Sztuka u Słowian, szczególnie w Polsce i Litwie przedchrześcijańskiéj/XXIII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Sztuka u Słowian, szczególnie w Polsce i Litwie przedchrześcijańskiéj
Wydawca Wydawnictwa drukarni A. H. Kirkora i sp.
Data wyd. 1860
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
XXIII. PRILWITZKIE WYKOPALISKO.
LITERATURA.

A. G. MASCH, und D. WOGEN Die Gottesdienstlichen Alterthümer der Obotriten aus dem Tempel zu Rhetra am Tollenzer-See, nach den Originalien auf das genaueste gemahlet, und mit Kupfersti chen nebst Hrn Andr: Gottl. Maschens etc. Erlänterung derselben herausgegeben von Daniel Wogen Herz. Meckl. Str. Hofmahler. Berlin. 4. — Bez roku; pospolicie dają rok 1774., ale na dedykacji jest 1771. — C. 3 i 151. str. Tablic sztychowanych przez I. C. Krüger’a 52. figur na nich 66.
JEAN POTOCKI. — Voyage dans quelques parties de la Basse-Saxe, pour la recherche des antiquités Slaves on Vendes, fait eu 1794. par le Comte Jean Potocki, ouvrage orné d’un grand nombre de planches (31. Tables, 118 figures). Hambourg, de l’Imprim. de G. F. Schniebes. 1795. — 4° 102. pages.
MART. Fr. ARENDT. Gross-herzogl: Strelitzisches Georgium nord-slawischer Gottheiten und ihres Dienstes aus den Urbildern zur Beförderung näherer Untersuchung dargestellt. Minden. 1820.
SCHRÖTER Friderico-Franciscanum, Ludwigslust. 1824. T. 3 z F.
Fr. von HAGENOW. Beschreibung der auf der Gross-herzogl. Bibliothek zu Neustrelitz befindlichen Runensteine. Greifswald. 1826. — 4°.
K. LEWEZOW. Andeutungen über Alterthümer zwischen die Elbe und Weichsel. Stettin. 1825. 8°.
K. LEWEZOW. — Ueber die Echtheit der obotritischen Runen-Denkmäler zu Neu-Strelitz; drukowane w Abhandlungen der Wissenschaften zu Berlin. 1826. — 146. — 306.
I. THUNMANN. Untersuchung über die alte Geschichte einiger nord. Völker. Berlin 1772. — 8°.
I. LELEWEL. Polska wieków średnich. T. I. 402. — T. IV. — 264. — Tom wstępny, artykuł: Bałwochwalstwo słowiańskie.




Historja tych starożytności, które przez czas jakiś mocno zajmowały archeologów Europy i zwróciły uwagę na runy wendycko-słowiańskie, sięga już lat dość odległych, i dziś na nowo badać autentyczność tych zabytków, śledząc ich pochodzenie, prawie niepodobna. Probował tego K. Lewezow, i wszystko co tylko było można zarzucić przeciw prawdziwości bóstw tych i sprzętów, przedstawił; my, usuwając na bok świadectwa, przeciw którym znowu inne by postawić można, zastanowiemy się nad prilwitzkiem wykopaliskiem, szukając innego rodzaju przekonania o autentyczności tych pomników w nich samych.
W latach 1687 — 1697, — gdy właścicielem miasteczka Prilwitz, nad jeziorem Tollensee w Meklenburg-Strelitz położonego, był pan von Gamm; pastor miejscowy Frydryk Sponholz (zmarły w Grudniu 1697 r.), kopiąc dla posadzenia drzewa przy wzgórku, między plebanją a jeziorem Tollensee, odkrył przypadkiem dwa metalowe naczynia (bronzowe kociołki), w których znajdowało się mnóstwo drobnych figurek bronzowych, narzędzi jakichś i sprzętu kruszcowego, okrytego narzynaniami i napisami; ale odkrycie to w początku zataił, i nikomu go nie ukazywał.
Po śmierci pastora w r. 1697, wdowa po nim sprzedała naczynia, cały zbiór i sprzęty wszystkie, niejakiemu Palcke złotnikowi w Neubrandeburgu; żelaztwa użyto na jakąś robotę, a dwa miedziane kociołki, w których znajdowały się bożki, stopiono na dzwon, właśnie naówczas się odlewający. — Figurek cokolwiek pozostało.
Dziwnym trafem drugi Sponholz, wnuk od brata pastora Fryderyka, ożenił się z córką jubilera Palcke, i odziedziczył resztę tych starożytności, tak, że wdowa po nim z domu Palcke Sponholzowa dostawszy ich, przekazała synowi Sponholzowi jubilerowi w Neubrandeburg. Stopiono naówczas część jeszcze tych starożytności: a między innemi bałwanek Prowe miał paść ofiarą, ale nie otrzymawszy zeń jak się spodziewano kosztownego kruszcu, (myślano bowiem, że wiele złota zawierał, ) resztę zaniedbano i zostawiono jak była.
P. Hempel doktor w Neubrandeburgu odkrył pierwszy te bałwanki u Sponholzów, i od nich dostał naprzód czterdzieści pięć, potém jedną jeszcze sztukę, ogółem czterdzieści sześć; reszta pozostać miała ukrytą, aż do czasu, w którym Masch wyjednał sobie jéj ukazanie, i wydał objaśnienia swe z rysunkami Wogen’a.
Tym czasem Dr Hempel zwrócił uwagę na te zabytki, wytłumaczył niektórych napisy runiczne, według alfabetów Cluviera i Westphal’a, i opis jego najpierwszą w tym przedmiocie był pracą (szkoda że jéj nieznamy). Dziełko to staraniem Gantzmer’a burmistrza w Stargradzie wydrukowane zostało w Altonie, a powtórzone w tygodniowéj gazecie Rostock’u. Wielkie wrażenie zrobiło odkrycie, szczególniéj może tém, że było słowiańskie, ale też zaraz niejaki Sensi, pastor w Warlinie zarzucił mu podrobienie i pierwszy autentyczność pomników podał w wątpliwość. Bronił ich p. Taddel z Rostock’u, a za tym w ślad Gantzmer powtórnie starał się sprawiedliwości dowodzić.
Nareszcie Książe Karol Meklenburg-Strelitz, polecił Danielowi Woge, nadwornemu swojemu malarzowi, aby mu sporządził dokładne tych starożytności rysunki. Woge wywiązał się z tego polecenia z sumiennością niemiecką i odmalował je olejno, a gdy wiele osób zażądało od niego kopij, wydał sztychowane swych obrazów wizerunki w latach 1771 — 1772, rylca I. Krüger’a, z objaśnieniami superintendenta Masch’a. Dzieło to po broszurach i gazeciarskich artykułach, było najpierwszém wydaném starannie i dotąd pozostało głównem źródłem co do pierwszego zbioru; odznaczają je szczególniéj ryciny wyborne. Rozbiór krytyczny jego wydali Thunmann i Buchholz; a pierwszy usiłował przedewszystkiem dowieść przeciwko Maschowi, że Prilwitz nie było dawną słowiańską Rhetrą.
Masch wydawszy swe objaśnienia, w których na owe czasy znaczną, ale dla nas niedostateczną znajomość słowiańszczyzny okazał, na tém poprzestał, chociaż całego zbioru nie miał w ręku. Późniéj już nieco, nie wiém czy po przejściu pierwszéj kollekcji do Muzeum księcia Meklenburg-Strelitz, zjawiła się druga równie wielka i rozmaita jak pierwsza, i w r. 1794, to jest, w lat z okładem dwadzieścia po wyjściu dzieła Masch’a. Jan Potocki podróżujący dla poszukiwania starożytności wenedyjskich, znalazł u p. Sponholz w Neubrandeburgu cale nowy zbiór, jakoby z tegoż źródła co pierwszy pochodzący.
Jan Potocki odrysował co tylko tu widział, i przyłączył do opisu rycin, przegląd zbioru Biblioteki Raceburgskiéj, składającego się po większéj części z pamiątek greko-rzymskich, na ziemi słowiańskiéj dobytych.
Według powieści miejscowéj, od r. 1788 do 1794, Sponholz rozpocząć miał nowe poszukiwania około Prilwitz, z niejakim Danielem Lorentzem Boye, szukał pod Waren i Barenstorfer, a co znalazł, ofiarował w r. 1796 księciu Adolfowi Strelitzkiemu.
Sponholz, o którym mowa, z Jakubem jubilerem bratem swoim, mieszkali w jednym domu, i już wówczas chodziły wieści i domysły, o podrabianiu przez nich bożyszcz owych, które wspierała nie dojrzałość rdzy na niektórych bronzach. Sponholz oprócz ułamków kruszcowych w wielkiéj ilości, powynajdował także drobne kamienie i kawały wypalanéj gliny, z napisami runicznemi i niezgrabnemi rysunkami bóstw, ogłoszone późniéj przez Hagenow’a w r. 1826.
Oto są główne fakta tego processu, który dziś inaczéj jak ścisłą krytyką artystyczną i filologiczną odsądzony być niemoże. — Zdaje się, że wyszukiwanie innych dowodów materjalnych podrobienia, świadectw, zeznań, pogłosek, po upływie lat tylu i zniknieniu osób podejrzanych, na nicby się nie przydało. Potrzeba rozpatrzeć się w pomnikach, w ich charakterze, w układzie, porównać je ze znanemi słowiańskiemi zabytkami, wreście w napisach szukać przekonania o autentyczności lub fałszu.
Najsilniejszym podług nas zarzutem, jakiby uczynić można przeciwko tym zabytkom i ich prawdziwości, jest, że gdy w Prilwitz tak ogromna ilość bóstw z napisami odkrytą została, na całéj przestrzeni słowiańszczyzny wenedyckiéj i w głębi krajów słowiańskich, nic więcéj w tym rodzaju, nic nawet podobnego i zbliżającego się do pomników prilwitzkich nigdy nie znaleziono. — Trudno przypuścić, ażeby w okruchach, które codziennie wynajdujemy, żadnego związku z wykopaliskiem prilwitzkiem nie było, dla jakichś szczególnych Rhetry obrzędów, położenia, stosunków, lub tym podobnie. Dla czego na przestrzeni ziem słowiańskich, wszelkie inne zabytki tak się stale powtarzają, a w rodzaju bóstw tych runami okrytych, ani jednego dotąd nieodszukano, ani gdzieindziéj, ani nawet w okolicy Tollensee od śmierci Sponholzów? Odłożywszy na bok runy i ich użycie, które mogło się, ściśle biorąc, ograniczać w jedném miejscu, stolicy jakiejś theokracji słowiańskiéj; dla czego bałwanki znalezione nie zbliżają się ani charakterem, ani sposobem wykonania, ani formami, do znanych nam zkądinąd?
Powtóre, dla czego w r. 1690, lub około tego roku, dobyte z ziemi według podania starożytności, nie wyszły na jaw, aż dopiero w latach 1770 — 1795? Co za powód ukrywania ich tak długiego, gdy już w r. 1700 przekonano się dowodnie, że złota i drogich kruszców w sobie nie zawierają?
Samym artystycznym swym charakterem, bóstwa prilwitzkie wzbudzają także nie małe podejrzenie, już to że ich niezgrabność jest niekiedy widocznie umyślną, co tylko artysta zrozumie; już że wyrob ich do żadnego znanego perjodu sztuki odnieść się nie daje.
W objawach sztuki są pewne prawa stałe, tak jak są prawa, wedle których ptak buduje gniazdo, pszczoła swój plastr miodu i t. p.; ludzkie tylko dzieła przechodzą rozmaite stopnie rozwoju, ulegając prawu postępu, jak duch ludzki, co je wydaje; — ale na tych stanowiskach, wszędzie znajdują się cechy dozwalające osądzić w jakim perjodzie cywilizacji, utwor został wykonany. Tak sztuce eginetycznéj Greków odpowiadać może inna, innego ludu, kraju i epoki sztuka, w tychże warunkach bytu zrodzona; tak dzieła barbarzyńskich ludów, odjąwszy od nich różnice miejscowości i przypadkowe dodatki, wszystkie mają z sobą jakieś pokrewieństwo, jeśli narody co je wydały, na jednym stopniu rozwoju i ukształcenia zostawały.
Niedojrzały kunsztmistrz pierwotnych epok, oznacza pewne części figury, w ten a nie inny sposób, bo mu się natura z jego stanowiska tak a nie inaczéj przedstawiać musi, ograniczony będąc nieznajomością anatomji, lub fałszywém pojęciem warunków artystycznéj reprodukcji. Dla tego rzeźby z tych czasów prób i macania, indyjskie, egypskie, assyryjskie, barbarzyńskie co do wykonania, co do charakteru ich artystycznego, stoją często w jednym rzędzie. Sposób naprzykład wyrabiania oczów, oznaczania ust, nosa, rąk, nóg, u niepewnych robotników zawsze jest jeden; nigdy nie osadzą oka głęboko, nie wpoją go pod kość czołową, ale je obrysowują do koła, i dają wypukłém na wierzchu; nigdy z pod mięs i więzów nie wskażą kości, bo im przedewszystkiem chodzi o pochwycenie kształtów ogólnych, z któremi jeszcze wielką, często niepokonaną mają trudność. Tymczasem w bóstwach prilwitzkich zbioru Potockiego, obok największego niezgrabstwa i nieproporcjalności części, a raczéj niesłychanie niedbałego ich wykonania, rysunek umiejętniejszy wybija się na wierzch mimowolnie. Tu i ówdzie masz oznaczone kości i muskuły, gdy zarazem ręka jest zaledwie narysowana, noga kończy się bryłą nieforemną i nieobrobioną.
W wielu bałwankach, piersi, wcięcie pasa, biodra, wyrobione są w sposób nadto umiejętny na artystów, którzy prilwitzkie bóstwa wykonali; czuć się daje niewysłowionym sposobem niezgrabstwo umyślne, wynikające nie z niemożności, ale z dobréj woli sztukmistrza. Niezgrabstwo to zresztą, gdy je porównamy z wyrobem figurek znalezionych w Czechach, w Polsce, w Litwie i na Szląsku, niczém się nieusprawiedliwia; rodzaj nieforemności ten nie podobny jest do żadnego innego. Statuetki prawdziwe słowiańskie bywają nie zupełnie kunsztowne, nie całkiem piękne, ale w nich znać i widać usiłowanie wydania idei piękna i inne jego pojęcie. Sztuka u Słowian miała wzory greko-rzymskie; są dowody, że z nich o ile siły swéj korzystała, walczyła z brakiem wykształcenia, ale to co po niéj mamy, nie jest anomalją w historji kunsztu, jak bogi prilwitzkie,
Zbiór Potockiego wreście i zbiór Masch’a, choć z jednego źródła pochodzić mają, niezmiernie się od siebie różnią charakterem, choć je spajają niektóre podobne ułamki. Mijam to, że rysunki w dziele Wogen’a, są doskonale i starannie wykonane, a u Potockiego pośpiesznie i dosyć niedbale; ale całość ich wcale odmiennie się przedstawia.
Zbiór pierwszy, jak to już Masch sam zauważał, zdaje się być cały jednéj ręki dziełem, a uderza jeszcze bardziéj, niż zbiór Potockiego, tém, że wśród statuetek, głowy, ręce, ozdoby, są niekiedy prześliczne, z sztuką i biegłością wykonane, gdy reszta ciała najniezgrabniejszym jest klocem. Obok twarzy pełnéj wyrazu, tułów ledwie zlepiony, bez proporcij, nieforemna bryła. — U Potockiego znów ogół lepszy, ale twarzy osobno odlewanych innéj ręki prawie niema, a różność roboty największa, jakby w niéj umiejętność walczyła z umyślném niezgrabstwem. W obu zbiorach, niektóre części figur powtarzają się, i przyczepiane są to do jednego, to do drugiego bóstwa, dowodząc, że było odlane w formie ku temu przygotowanéj i różnie zastosowanéj; w obu zarówno cóś anormalnego, niezwyczajnego, niedającego się wytłumaczyć temu, który oswojony jest z zabytkami sztuki rozmaitych epok — uderza zaraz na wstępie.
Wszystko to razem wzięte, czyni zagadkę autentyczności, niezmiernie do rozwiązania trudną i zawiłą.
Obok tych zarzutów, które w oczach naszych ważniejsze są niż wszelkie materjalne dowody fałszu, stają i dodatkowe podrzędne. Pan Wolański naprzykład wskazuje w Daktyljothece Gorlaeus’a pierwowzory odlewów, u J. Potockiego rysowanych.

(Gorlaeus — N. 342. — J. Potockiego — T. 14 — 32.
— 311 — 19 — 52.
— 467. — 23 — 81.
— 137. — 28 — 103.
— 426. — 28 — 104.).

Mają to być amulety Gnostyków, przerobione na bóstwa i amulety słowiańskie; zarzut ten wszakże nic jeszcze przeciw ich autentyczności nie mówi; gdyż wszędzie i tu, cudze bogi łatwo sobie przyswajano, — inne uwagi daleko bardziéj są zatrważające.
Mówiąc o runach, napomknęliśmy o alfabetach, użytych na sprzętach i bóstwach prilwitzkich, te nie tylko same z siebie nic przeciw ich autentyczności nie mówią, ale tak są prawdopodobne, tak homogenjalne w dodatkach głosek nieznanych Skandynawom, że posądzić je o podrobienie całkowite nie mamy powodu.
Jeśli alfabet runiczny podrobiony został, to nadzwyczaj umiejętnie i zręcznie.
Ale w użyciu jego, są znowu rzeczy niepojęte i niedające się wytłumaczyć. Wiemy jak w onych epokach użycie pisma było wszędzie nieokreślone, dowolne, niestałe, jak często zmieniano głoski blizkobrzmiące, jak rozmaicie wyrażano jedne dźwięki i różnie pisano też same wyrazy, jak pisownia była fantazyjną nieprawidłową, jak wreście ginęły w niéj lekkie odcienia brzmień. Piérwszym wyrazem uderzającym z tego powodu, jest Rhetra powtarzająca się niemal na każdém bóstwie u Potockiego i Masch’a. Niepodobna przypuścić, znając trochę języki słowiańskie, żeby wymawiano R — ch — etra, ani pojąć dla czego pisano Rhetra, przez h. Głoska h, zdaje się być wciśniętą z powodu, że Rhetrę w ten sposób pisaną znaleziono w Helmoldzie i innych pisarzach łacińskich; ale któryż Słowianin z czasów przed lub około X wieku, wymawiałby lub pisał Rhetra? Pisownia innych wyrazów, także nie tyle jest słowiańską, jak raczéj czysto z kronik, które rzeczy słowiańskie wspominają, wziętą. Czyby naprzykład Słowianin pisał Schuaixtix’a (Masch. f. 13) przez Sch, a nie przez S. lub Z.? W nazwisku Wodhan’a, (Masch. f. 4.), czyby h, nie dające się czuć, położono, gdy obok g, pisano bocg, buck, a Zerneboch, przez Z.?? — Dla czego wreście wszystkie nazwiska i wyrazy runami pisane, tak się tu właśnie przedstawiają co do litery, jak je widziemy w kronikach, w których jest o nich wspomnienie, i czemu Podaga, Sieba, Swantewit, Zernebog, zamiast Pogody, Siwy, Swiatowida i Czernoboga? Czemu w innych wyrazach, krom nazwisk nic zrozumiałego, nic słowiańskiego nie, spotykamy?
Zbierając same wątpliwości, dodamy tu jédną jeszcze: bóstwa niektóre jak Radegast naprzykład, do zbytku się zgadzają z opisami kronikarskiemi i przez toż samo naprowadzają na myśl, że wedle nich zrobione zostały; inne znów całkiem dla nas nowe, tak są utworzone dziwacznie, potwornie, dziko, że w nie uwierzyć ciężko, choć i wytłumaczyć się z powodów téj niewiary nie łatwo. Wykonanie tu jest w zupełnéj sprzeczności z pomysłem, co najsilniéj przeciwko autentyczności bóstw mówi; bo sztuka nigdy prawie nie sięga chęcią po za środki wykonania, w epokach o których mowa. Pod względem artystycznym ilekroć usiłowaliśmy sobie wytłumaczyć te bałwanki, zawsze nas uderzała ta dysharmonja pomysłów i wykonania jednych części z drugiemi, zdradzająca wszędzie raczéj fałszerza, niż niewprawnego pierwotnego artystę. Części składowe figurynek, jakby dobrowolnie nie godzą się z sobą, żadnego w nich związku, żadnéj odpowiedzialności, harmonji, która być musi w dziełach pierwotnych. Jedno zbyt kunsztowne, drugie aż nadto niekształtne. W innych rzeźbach słowiańskich, w Swiatowidzie Bohodzkim w Tyrze szląskim wszędzie pojęcie całości wybitne, jasne, tu tylko nagromadzone szczątki, a całości, jedności żadnéj.
Z drugiéj strony znowu, są mówiące za temi zabytkami uwagi. Ułożenie alfabetu runicznego tak jednolitego, utworzenie napisów, jakkolwiek nie zawsze zręczne przez cudzoziemca, nieznającego ani słowiańskiego ani litewskiego języka, zmieszanie litewszczyzny ze słowiańszczyzną, gdy o powinowactwie Herulow z Litwinami mowy jeszcze nie było, nie zdaje się być dziełem fałszerza, któryby się spojenia tych dwóch narodowości nie domyślił. Mnogość znowu poszukiwań naukowych, jakichby to podrabianie wymagało, nie łatwo je dozwala przypuścić. Człowiek, coby tak wiele umiał, śledził, czytał, mógłżeby nauki swéj użyć na mizerne podrabiane bałwanków, na których nie mógł zysku się spodziewać, z których go nie odniósł, a które narodowości jego obcemi były? Jako prosta zabawka, robota byłaby za drogą i niewytłumaczoną. Słowem, za i przeciw są tu zarówno silne prawdopodobieństwa, które stanowczo wyrzec o tém nie dozwalają, zawsze więcéj według nas jest dowodów podrobienia niż prawdziwości.
P. Wolański, znalazłszy u Gorlaeus’a amulety gnostyków całkiem podobne do kilku rysunków u Potockiego, rozwiązuje zadanie jak węzeł gordyjski, na wpół je rozcinając: — bóstwa zbioru Masch’a ma za autentyczne, a późniéj ukazane Potockiemu za podrobione. Zdanie jego nie jest bez zasady. Być bardzo może znalezienie sztuk kilku, kilkunastu, do naśladowania ich pobudziło, podniecając powszechną ciekawość i zajęcie. Złotnikowi łatwo było odlać w na prędce zrobionych formach niezgrabne bałwanki, a patina na bronzie, rdza na kruszcu łatwo się naśladować mogła rodzajem emalji, lub niedokwaszeniem przyśpieszoném; zlewki różnych kruszców, użyte na niektóre bałwanki, zdają się być fusami tyglów złotniczych.
Pisarze w początkach o bóstwach prilwitzkich rozprawiający, naznaczali im wielce różną starożytność. Masch, może najsłuszniéj twierdził (p. 44 — 45), że sprzęt cały zrobiony był w X i XI. wieku do nowéj świątyni, po zburzeniu pierwszéj w Rhetrze, wznieść się mającéj; Thunmann daleko je starożytniéjszemi uznawał: runy wreście na sprzętach znajdujące się spowodowały uznanie ich bardzo starożytnemi, zwłaszcza gdy je porównano ze znajdującemi się u Montfaucon’a i Placentius’a, a żadna dodana i wciśnięta głoska, nie kaziła niewczesnym kształtem doskonałéj całości alfabetu.
Słusznie tylko Masch postrzegł, że gdy w innych napisach runicznych, jak wskazuje Stephanus cytowany przez niego, jedna głoska rozmaite przybiera kształty, a samo A. naprzykład, dwanaście ma różnych postaci, tu stale głoski są zawsze jednakowe.
Napisy odczytane na sprzętach i bóstwach, są po większéj części słowiańskie, litewsko-pruskie, gotyckie, germańskie, i greckie. Żadnego jednak całkowitego zrozumiałego frazesu, (prócz początku modlitewki do Perkuna), żadnego nawet wyrazu słowiańskiego, krom nazwisk znaleźć nie można, i sądzić z nich o języku i jego stanie niepodobna.
Przystąpmy teraz do obejrzenia naprzód zbioru Masch’a i Wogen’a, który jakieśmy już nadmienili, różni się wielce od zbioru Potockiego, wyrobem, charakterem i znaczeniem bóstw w nim zawartych.
Sam Masch, tak opisuje bóstwa te i stan w jakim je oglądał:
»Wszystkie lane są z kruszcu, ale skład jego ciężko oznaczyć; — jak na oko i z prób się okazuje, jest to mieszanina z bardzo różnych pierwiastków złożona. Nie jest to ani złoto, ani srébro, ani miedź, ani bronz, ale to wszystko razem. Większa część ma w sobie srébro, igła probiercza wskazuje w nich — 2. 3. 4. do 10. łutowego srébra; w niektórych głowa jest srébrna, boki srébrne, a nogi ołowiane; próby na jednym bałwanku znajdują się różne. Koszta sfałszowania tych odlewów, byłyby zbyt wielkie, bo sam naprzykład Szwajxtyx, zawiera około 70. Rhtlr. kruszcu, inne po dwadzieścia, mniéj lub więcéj. Któżby ważyć chciał takie koszta, by ich potém nie odzyskać?
Wszystkie wykopane bałwanki, dodaje Masch, pokryte są zielenią i patiną, (aerugo nobilis) która o starości ich przekonywa. Naostatek cały zbiór okazany Maschowi, składał się z sztuk niezmiernie od ognia uszkodzonych, ponadtapianych i zepsutych. W niektórych nie tylko dziury się porobiły, ale całe ich kawały zlały się w nieforemną bryłę; a sztaby żelazne wetknięte w środek, rozpaliwszy się, szkody wielkie zrządziły.
Na pierwszy rzut oka widać, powiada Masch, że bogi te były dziełem wprawnego artysty, w niektórych częściach, ale jako dzieło sztuki nadzwyczaj są różnéj wartości. Małe bożki i drobne figurynki prześlicznie są wykonane i wszystkie ich części doskonałych proporcij; większe zaś bałwanki, są niezgrabne, bryłowate, ledwie obrobione z gruba, ani w nich śladu kunsztu. W niektórych kawałki tylko są piękne i wprawną wykonane ręką, reszta całkiem niekształtna.
Z porównania wszystkich sam Masch, następujące wyciągnął wnioski: — 1. Figurki lane w formach złożonych tylko z dwóch części, z tego powodu próżnie albo pominięte są lub zupełnie wypełnione kruszcem. — 2. Prawie wszystkie posążki próżne są we środku, napełniano je widać jakąś massą, palcami naciskaną, gęstą, w którą późniéj wtykano pręt żelazny. — 3. Do ozdób było kilka form przedniejszych, które dosztukowywano do miękkiéj formy, mając w niéj odlewać, i tak służyły one do kilku bóstw z kolei. W ten sposób powtarzają się tu: chłopak strzelający z łuku, (płaskorzeźba), kilka twarzy, jelenie i t. p. — Pojedyńcze niektóre sztuczki małe osobno bywały obrobione i odlane, a potém przy odlewie większych wlepione w formę i zastosowywane. (Zob. f. 135-256). 5). Większa część figur, całe są rogate i najeżone kolcami; zdaje się że i te kolce w miękką formę wbijano, a przy odlewaniu łączył się kruszec ich z roztopionym. 6.) Figury widocznie całe nie są jednéj ręki, twarze niektórych są piękne, a reszta gruba i nieforemna. 7.) Z jednego bożka, robiony był dodaniem drugiéj połowy odmiennéj bożek nowy; niektóre przez pół całkiem są sobie podobne.“
Zastanowienie się nad sposobem wyrobienia tych bóstw, tak dalece samego już Masch’a zwróciło uwagę, że anomalją ich usiłował tłumaczyć dowodząc, jakoby części piękniejsze statuetek, robione były przez artystów z powołania, cudzoziemców, a dopiéro kapłani, których z Tertuljanem nazywa — artifices idolorum, dosztukowywali je, spajali i lepili całość, z pewnym jakimś tradycyjnym obrzędem i właściwemi ceremonjami.
W istocie nieprzypuszczając fałszu i podrobienia, trudno sobie inaczéj wytłumaczyć anormalność tych postaci, których niezgrabstwo od piękności części pojedyńczych mocniéj jeszcze odbija.
Widziemy więc jak zawczasu już charakter téj osobliwszéj rzeźby i odlewów zastanawiał nawet nie artystów, nie umiejących pogodzić, co w nim było dwoistego, nieharmonijnego i dziwnie sprzecznego.
Zbiór Masch’a składa się z sześćdziesięciu sześciu złamków, dających się podzielić na kilka rodzajów. Większe bogi wszystkie są postaciami wielce niezgrabnemi, w które powlepiano tylko kształtnie i umiejętnie modelowane twarze, a z tyłu płaskorzeźby, ozdoby i figurynki najpiękniejszego stylu starożytnego.
Takiemi tu są Radegast, po kilkakroć się powtarzający, a od reszty foremniejszy, zawsze z ptakiem na głowie i byczą głową na piersiach, (1. 2. 3. 7.). Twarz jego jest raczej źwierzęca niż ludzka, zwłaszcza z ust szeroko rozkrojonych, lwią przypominająca. — Tułów, ręce i nogi, foremniejsze i mniéj uszkodzone, niż innych bożków, jednakie są prawie z wizerunkiem u Potockiego. Modelowanie ciała, w dwóch figurkach nie złe; trzeci (3) klocowaty, ale lwia twarz pięknie zrobiona i gęś na głowie zręczna; reszta za to nieforemna.
Wodhan (4), jest téż bryłą stopioną i niekształtną, choć twarz ma śliczną, a obtopienia kruszcu obwiniać o zniszczenie pierwotnéj formy nie można, gdyż nie zatarło ani napisu, ani śladu wyrytych na sukni z obustron wężów. — Tegoż charakteru jest Podaga, z lwią tarczą, w promieniach, czy w kolcach cały, niezgrabny, a z tyłu mający twarz piękną i dobrego stylu.
Toż samo daje się postrzegać w słupku z kolcami i twarzą brodatą, pięknie modelowaną, na któréj stoi początek modlitewki da Perkuna (Perkunust). Twarz zwierzęca z tyłu znajdująca się, nie źle także zrobiona.
Napis wyczytany przez Masch’a i Thunmann’a, szczególną zwraca uwagę: brzmi on podobnie jak w Łasickim; dodatek zaś En Romau, mający oznaczać że czczony był w Romowe, nie jest ani po słowiańsku ani po litewsku; gdyż powinnoby być I Romau.
W tymże sposobie utworzone są: Nemisa, podobny do Radegast’a, i na wzór jego z orłem na piersi w miejscu byczéj głowy i jakiémś stworzeniem (ptakiem) na głowie; — Zislbocg (8.), Jpabocg (9), Zibog (11), Schuaixtix (13), Sieba, trochę zgrabniejsza, ale wyjąwszy twarz, klocowata jak inne.
Wszystkie większe postacie, wyjąwszy dwóch Radegastów, są całkiem nieforemne, z twarzami poprzyrabianemi i najdziwniéj spajane z różnorodnych części. Jpabocg, twarz ma ładną i ogromną, rękę na tułowie pięknie zrobioną, ale nadzwyczaj nieproporcjonalną; ztyłu na nim poprzylepiane są płaskorzeźby, jelenie i osoby różne wystawujące. — Na głowie u Sieby (15), któréj nazwisko wzięte jest z Schedius’a (c.9. p. 728.), jest figurka siedząca podparta na ręku, pełna stylu i zręczna, gdy sama bogini ręce ma najniekształtniejsze, a nogi jak dwa słupki. — Robota tych wszystkich bóstw wyrozumieć się inaczéj nie daje, jak połapanemi szczątkami pięknéj starożytnéj rzeźby, które niezręcznie sztukowano.
Drugim rodzajem szczątków są słupki, zakończane głowami i figurynkami małemi, które nazwaćby można Stawanami; na niektórych jest po dwie, trzy, aż do siedmiu głów odlewanych w formach różnych, powtarzających się niekiedy, a osadzonych niezgrabnie. Takiémi są Stawan, o sześciu głowach (18.), dość ładnych, z kilką przylepionemi delikatnemi ozdobami, inny z trzema, pełnemi charakteru (10.), tak zwana przez Masch’a — laska pokoju, obwinięta wężami, z jaszczurką (23.), Stawan z napisem Opora (Jesień), i figurynką powtarzającą się kilka razy u Mascha (Masch — 30 — 25.) i t. d. — Laski te także są bryłami niekształtnemi, na których poosadzano rzeźby wcale piękne.
Całkiem greckie, lub na wzór grecki ślicznie modelowane, są figurki mniejsze, po kilka razy powtarzane, amor z łapką raka, (19.), z pierścieniem (22.), z parą gołębi na głowie (21.), z fletem. (24.), z rogiem obfitości (25.), z napisem Opora (30.); postać kobiéca, stojąca na ozdobnych wygięciach, i przypominająca nieco genjusz znaleziony w Masłowie na Szlązku (26 — 27.).
Na tych wszystkich, napisów runicznych lub niéma wcale, albo ślady mało znaczne, na jednym czysto greckie OPORA: Jesień.
Oprócz tych są jeszcze: postument jakiś ozdobny, z napisami niewyrozumiałemi, stać na nim musiało jakieś bóstwo (35.), kółko z napisem pid, (pod...36.), hak (37.), ręka pięknie wykonana (38.), szabla do polskiéj podobna mała (37.), winne grono (40.).
Daléj następują, kilka pater, nakształt rusztów, w kratę przezroczystą ulanych, popsutych; na których znajdują się imiona Radegasta, Podagi, i figurki w płaskorzeźbie (41-42.); i kilka mis pełnych, (pater), ofiarnych, z poprzylepianemi na nich ozdobami i runicznemi napisami imion bogów, których mieliśmy już wyżéj, Radegasta, Podagi, (43.), Radegasta (44. 45. 46.), Podagi (48.), Nemisa (49.), Zibog (47.), Sieba (51.), Zerne bog (52.). Misy te nie tak są jeszcze misterne i bogate, jak u Potockiego w drugim zbiorze Sponholzów, ucha mają prostsze, i wszystkie są znacznie przypsute.
Od rdzy pojadłe i połamane, ale z napisami, pomimo to dosyć czytelnemi, (niepojmuję czem się to dzieje), są noże ofiarne Radegast’a, Wodhan’a, Podagi, Sieby, Zerneboga, Swantewit’a, Prowe (53. — 60. — 50.). Rdza która zjadła ostrza i żelaza, nadzwyczaj na nich szanowała runy! — Jest tu też i dzwonek Radegast’a (61.), dzwonek ozdobny i nadzwyczaj podejrzany! Wiemy, że dzwony lane nie daléj sięgają VII wieku, a starożytnym znane były tylko klepane z blachy. W XII. wieku, jeszcze tego kształtu co dzwonek Radegast’a, ani małych, ani wielkich na świecie nie było, były ellipsowate, beczkowate, i to częściéj z blachy kute, niż odlewane, a o ozdobnych tego rodzaju dzwonkach, wcale nie słychać, aż bliżéj nas w XIV, XV wieku. Dzwonek ten więc wielkie wzbudza podejrzenie.
Nareście para figurek z napisami lanemi, które czytano Zois (62.) i Misizlaw (63.), w strojach strzeleckich średniowiecznych, z charakterem rzeźby extra-nowym i znowu nie dającym się wytłumaczyć, zamyka zbiór Masch’a. Nie liczym nawet dwóch blaszek (65. 66.), których styl nie dozwala w żaden sposób przyjąć za stare i podrobienie ich mimo run bije w oczy. Z tego się składa pierwsza kollekcja, zręczniéj może od późniejszéj obmyślana i dokonana, ale równie jak ta, którą zaraz obejrzym, podejrzana. Właściwie wyjąwszy Czernobog’a, któren autentyczniejszy zdaje się od innych, nie są to nawet zabytki rzeźby słowiańskiéj, bo to co ręka kapłanów dokonała, utworem sztuki nazwać się nie może, a piękne obłamki są robotą widocznie pod wpływem starożytnéj sztuki utworzoną. Tylko para Radegastów, Czernobóg, i złomków nie licznych kilka, stają na stronie oddzielnie.
Zbiór, jaki nam przedstawia Potocki, jest wcale różny, i składa się także z rozmaitych figurek i sprzętu niby kapłańskiego.
Naprzód odłóżmy co najmniéj jest podéjrzanem, i mogło być znalezione na ziemi słowiańskiéj, choć tém tylko jest słowiańskie. Są to starożytne figurki z bibljoteki Raceburgskiéj, jakim podobne i u Masch’a jużeśmy widzieli, (J. Potocki. 105.-111.). Jest tu i znowu posążek Jesieni choć nieco odmienny. Pierwsza statuetka obcego pochodzenia, wystawia kobietę w stroju całkiem nie starożytnym, podobniejszym do średniowiecznego, lub jak chce J. Potocki słowiańskim, w ręku trzymającą delfina. Robota ładna, proporcje dobre, wyrób bez porównania wyższy od innych prilwitzkich; zdaje mi się, że ten co ją robił miał na myśli uosobić miasto leżące nad jeziorem lub morzem. Drugą figurką jest Autumnus, trzecią według definicji Potockiego (107. f.), Wulkan w wieku młodzieńczym, chłopak trzymający w ręku cóś nakształt rudla; następują: Herkules nagi, z pałką, nie złéj roboty (Potocki. 108.), Ceres z rogiem obfitości (Potocki. 109.), i głowa Marsa lub Minerwy, w stroju rzymskim (110.), jaką widziemy i u Masch’a. Nareście medaljon do noszenia na szyi, wystawujacy pijanego Sylena (111). Jak tego rodzaju zabytki łatwo mogły się w Słowiańszczyznie znajdować, o tém powiemy niżéj jeszcze.
Równie autentycznemi są niektóre sprzęty, jakoto, bransolety spiralne, jakich na ziemi słowiańskiéj pełno wszędzie, których dwie tylko rysuje Potocki, (88-89), ale namienia, że Sponholz miał ich wielką rozmaitość; sierp bronzowy, któremu podobne znajdowano w Szląsku (115) i w Polsce; szpilka, a raczéj styl, od którego piękniéjsze znamy u nas, także w Inflantach i na Szląsku (92.); rodzaj obucha bardzo ładnego kształtu (97); palstab (98); kólczyki, którym podobnych jest wiele (99-100), i obręcz (tamże), niewątpliwie prawdziwe i słowiańskie. Tego rodzaju sprzętów u Masch’a prawie nie znajdujemy.
Wyłączamy z powyższego spisu bronzową ostrogę, któré kółko z takim smakiem jest zrobione, że je trudno przyjąć za stare (90), gdy wiemy, że podobnych ostróg nie używano wcale; natomiast kamyk przedziurawiony, jakich w urnach pełno wszędzie (93), inne kamienne szczątki, rodzaj noża (91) i siekiera jaspisowa (117), nie ulegają wątpliwości. Obok nich postawić jeszczeby można miecz bronzowy, którego Potocki daje obłamki (118); wierzchy dzid bronzowe, starożytne (116.), niektóre noże z wielkiéj liczby, jaka się tu znajduje, (23. 24. 34. 43. 44. 46. 96.). Ta część zbioru i w ogóle co tylko jest bez napisów, zdaje się wykopaliskiem miejscowem i podrobionem być niemogło.
Ze sprzętów innych okrytych napisami (wąż 2), nożów, haków, pierścieni, nakryw, ułamków zbroi, wyłączamy naprzód rzecz całkiem dla nas nową, któréj już u Masch’a próbki widzieliśmy, są to czary, patery. Tych czar z różnego kruszcu, albo narzynanych runami, lub z runami odlewanemi wypukło, wielką ilość daje J. Potocki (15. 20. 26. 29. 31. 36. 37. 39. 41. 42. 48 49. 51. — u Masch’a fig. 43. do 49 i 51 — 52.). Niektóre z nich formą przypominają starożytne, inne bliższe są średniowiecznych; ale dla czego takich czar nigdzie a nigdzie dotąd, prócz w Prilwitz, nie znaleziono? Znamy jedną tylko misę z wizerunkiem Siwy w Czechach, którąby z niemi porównać można. Trudno to wytłumaczyć inaczéj jak podrobieniem, do którego powód dać mogły źle zrozumiane wyrazy Helmoldowéj kroniki: (Lib. I. cap. LII.). »Est autem Slavorum mirabilis error, nam in conviviis et compotationibus suis, pateram circumferunt, in quam conferunt, non dicam consecrationis sed execrationis verba, sub nomine Deorum, boni scilicet atque mali et.c.» — Zgodnie z temi wyrazami kronikarza, czary prilwitzkie okryte są postaciami bóstw i napisami consecrationis. I tak na dnie jednéj czytamy Rhetra (15.); na drugiéj Uri — Zirnitra (20.); na innéj charaktery magiczne (26.); na innéj jeszcze z trzema głowami Ruguit-Rhetra (29.) i t. p. Spotykam i tu wątpliwości w samych napisach, naprzykład gdy w pośród wyrazów słowiańskich znajdujemy wspomnianych Barstuków (Barzdukaj, brodaczy) litewsko-pruskich, o których czci u Słowian wielce wątpiemy. Z resztą litewszczyznę, która się tu zamieszała, można całkowicie wyłożyć jednym Łasickim, z którego zdaje się być wyjętą, jak i początek modlitewki do Perkuna, wspomnianéj wyżéj (zob. Thunmann: Untersuch. über die Gesch. einiger nord: Völker. 225.). Godna uwagi, że ta formułka czytać się daje i wykładać po litewsku i keltycku zarówno.
Cały zbiór tych czar, jak je widziemy u Potockiego, uderza bogactwem ornamentacij i pomysłów w ozdobach, obok nadzwyczaj niedbałego ich wykonania, tak, że i tu przychodzi na myśl niepodobieństwo, by artysta co je potrafił ułożyć, mógł tak licho piękną wykonać ideę. Sprzeciwia się to naturze rzeczy; kto głowy ludzkiéj cale rysować nie umie, ten jéj do ornamentacji mis i sprzętów pewno nie użyje, nie będzie nią zbytnie szafował; a kto sztukę posiadł całą, ten o wykonanie tego co robi, starać się musi.
W zbiorze Masch’a czar tych i rusztów mniéj jeszcze, ozdoby ich mniéj obfite, sprzęt więcéj od ognia uszkodzony; w zbiorze Potockiego nieznać obtopienia, pogięcie tylko i pordzawienie.
Medaljonów właściwych bardzo mało, jeden z Sylenem jużeśmy wspomnieli (111.), oprócz niego są: medalik ołowianny (66.), — o ołowiu w ten sposób użytym nigdyśmy nie słyszeli — z rysunkiem skomplikowanym i rodzajem napisu; bronzowy, na którym pięć główek, w tyluż wklęsłościach w krzyż ułożone, przedzielają głoski runiczne (73.), i pieniążek (101.), nie zdający się ani słowiańskim, ani nad XII — XIII wiek starożytniejszym.
Bardzo liczne są tu blachy, placki bronzowe z najrozmaitszemi wyobrażeniami w kompartymentach, z napisami, charakterami magicznemi, znakami zagadkowemi, i t. p. których u Masch’a niema jeszcze wcale, prócz dwóch i to w innym całkiem rodzaju (65. — 66.). Między temi, znajdują się i takie, których pierwowzory wzkazano w Daktyljothece Gorlaeus’a, (J. Potocki 40. 52. do 55. 60. 62 do 65. 67. 68. 72. 74 do 77. 80. 81 do 87. 103. 104. 112. 113. 114). Wszystkie te blaszki, wyjąwszy pierwszą znajomą Maschowi, który ją wykładał jako pamiątkę zabicia na ofiarę Radegastowi, Jana Biskupa Meklenburskiego (40.), ale jéj w zbiorze swym nie daje, są już z późniejszego wykopaliska Sponholza, które się zjawiło po wyjściu dzieła Masch’a. — Blachy te, krom kilku, mają jednostajny właściwy charakter i przypominają niekiedy misy, a należą do pomników, których gdzieindziéj w cale nie spotykamy.
Bóstw z napisami runicznemi jest w zbiorze J. Potockiego kilkanaście, ale te różne są wcale od zbioru Masch’a, kształtniejsze, nie tyle kolczaste, cząstkowe foremniejsze, a w nich już formy twarzy pierwszych nie powtarzają się. Radegast w różnych postaciach, znajduje się tu trojaki, podobny do Masch’a (Potocki. 14. 17. 78.), a imie jego czyta się na wielu posążkach i sprzętach. Figurka jego stale zgodna z opisem kronikarzy, przedstawia się z ptakiem na głowie i byczą na piersiach głową. Ze znanych bogów jest tu Światowid (8. — Swantewit), którego u Masch’a nie było, różniący się od opisanego tem, że niema czterech głów na ramionach, ale jedną na karku, drugą głowę starca na piersiach i miecz w rękach. Napis podejrzany, bo brzmi nie tak, jak go Słowianie zwali Światowid, ale jak w kronikach łacińskich, wywodzących imie jego od Swantego — Wita pisane znajduje się. Są także Pruwe (nie Prowe, jakby być powinno) którego u Masch’a nie było, w postaci starca z nożem, czy płużycą, o któréj piszą kroniki (12.) Tziba (Siwa. 22.), odmienna od tegoż nazwiska figurynki u Masch’a; Garhewit (11.) Garupit (21.) i Hiruwiz, (28.), którzy się wszyscy jednym kronikarskim Heruwidem tłumaczyć dają, chociaż postacie ich wcale są różne. Mythologja Skandynawska wykłada nam Helą (Höle, piekło — 25.), i Baldera (Balduri. 9.). Całkiem nowe dla Mythologji słowiańskiéj są inne, których późniéjsze po 1795 r. badania starożytności, obfite w owoce, ani objaśnić, ani potwierdzić nie mogły, jako to: Ulgin (1.), Jatad (7.), Maruihit (28.), Gilmug (19.), Sorazia (38.), może z nazwiska Sorabów utworzona, i Gudemu (32.), którego postać wziętą jest z Daktyljoteki Gorlaeusa.
Bóstwa bez napisów, których jest także kilkanaście, nie lepiéj się dają wytłumaczyć od poprzedzających. Co może naprzykład znaczyć jakieś stworzenie morskie, rodzaj polypa, czy pająka trzymającego głowę ludzką?
Łatwiejszy do wytłumaczenia jest starzec w łuskowéj zbroi z rogiem w ręku, który miał zapewne przedstawiać Światowida; choć runy, sypane z drugiéj strony posążku, wyczytać się nie dają — Cóś podobnego do Anubisa (5.), możnaby rozumieć Wołosem, bogiem trzód, (Skotyj Boh) — innych ani się domyśleć.
Wogóle bóstwa bez napisów są maleńkie, składają się z samych główek, ułamków i szczątków. Ta jest głównie różnica zbiorów Masch’a i Potockiego, że pierwsze w ogólności są nieforemniéjsze, ale głowy, ręce, płaskorzeźby mają wstawiane i pięknéj bardzo roboty; Potockiego zaś zdają się całkowicie robione, inną manjerą, ale wielce niezgrabnie, mimo że w niezgrabstwie tem przebija się ukrywana umiejętność, którą zataić chciał artysta.
Zrównane z sobą dwie te kollekcje, choć w jednéj robione myśli, wielce są różne, pierwsza z resztą równie jednolita jak druga, i o obu powiedzieć można, że są jednéj ręki dziełem. Pojęcie tylko, kierujące artystą w pierwszéj i drugiéj robocie, znacznie się zmieniło; z początku do nieforemnéj całości dolepiano czysto starożytne, lub ze wzorów starożytnych odlewane okruchy; w późniéjszym zbiorze usiłowano naśladować niezgrabstwo pierwotnych artystów, ale nie dosyć szczęśliwie.




Przebiegłszy ogół bóstw prilwitzkich, Masch’a i Potockiego, czujemy więcéj, niż wypowiedzieć możemy, że niepodobna ich bezwarunkowo przyjąć za autentyczne; szanujemy wielce zdanie autora Polski wieków średnich, ale go w tym razie podzielić nie możemy. I artystyczny charakter wyrobów tych i rozbiór napisów niedozwala uwierzyć, by prawdziwemi były.
Gdyby wreście część ich jakąś przyszło uznać za autentyczną, za słowiańską — samo znajdowanie się gęstych runicznych napisów, jakkolwiek staremi kréślonych charakterami, jużby szczątków tych do epoki pierwotnéj odnieść nie dozwoliło; możeby bóstwa te należały do chwili, tak dobitnie nacechowanéj przez Helmolda, gdy Słowiańszczyzna walcząc z chrześcijaństwem, pasowała się z niém na poły zwyciężona, i tworzyła moc nowych bogów, na wzór i jakby na przekorę obrazom Boga jednego chrześcijan i jego świętych. — Pomników tych, w żadnym razie uważać nie można za zabytki chwili rozkwitu samoistnéj sztuki słowiańskiéj, o jakich wspomina ś. Otto, ale za okruchy epoki walki i ostatecznego upadku. — Postawione obok Tyra czy Perkuna Czechów, Perkunasa litewskiego i innych utworów niezaprzeczenie autentycznych, tak są od nich odmienne i w pewnym względzie niższe, że w jednym rzędzie stanąć z niemi mogą. Ś. Otto mógł wychwalać statuetki takie jak Tyr, jak Wołos, jak Perun, aleby nie mówił z takiém uniesieniem o bogach prilwitzkich.
Bogactwo fantazji, zwłaszcza w zbiorze Potockiego, dochodzi aż do przesady — zwierzęta, ptaki, płazy, wszystko pozlepiano w jedno, dodatków i akcessorjów mnóstwo, ale całkiem brak naiwnéj prostoty, sztuki początkującéj; obfitość ta zdaje się znamionować podrobienie lub epokę upadku. Obok mglistego czasem przypomnienia typów z ostatnich czasów sztuki rzymskiéj, jak ją widzieliśmy naprzykład na monetach cesarstwa, jest coś w robocie, w stylu, w kształcie, w wyrazie figurek świeższego, nowożytnego. — Niektóre byłyby ładne linjami, pomysłem, gdyby im w pomoc przyszło wykonanie; pojąć trudno jak człowiek, co potrafił narysować naprzykład kobietę z wężem (f. 6.), mógł ją tak niezgrabnie wykonać; proporcje nadane postaci zdradzają rysownika, a niedbalstwo jego, chyba się dobrowolnem opuszczeniem wyłożyć potrafi.
Kamienie i obłamki gliny, okryte rysunkami, które z tegoż źródła od Sponholza pochodzą, ledwie tu dodatkowo wspomnieć się czujemy obowiązani. Co do napisów, są one w rodzaju tych, jakie się na bóstwach znajdują. Niektóre obłamki znalezione być miały na polach Stargradu, przy szczątkach urn, inne przy popielnicach pod Waren, inne na polach pod Prilwitz. Na wszystkich są bardzo nieforemne rysunki bóstw i napisy mniéj, więcéj czytelne i zrozumiałe, jako to: Rad (egast), Gar, m, znowu Rad (egast), Uk, zakończenie wyrazu Czernebuk, Zirn... itra, Sieb(a), Zik (od Suarazik), Zi, Mil, i t. p. — Figury i znaki bardzo są nieforemne i niedbale kreślone.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.