<<< Dane tekstu >>>
Autor Werner Siemens
Tytuł Wspomnienia z mego życia
Redaktor Franciszek Juliusz Granowski
Wydawca Franciszek Juliusz Granowski
Data wyd. 1904
Druk Aleksander Tad. Jezierski
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz M. S.
Tytuł orygin. Lebenserinnerungen
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


Charlottenburg, czerwiec r. 1892.

Spodziewałem się, że wspomnienia te przeszłego roku już zakończę; ale słabość mojej żony i różne inne okoliczności pracę moją przerwały. Na jesieni sam cierpiałem na silną influenzę, wskutek czego doktorzy poradzili mi zimę przebyć na południu. W grudniu razem z żoną i najmłodszą córką udałem się na wyspę Korfu. Nie jest to wprawdzie stacya klimatyczna dla chorych — klimat bowiem w styczniu i w lutym przypomina nasze dżdżyste lato; ale wynagradza to wspaniałe położenie i piękna okolica miasta. Wyspa Korfu dziś jeszcze korzysta z dobrodziejstw dawnej administracyi angielskiej. Doskonałe drogi, zbudowane przez Anglików, jakkolwiek miejscami już zrujnowane, dziś jeszcze stanowią jedyne połączenie pomiędzy najgłówniejszemi punktami wyspy, a wodociągi angielskie, które z miasta Korfu zrobiły przynajmniej miejscowość zdrową, na szczęście, do dziś dnia są czynne. Do niedawna utrzymywali się krajowcy z niezliczonych drzew oliwnych, pokrywających wyspę; nie zadawali sobie nawet trudu zrywania owoców, czekali aż pospadają i wtedy wybierali te, które były zdrowe. Ale w ostatnich czasach spadła ogromnie cena oliwy z powodu oświetlania naftą i troska o chleb powszedni i tu zaczyna być dotkliwą. Zwrócono się więc ku uprawie wina, nierównie wprawdzie pracowitszej, ale też daleko intratniejszej. Z żalem przychodzi patrzeć, jak w wielu miejscowościach padają pod siekierą stare, a tak malownicze drzewa oliwne, ustępując miejsca korzystniejszym daleko winnicom. Jedyni cudzoziemcy, których można spotkać na wyspie Korfu, są Francuzi, zakupujący całą produkcyę wina. Ogromna ilość czerwonego barwnika, znajdująca się w winie korfijskiem, z pewnością czyni je bardzo użytecznem do fabrykacyi prawdziwego Bordeaux. Dawniej nie wolno było wina ztąd wywozić, bo mieszkańcy w Korfu sami chcieli swoje wino spożywać. Tak to zmieniają się prastare obyczaje w wieku postępu, nie uznającym nic niezmiennego.
W końcu lutego, gdy drzewa, owocowe już zakwitły, udaliśmy się do Neapolu. Spodziewaliśmy się tam piękniejszej pogody i więcej rozrywek.
Ale Apeniny leżały pod śniegiem, nawet Wezuwiusz pokryty był lekkim płaszczem śniegowym, a w Neapolu deszcz lał bez przerwy, gorzej, niż na wyspie Korfu. Zato nie mogliśmy się nacieszyć miłem towarzystwem naszych przyjaciół, pp. Dohrn i całej ich rodziny. Po czterech tygodniach pojechaliśmy do Amalfi, ale dopiero w Sorrento uśmiechnęło się do nas piękne, błękitne niebo włoskie. Tam też zaczęły mi powracać siły i razem z żoną robiliśmy wycieczki do miejscowości najwyżej położonych, jak np. klasztor Deserto. Niepogoda nie pozwoliła mi, niestety, spełnić jednego z najgorętszych moich życzeń: odwiedzić raz jeszcze Wezuwiusz i zblizka przypatrzeć się burzliwej i zmiennej jego pracy. Patrzyłem na niego z daleka, a zawsze z przyjemnością, jak na starego przyjaciela, któremu winien byłem wdzięczność. W roku 1878 odbyłem wycieczkę na sam szczyt; wtedy to regularnie powtarzające się wybuchy Wezuwiusza dały mi tak pewne wskazówki co do przyczyn jego działalności, że w ten sposób rozszerzył się znacznie zakres moich wiadomości o składzie skorupy ziemskiej i o siłach, działających w jej wnętrzu.
Na początku maja powróciliśmy do ojczyzny. Niestety, febra moja powracała dwukrotnie. Dziś, kiedy wyszedłem z niej szczęśliwie, mam nadzieję, że na tem zakończył się okres moich chorób starczych i że czeka mnie jeszcze spokojna i przyjemna starość w otoczeniu drogich mi osób.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Werner von Siemens i tłumacza: anonimowy.