Łokietek — Kazimierz Wielki/Pod Płowcami

<<< Dane tekstu >>>
Autor Cecylia Niewiadomska
Tytuł Łokietek — Kazimierz Wielki
Pochodzenie Legendy, podania i obrazki historyczne
Data wydania 1918
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Pod Płowcami.

Mały wzrostem Łokietek, wielki był duchem bohaterskim. Wstępując na tron polski, zastał kraj w nieładzie: niezgody książąt, głód z powodu ciągłych wojen, zniszczenie kraju, bandy rozbójników, chciwi sąsiedzi, z którymi walczyć musiał bezustannie, — nie dawali mu chwili wypoczynku, i możnaby powiedzieć, że przez lat 30 prawie nie zdejmował zbroi, broniąc kraju od nieprzyjaciół i ustalając w nim porządek.
Słusznie poeta mówi o tych czasach:

„Przez trzy wieki z męstwa znany,
W męstwie Polak miał swe cnoty:
Na koniu, burką odziany,
Znosił głód i przykre słoty;
Ugorem stały obszary,
On bił Niemcy i Tatary.
(J. Niemcewicz.)

Najcięższa jednak była wojna z Krzyżakami.
Sto lat minęło, odkąd Konrad Mazowiecki, brat Leszka Białego, sprowadził tych zakonników i oddał im ziemię Chełmińską nad Wisłą, aby bronili granic jego państwa od łupiestwa Prusaków. Niebezpiecznych wpuścił do kraju obrońców.
Niemiecki ten zakon powstał w Jerozolimie podczas wojen krzyżowych, a celem jego było walczyć z poganami, nawracać ich, bronić chrześcijan.
Kiedy Turcy zajęli znów Jerozolimę, Krzyżacy nie mogli znaleźć dla siebie miejsca w Europie, bo na Zachodzie pogan już nie było, więc kogóż mieli nawracać, z kim walczyć?
Zaproszeni przez Konrada, osiedlili się w Chełmnie i rozpoczęli walkę z Prusakami, których w krótkim czasie zupełnie podbili.
Rozłożywszy się na pruskiej ziemi i uważając ją za swoją własność, zwrócili teraz łakome spojrzenie na Litwę, także pogańską jeszcze, a więc jakby przeznaczoną dla nich do podboju, — a z drugiej strony na ludne, bogate Pomorze.
Nie mieli jednak żadnego powodu do rozpoczęcia wojny z Polską chrześcijańską, z krajem gościnnym, który ich tutaj zaprosił, przed którym dotychczas udawali sprzymierzeńców, — czekali więc sposobności.
O sposobność nie było trudno. Mężny Łokietek zajęty był właśnie walką z Czechami, roszczącymi sobie znów prawa do korony, — a chytry Brandeburczyk, korzystając z tego, uderza na Pomorze i zdobywa grody, których niema kto bronić. Gdzież szukać sprzymierzeńca i pomocy?
Sprzymierzeniec jest blizko: to Krzyżacy, święty, chrześcijański Zakon!
Nie przeczuwając zdrady, Łokietek z ufnością powierzył im obronę Pomorza, obiecując zwrócić wszystkie koszta wojny i wynagrodzić trudy.
Krzyżacy pokonali Brandeburczyków, obronili Pomorze, ale zajęli je sami i ustąpić ani myśleli. Gdy Łokietek według umowy chciał im zapłacić koszta, naznaczyli tak wielkie sumy, że nie mógłby ich nawet zdobyć, a oni właśnie na to rachowali.
Długo ciągnęła się ta smutna sprawa, — Łokietek zaniósł skargę do papieża, przybył poseł papieski, rozpatrywał układy, wydały się wtedy krzyżackie intrygi, i papież kazał im zwrócić Pomorze.
Ale Krzyżacy i papieża nie słuchali, kiedy im to było niewygodnie.
Przekonał się Łokietek, że niema innej rady, tylko siłą odzyskać swoją własność, lecz było to niełatwo.
Miał lat blizko 70, strudzony był pracą i tyloletnią walką, a przytem w skarbie pustki, rycerstwo znękane wojnami, — jakże się mierzyć z wrogiem silnym i podstępnym?
Dumał Łokietek głęboko, rozważał, liczył się z sumieniem własnem.
Czyż ma zostawić ziemię uszczuploną, on, co przysiągł jej bronić? Oddać Pomorze, kraj, który już Chrobry przyłączył do Korony, jako niezbędną część państwa, otwierającą mu drogę do morza, dającą naturalną, bezpieczną granicę? Krzywousty nie szczędził też krwi ani trudu, by pozyskać tę ziemię dla wiary i państwa, — a on teraz pozwoli przybyszom, Krzyżakom, wydrzeć sobie pokrewne plemię?
Jego rycerska dusza zgodzić się na to nie mogła. Ma przecież sprzymierzeńców. Już od lat kilku zawarł ścisłą przyjaźń z litewskim księciem Gedyminem, ożenił jedynego syna z jego córką, Gedymin powinien pomódz; wszakże i dla niego Krzyżacy to wróg najstraszniejszy.
Postanowił porozumieć się z narodem.
Do miasteczka Chęcin zwołał panów i rycerstwo, przełożył im tę sprawę, pytał o radę i zdanie.
Kadzili, rozprawiali i zdecydowali odzyskać Pomorze orężem.
Więc zaczęto przygotowania do wojny. Gromadziło się ze wszech stron rycerstwo, hucznie, zbrojno, ochoczo, z nadzieją zwycięstwa i pomocy Boskiej dla swej słusznej sprawy.
Tylko pan możny, Wincenty z Szamotuł, wojewoda poznański, oburzony na króla, że odebrał mu zarząd Wielkopolski, powierzając go synowi swemu, Kazimierzowi, z licznym hufcem przyjaciół przeszedł do Krzyżaków i z ich rozkazu palił polskie grody.
Krzyżacy przyjęli zdrajcę, skoro im chciał dopomagać, lecz nie ufali mu zbytnio, — wiadomo: kto raz zdradził, może zrobić to i po raz drugi, — z takim trzeba ostrożnie.
Więc pozwolili mu niszczyć kraj własny i palić polskie grody, lecz kiedy przyszło do spotkania z królem, wyznaczyli mu miejsce w oddaleniu, widocznie niedowierzając temu przyjacielowi.
Siły Łokietka nie dorównywały krzyżackim, z niepokojem też patrzał na ich zbrojne hufce, lecz widok Polaka-zdrajcy był dla niego najboleśniejszy i przejmował go wstydem.
Czyż podobna, aby człowiek ten nie miał sumienia, aby nie czuł swej winy? Może już sam żałuje swych czynów, a nie ma odwagi przyznać się do tego? A gdyby mu dopomódz?
W tajemnicy posłał do niego rycerza, który zbiegł niby z polskiego obozu, a gdy znalazł sposobność, przemówił do zdrajcy, przedstawiając mu okropność jego zbrodni, dobroć i zaufanie króla, oraz obiecując w imieniu jego przebaczenie, jeśli cofnie swe siły i postara się winę naprawić.
Skruszył się srogi rycerz aż do głębi serca, poznał swą hańbę, zrozumiał okropność występku i zapragnął gorąco odkupić ciężką winę. Jeszcze tej nocy wykradł się z obozu, był u Łokietka i przyrzekł mu pomoc.
Gdy nazajutrz przyszło do bitwy, mężnie i wytrwale walczyli Polacy z przemagającą siłą nieprzyjaciół, — 70-letni król Łokietek nie zsiadał z konia od świtu do nocy, — występowały coraz nowe hufce, zdawało się, że zbraknie sił i ludzi.
Wtem Wincenty z Szamotuł uderza na Krzyżaków od strony przeciwnej. Zaskoczeni znienacka, plączą się, mieszają: korzystają z tego Polacy, uderzają ostatnim wysileniem i łamią szyki wroga. Popłoch ogarnia Krzyżaków, pierzchają w nieładzie, rozbici i pokonani.
Zwycięstwo było wielkie i stanowcze, — król gorąco dziękował Bogu, płakało z radości rycerstwo.
Niestety, późny wiek króla, brak wojska i pieniędzy, nadchodząca zima — nie pozwoliły skorzystać z tej chwili i szczęśliwie ukończyć wojny, która już od lat tylu kraj niszczyła.
Mężny Łokietek, walcząc prawie bezustannie przez całe swoje panowanie, bolał nad tem jednocześnie i doskonale rozumiał, jaką dla kraju klęską są te nieskończone boje. Dlatego to poeta, J. U. Niemcewicz, wkłada mu w usta następujące wyrazy, które mówi do syna po zwycięstwie pod Płowcami:

„Patrzaj na wojen srogie widowisko,
Skąd nieludności i pustyń przyczyna:
Ścięte w dniu jednym zaległo tę ziemię
Tysiąca matek nieszczęśliwych plemię!

Przecież wieść boje było mym udziałem,
Zasłaniać wszędy tę krainę biedną;
Po trzykroć z króla tułaczem zostałem,
A chociem dzielnie państwo złączył w jedno,
Choć siedemdziesiąt lat wiek mój domierza,
Nie zdjąłem jeszcze twardego pancerza!“


Podanie mówi, iż gdy nazajutrz po bitwie król objeżdżał pobojowisko, ażeby raz ostatni pożegnać poległych, wiernych swych towarzyszy, ujrzał na polu rannego rycerza, któremu widać włócznia brzuch rozdarła, a on podtrzymywał rękoma wnętrzności.
— O Boże — zawołał król, pełen współczucia, — jakże cierpieć musi ten biedak!
— Więcej wycierpiałem od złego sąsiada — jęknął nieszczęśliwy. — Ta rana za ojczyznę nie tak boli.
— Ktoś jest, i jak cię zowią? — król zapytał.
— Florjan Szary, a koźle rogi mam na tarczy.
Król kazał go zaraz przenieść do namiotu i pielęgnować troskliwie, a kiedy ozdrowiał, obdarzył go majętnością na tej ziemi, którą oblał krwią swoją, i tym sposobem uwolnił od złego sąsiada. Na pamiątkę zaś rany w obronie ojczyzny, kazał mu wymalować na tarczy trzy włócznie.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cecylia Niewiadomska.