołtarzów i freski,
I pnie kręconych słupów i lamp złote oczy,

Przepych barw, świateł, kształtów zwiewa się i tłoczy
W jakąś dalekość siną i w tuman niebieski.

Nie jak pielgrzymi idą; odchodzą — jak króle,
Wlokąc za sobą dziane złotem dalmatyki,
W dusznych woniach kadzideł i w echach muzyki,
Nad ziemi uniesieni radości i bóle.

Czy żywi, czy umarli idą w zmierzchu chwili,
Nie wiem, bo przemijają jak cień i jak mary,
A z nimi — jakiś wielki świat przemija stary...
Exodus[6] jest: odchodzą ci, co się skończyli.

W ogromny zachód złoty i w ogromne zorze
Idą, a poza Tybrem ugasło już słońce
W ametystach Sabińskich gór[7] i róże mrące
Liście swe osypują na liljowe morze.

Coraz dalej łka echo zaświatowej glosy[8]
Coraz mgliściej przewija korowód rozwiany...
Jeszcze szmer słychać... Jeszcze westchnęły organy...
I nic i cisza. Fontan tylko płaczą rosy.

A na ostatnim schodzie, w gasnącym dnia blasku,
Gdzie do stóp bazyliki ścielą się marmury
Chrystusowi podobny mąż siedział niektóry,
Pisząc palcem — Ecclesia!... Ecclesia...[9] — na piasku.



Grafika na koniec utworu 3.png


Przypisy

  1. Porta Pia — w półn. wschodniej stronie Rzymu, zbudowana obok zamurowanej Porta Nomentana w r. 1564 wedle rysunku Michała Anioła; tą bramą w r. 1870 20 września wkroczyło wojsko włoskie do papieskiego Rzymu.
  2. Piotrowa bazylika — kościół św. Piotra na Watykanie.
  3. Srężoga albo sreżoga — powietrze lśniące na czasie pogody, odblask, sucha i lekka mgła przy świetle słonecznem.
  4. Werset (z franc. verset) — wiersz, krótki ustęp.
  5. Paschał (z łac. paschalis candela) — wielka świeca, poświęcana w W. sobotę i zapalana w czasie uroczystej Mszy św. w ewangelię i Magnificat, na nieszporach w każdą niedzielę aż do Wniebowstąpienia.
  6. Exodus (z grec. przez łacinę) — wyjście.
  7. Sabińskie góry — pasmo górskie w północno-wschodniej stronie od Rzymu.
  8. Glosa (właśc. gloza) — w poetyce XVI w. tyle, co poetyczne objaśnienie jakiego zdania, które się zwykle powtarza po każdej strofie poematu. Tu poetka ma zapewne na myśli ów sławny kantyk św. Teresy (ur. 1515, um. 1582), znany pod nazwą
    »Glozy«.
  9. Ecclesia (z greck. przez łacinę) — kościół, zbór wiernych.