W miasteczku (Konopnicka)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Marya Konopnicka
Tytuł Ku chacie
Podtytuł III. W miasteczku
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VI,
cykl Nowe pieśni
Data wydania 1915
Wydawnictwo Nakład Gebethnera i Wolfa.
Drukarz G. Gerbethner i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
III. W MIASTECZKU.

Grafika na początek utworu 1.png

Takich gródków, jak te nasze,
Niema w całym świecie!
— Niby gniazdo siedzi ptasze,
Skryte w zieleń, w kwiecie,
Niby gniazdo się rozlega
Pieśnią i furkotem
Aż do onej strugi brzega
Tym powietrzem złotem.

Dookoła gaje, pola
I łężne rozłogi,
Krzywe wierzby, jak im wola,
Rosną wedle drogi.
A jak gdyby z ciekawości,
Jak gdyby umyślnie,
Jedna, druga brzoza w gości
Na rynek się ciśnie.

Gdy zaszumi ta drużyna
W zielonej opończy,
Nie wiesz, gdzie się gród zaczyna,
A gdzie wieś się kończy.
Rzadko cegła gdzie zaświeci,
Kamień — mało kiedy;
Dużo wróbli, dużo dzieci,
A najwięcej — biedy.


Kościół z wieżą poczerniały,
Strzelistej struktury,
Wedle większej boskiej chwały
Kurek błyska z góry.
Na plebanii malwy świecą
I rezeda woni...
Wejdź na ganek, popatrz nieco,
Świat tu jak na dłoni.

Nie zakrywa dym błękitu,
Świst nie głuszy ciszy...
Skowronkową pieśń rozświtu
Cały gródek słyszy.
Serca proste, twarde karki,
Na języku dusze...
Od dąbrowy głos fujarki
I fletnie pastusze.

Pobrzękują dzwonkiem stada
W uroszonej trawie;
Pasze — z dziada i pradziada
Siedzą »w dobrym prawie«.
Jałowicę każdy chowa,
Gdzie — jeszcze od Piasta!
Ta wiśniata — burmistrzowa,
A księża — graniasta.

Chwyci w szkodzie przygarść trawy,
Żerdź w płocie obrusza:
Wnet pół miasta »wedle sprawy«
Ciągnie do ratusza.
Idą mieszczki rozsierdzone,
Żadna nie przepuści;
Czy w tę stronę, czy w tę stronę,
Racya jest, i juści!

Tu mieszczanie idą w rzędzie,
Każdy coś tłómaczy,

Świadków pełna ława będzie,
A jakże inaczej?
Pali z nieba słońce złote,
Pył przydróżki bieli...
Jaki taki zdjął kapotę,
Rusza w kamizeli.

Psów, pastusząt też gromada
Leci poprzód z krzykiem...
Na ratuszu siedzi rada:
Pan pisarz z ławnikiem.
— Co zaglądać tam czeladzi
W te arkana[1] miasta?
Co uradzi, to uradzi
Senatus — i basta!

Krótkie życie, długie waśnie,
Aż słychać o staje...
A niech słowem kto pogłaśnie,
Wnet i serce taje.
Złotych miodów stawią flasze,
Toć kumotry przecie...
— Takich gródków, jak te nasze,
Nie ma w całym świecie!



Grafika na koniec utworu 3.png

Przypisy

  1. Arkana (z łac.) — tajemnice.


 
Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Konopnicka.