<<< Dane tekstu >>>
Autor Kurt Matull, Matthias Blank
Tytuł Syrena
Wydawca Wydawnictwo „Republika”, Sp. z o.o.
Data wyd. 27.4.1939
Druk drukarnia własna, Łódź
Miejsce wyd. Łódź
Tłumacz Anonimowy
Tytuł orygin. Tytuł cyklu:
Lord Lister, genannt Raffles, der grosse Unbekannte
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


Epilog

Następnego ranka Raffles stwierdził z przyjemnością, że pisma rozpętały prawdziwą burzę przeciwko artykułowi, który pojawił się w „Timesie“. Wszystkie gazety podnosiły zgodnie, że „Times“ niesłusznie zaatakował uczonego gościa belgijskiego, a niektóre nawet domagały się wielkim głosem usunięcia dyrektora muzeum.
Gdy profesor Crocker przeczytał wieczorem pełne oburzenia artykuły udał się prosto do redakcji „Timesa“. Nieprzytomny z wściekłości zażądał satysfakcji. Crockerowi pozostała tylko jedna droga: musiał oświadczyć, że on sam ani przez chwilę nie wątpił w autentyczność syreny i że nigdy nie wygłaszał podobnego twierdzenia.
Tymczasem Raffles i Charley, korzystając z nieobecności dyrektora, operowali w jak najlepsze w jego gabinecie.
Wynajęli w tym celu specjalną taksówkę i ładując w nią ile tylko pomieścić się dało, kilkakrotnie odbyli drogę pomiędzy mieszkaniem dyrektora a willą Rafflesa. Nad ranem gabinet dyrektora był już ogołocony z wszystkich bardziej wartościowych przedmiotów.
Około godziny dziesiątej rano w Scotland Yardzie zadźwięczał dzwonek telefonu. Do aparatu zbliżył się inspektor policji Baxter.
— Czy to inspektor Baxter? — zagrzmiał wściekły głos profesora.
— We własnej osobie — ryknął Baxter.
— Zechce pan przybyć natychmiast do mnie... Zostałem okradziony.
— Kto mówi?
— Profesor Crocker, dyrektor generalny muzeów angielskich... Regent Park 26.
— Co się stało? — zapytał Marholm na widok Baxtera z wściekłością wychodzącego z gabinetu.
— Okradziono tego durnia, stojącego na czele naszych muzeów, człowieka, przez którego Anglia okryła się wstydem... Czytaliście chyba wczorajsze gazety, Marholm? Pełno było artykułów na ten temat.
— Czy zamierza pan biec wprost do niego?
— Sądzę, że tak. Pojedziecie razem ze mną...
— Doskonale. Będę mógł przynajmniej zredagować odpowiedni protokuł zajścia.
W chwilę później znajdowali się już w mieszkaniu dyrektora Crockera, który począł wyliczać wszelkie zaginione przedmioty.
— Interesuje mnie przede wszystkim sposób, w jaki złodzieje dostali się do pańskiego mieszkania? — rzekł Baxter.
— Weszli przez okno i uciekli przez ogród... Ślady wskazują na to, że przesadzili mur, unosząc ze sobą zdobycz.
Inspektor rozpoczął prawidłowe dochodzenie. Zaczął od urzędowego wylegitymowania samego dyrektora.
— Cóż u licha! — zawołał w zdenerwowaniu profesor, gdy Baxter począł go pytać czy jest żonaty, jak się nazywają jego rodzice i w którym roku odbywał studia. — Chciałbym wiedzieć, jaki związek istnieje pomiędzy pańskimi pytaniami a popełnioną u mnie kradzieżą?
— Bardzo pana dyrektora przepraszam — odparł inspektor. — Wedle regulaminu zmuszony jestem zanotować wszystkie te szczegóły. Prawo tego wymaga.
Dopiero po ustaleniu zajęcia ojca oraz panieńskiego nazwiska matki przystąpił do spisywana listy zaginionych przedmiotów. Lista ta zdawała się nie mieć końca.
— Mam wrażenie, że robię spis inwentarza w muzeum — szepnął Marholm. Muszę wyrazić podziw dla złodziei którzy zdołali wykraść taką masę przedmiotów w ciągu jednej nocy.
Popołudniowe gazety przyniosły dokładny opis śmiałej kradzieży popełnionej w gabinecie dyrektora. Wszyscy głowili się nad rozwiązaniem zagadki, kim był tajemniczy sprawca. Odpowiedź nie dała na siebie długo czekać.

Następnego ranka w jednym z wielkich magazynów ukazało się w wystawie następujące ogłoszenie:

„W tym magazynie Raffles wystawia na widok publiczny eksponaty, przechowywane dotąd w prywatnym mieszkaniu dyrektora generalnego muzeów i oddaje te przedmioty do publicznego użytku“.
W samej rzeczy, za wielkimi szybami czterech wspaniałych wystaw, mieszczących się w samym centrum Londynu, leżały cenne obrazy, rzeźby z kości słoniowej, broń i wszelkie inne bogactwa, wykradzione przez Rafflesa dyrektorowi muzeum.
Wkrótce zgromadził się przed tymi wystawami tłum ciekawych. Wstrzymano ruch. Policja napróżno starała się skłonić ludzi do rozejścia. Nie było innej rady: trzeba było zapuścić żaluzje. Ale nowina o odnalezieniu skradzionych przedmiotów lotem błyskawicy obiegła całe miasto, budząc wszędzie powszechną ciekawość.
Przed zasuniętymi żaluzjami wystaw gromadziły się nowe tłumy, komentując z ożywieniem zabawny wypadek.
Baxter bezradny i zziajany kręcił się wśród zbitej masy ludzkiej. Dopiero Marholm przyszedł mu z pomocą. Kazał podnieść żaluzje i umieścił w wystawie następujące zawiadomienie: „Wszystkie przedmioty przeniesione zostały do muzeum w Kensington, gdzie dostępne dla publiczności“.
Tłumy ciekawych odpłynęły natychmiast w stronę Kensingtonu.
Jak to było do przewidzenia, w Belgii wybuchła nowa burza na temat autentyczności nabytku.
Ażeby raz wreszcie położyć temu kres, poddano syrenę badaniom promieniami Roentgena.
Rezultaty były zadziwiające.
Baron bronił swej sprawy z prawdziwie tygrysią zaciekłością. W zapale dyskusji, na jednym z posiedzeń sięgnął do wnętrza kobiety-ryby ostrym drucianym haczykiem. Ku swemu zdziwieniu z wnętrzności „syreny“ wyciągnął... zwykłą szmatkę.
W ten sposób stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że cenna osobliwość nabyta w Anglii była zwykłą, sprytnie spreparowaną kukłą.

KONIEC



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Matthias Blank, Kurt Matull i tłumacza: anonimowy.