Wenecya (Musset)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Alfred de Musset
Tytuł Poezye
Data wydania 1890
Wydawnictwo Księgarnia Teodora Paprockiego S-ki,
"Biblioteka Romansów i Powieści"
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Bolesław Londyński
Źródło skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
WENECYA.


W Wenecyi czerwonéj
Pospały się łodzie,
Nie widać rybaka,
Ni świateł na wodzie.

Samotny, na niebo
Pogodne z wybrzeża
Lew wielki się łapą
Miedzianą zamierza.

A przy nim grupami
Okręty, gondole,
Podobne do czapel,
Skręconych w półkole,

Śpią w wodzie dymiącéj,
Lekkiemi obroty
Krzyżując niekiedy
We mgle swe namioty.

A księżyc swe czoło,
Ginące już w mroku,
Ukrywa napoły
W gwiaździstym obłoku.

Tak z Krzyża świętego
Czcigodna téż ksieni
Obszernym woalem
Swą albę zacieni.


I spokój w pałacach,
Wśród ciężkich portyków,
I białe śpią schody
Do sal dostojników,

I chmurne posągi,
I mosty i drogi,
I cisza wśród drżącéj
Na wietrze odnogi.

Jedynie straż, pewna
Hallabard swych mocy,
Wejść do arsenałów
Pilnuje po nocy.

Ah! teraz niejedna,
Przy blasku księżyca,
Na swego amanta
Wygląda dziewica.

Wnet bal się rozpocznie,
Niejedna więc rada
Przed lustrem swą czarną
Maseczkę już wkłada.

Na łożu pachnącém,
Półsenna Vanina
W objęciach kochanka
Omdlewać zaczyna.

A za to Narcyza,
Rozkoszą pijana,
Ucztuje w gondoli
Do świtu, do rana!


I któż bo w Italii
Szalonym nie bywa,
I któż przed miłością
Dnie życia ukrywa!

Licz, stary zegarze,
U wieży twéj szczytu,
Staremu licz doży
Te noce przesytu.

My zliczmy, o piękna,
Co światu rozdajem:
Całusy porwane
I wzięte nawzajem.

I zliczmy twe wdzięki,
I łzy, co wypłoszy,
Tak słodkie, z twych ocząt,
Potęga rozkoszy!







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Alfred de Musset i tłumacza: Bolesław Londyński.