<<< Dane tekstu >>>
Autor Teofil Lenartowicz
Tytuł Rozkosze to moje
Pochodzenie Lutnia. Piosennik polski. Zbiór pierwszy
Wydawca F. A. Brockhaus
Data wyd. 1864
Druk F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
ROZKOSZE TO MOJE.

Rozkosze to moje,
Te wierzby, te zdroje!
Wesoły, pijany wzrokiem,
Cóż bo ja nie śniłem!
To niby że bytem
Raz zdrojem, to znów obłokiem —

I zda się że lecę,
Że dzwonię, że świecę,

Że skrzydła gołębie mię niosą —
Żem cały westchnieniem;
Że żyję promieniem,
Wonnością poranną i rosą.

Żem cały w błękicie,
Że nie wiem co życie,
Wiem tylko żem boże pacholę;
Że Pan Bóg mi daje
Te łąki, te gaje,
I wody, i lasy, i pole.

I pokąd rozkoszy
Łza rzęsna nie spłoszy —
Pokąd się na dziecię nie zchmurzą,
Niebiescy dziedzicy
Niewielkiej różnicy,
A jeźli — to pewnie nie dużo.

To w piersiach kochanie
Ta radość, to łkanie,
To było jak gwiazda w błękicie:
Bezchmurne, bezgniewne,
Wesołe i rzewne,
Ot takie, jak Pan Bóg dał życie.


I chociam nie padał,
I chociam nie gadał
Zadane od matki pacierze;
To w Boga jasności,
To w Boga miłości
Tak wierzę, tak wierzę — tak wierzę!

Nie byłem ja psotny,
Odludek, samotny —
Pod ścianą chruścianą przysiędę;
Piosenki układam,
Nie wiedzieć co gadam,
Śni mi się i z głowy coś przędę.

Pamiętam dwa dźwięki
Mej pierwszej piosenki,
A nikt ich za nowe nie przyzna —
Jak ludzi tam dużo,
Wciąż wtórzą a wtórzą,
Te hymny: ojczyzna i blizna —

Ojczyzna — i w jęki,
I koniec piosenki,
I tylko łez rzewnych obfitość;

I z duszy się snowa
Wymowa bez słowa,
I w niebo spojrzenie o litość.

A niebo tak jasne,
A słońce tak krasne,
Taka tam spokojność na wieki —
Po smutku, po bólu,
Tak cicho na polu,
I takie śpiewanie od rzeki.

«Ojczyzna!» do koła
Bór woła, zdrój woła,
I modre odległych gór grzbiety;
A woła jak płaczem,
I nie wiem sam za czem;
Lecz dzisiaj to wiem już, niestety!

Tajemnie, jak z głębi,
Głos co mnie wskroś ziębi,
Kraj cały jak widzisz, to blizna!
Ta blizna jest żywa,
Krwią spływa, łzą spływa,
A zowie się blizna — ojczyzna.

Z tą myślą gdzie siędę,
Piosenkę wciąż przędę,

A po co? a na co? dla kogo?
Nic nie wiem, nie pytam?
Anielską nić chwytam,
I znowu mi ciężko, choć błogo — !

Zkądś słowa przychodzą,
Zkądś myśli się rodzą,
Wyraźnie ktoś mówi pod czołem:
Ze sobą nie sami,
Z uśmiechem i łzami,
Sierota się zmawia z aniołem.

O! wieku mój złoty,
O pieśni tęsknoty,
Ubogich w ojczyźnie dzieciątek!
Wciąż z waszej ja treści
Wysnuwam powieści —
Przez wieki starczycie na wątek.

Nie z książek to źródło
Swe wody wywiodło,
Nie z marzeń, jak prawi oszczerca;
Lecz z smutku i z bolu,
Co wieje po polu:
Z pod mogił, z pod krzyżów, z pod serca!

Teofil Lenartowicz.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Teofil Lenartowicz.