Łokietek — Kazimierz Wielki/Kto jest panem Krakowa?

<<< Dane tekstu >>>
Autor Cecylia Niewiadomska
Tytuł Łokietek — Kazimierz Wielki
Pochodzenie Legendy, podania i obrazki historyczne
Data wydania 1918
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Kto jest panem Krakowa?

Pół wieku upłynęło, odkąd niemieccy goście osiedlać się zaczęli liczniej w naszej ziemi, i to im wystarczyło, by uważać się za jej panów.
Czyż nie mają do tego prawa? Zajęli ziemię polską, lecz jak mądrze w niej gospodarują? Jak szybko wzrośli w bogactwo i siłę! Po całym kraju pełno miast niemieckich, porządnie zbudowanych, ludnych, zamożnych, rządnych. Nikt się do nich nie wtrąca; są panami u siebie; każde miasteczko to maleńkie państwo, — gdy się porozumieją i zjednoczą, kraj cały będzie w ich ręku. I teraz już książęta potrzebują ich pomocy w ciągłych wojnach domowych o władzę; — mogą pomódz pieniędzmi, ale — za nowe prawa.
Takiem niemieckiem „państwem“ stał się Kraków.
Na Wawelu mieszka wprawdzie polski książę, ale w mieście Krakowie, murami zamkniętem, rządzi dziedziczny wójt — Niemiec. Nikt go tu nie wybiera: ma władzę po ojcu i synowi ją odda. Ma — co prawda — współrządców: rajców i ławników, ale ci się zmieniają, tych wybiera miasto, on urodził się wójtem Krakowa!
Na Wawelu panuje wprawdzie polski książę, ale jeżeli wójt zamknie przed nim bramy miasta, to i książę nie wejdzie do Krakowa; bo Kraków nie jego państwo: nie usłyszysz tu polskiej mowy na ulicach, nie ujrzysz polskiej twarzy.
Na Wawelu panuje wprawdzie książę polski, lecz tylko ten, którego mieszczanie krakowscy uznali: bez ich woli i zgody żaden tam nie siądzie, — oni tutaj panami.
Ci obcy! Czują to coraz wyraźniej gościnni gospodarze polskiej ziemi: i rycerze, i kmiecie. Zazdroszczą im dostatków, podziwiają mądrość i pytają, zdziwieni i niechętni: Czy to stary gród Kraka, niby stolica Polski, — czy niemiecka warownia?
Przekonali się o tem za Łokietka.
Nieradzi byli Niemcy, że taki energiczny książę zasiadł na Wawelskim grodzie. Podpisał wprawdzie wszystko, czego od niego żądali: zapewnił im wolny handel i wszelkie swobody — a przecież — woleliby Czecha, a choćby Ślązaka, — to bliżsi — nawpół Niemcy.
Im silniejszą stawała się władza Łokietka, rosło jego znaczenie w kraju, — tem bardziej nie podobał się wójtowi taki sąsiad.
Wreszcie z biskupem, Niemcem, zawziętym nieprzyjacielem Łokietka, ułożyli, że pozbyć go się trzeba. Niemieckie miasto Kraków nie chce tego księcia.
Zmówili się tajemnie z innemi miastami: Sandomierzem, Wiślicą, zgromadzili wojsko, sprowadzili ze Śląska księcia Bolka Opolskiego, i nietylko zamknęli bramy miasta przed Łokietkiem, lecz oblegli go na Wawelu.
Oblegli z taką siłą, iż szczupła załoga nie mogła nawet myśleć o zwycięstwie; musi zginąć, jeśli nie zda się na łaskę. Łokietek raczej zginie!
Zapomnieli tylko zuchwali przybysze, że są gośćmi na obcej ziemi, która znajdzie obrońców, gdy ich będzie potrzebowała. Tak śmiałe wystąpienie przeciw księciu, którego już za pana uznał naród cały, oburzyło zarówno kmieci, jak rycerzy; zbudziło się poczucie narodowe: — Co? Niemiec ma tu rządzić, w naszym kraju? panów nam ustanawiać? — Brońmy swego!
Spieszą na odsiecz szlachta i kmiece drużyny, nieliczne i zbyt słabe, by pokonać wroga, lecz dzięki im Łokietek wymknął się z pułapki, a na wolności da sobie już radę.
I tak się stało.
Poznał Kraków błąd swój po niewczasie: sprzymierzeńcy go opuścili, połączyli się z księciem, — większość mieszczan krakowskich odstąpiła wójta, z Łokietkiem się porozumiewa, — garstka tylko zapamiętałych chce bronić się do końca.
Zwyciężyć nie mogli, — groźny książę wjechał do miasta na czele zbrojnego zastępu, i zaczęły się sądy.
Sądu się domagali wojownicy księcia: oni przyszli tu stwierdzić, że gród Kraka niemieckim być nie może! — Podanie mówi, że kto nie umiał wypowiedzieć gładko: — soczewica, koło, młyn miele — tego skazywano na śmierć.
To jest tylko podanie: wyludniłby się Kraków, gdyby tak sądzono. Być może, iż przyparty gdzie do muru w walce, zginął niejeden Niemiec w taki sposób, ale sądy Łokietka, choć surowe, a nawet krwawe, bo innemi w owych czasach być nie mogły — nie były przecież okrutne. Nie myślał tępić Niemców, pożytecznych obywateli, lecz żartować nie umiał, a musiał ich przekonać, kto tu panem.
Ukarano przywódców buntu śmiercią dla przykładu, zdradzieckiemu wójtowi odebrano urząd, a miastu bardzo wiele praw i swobód, — żałującym jednak przebaczono winę, a obdarzono takich, którzy pomogli księciu do zwycięstwa.
I odtąd miasto Kraków nie było już sobie „małem państwem niemieckiem“ w Polsce. Na to Łokietek nie pozwolił.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cecylia Niewiadomska.