<<< Dane tekstu >>>
Autor Waleria Marrené
Tytuł Życie za życie
Podtytuł Powieść
Wydawca Redakcja „Mód Paryzkich“
Data wyd. 1822
Druk Władysław Szulc i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


LIST XIV.
ALBINA DO EDWARDA.

Czy jest jakie lekarstwo na cierpienia wasze? oto pytanie, które stawiam sobie, odbierając twoje smutne listy, Edwardzie. Ale słowa moje, jak zwykle, daremnemi będą; traf, ludzie, lub nieubłagana logika wypadków i charakterów postawiły was na złej drodze. Jednak, bądź sam sprawiedliwym, bracie mój, — czyja w tem wina? Co znaczyłaby niechęć, zawiść Herakliusza, gdyby nie znalazł sprzymierzeńca w przyszłości twojej, w tobie samym?
Znam ciebie, wiem że miłość twoja dzisiaj jest prawdziwą, ale czy ty sam, z ręką na sercu, za jutro zaręczyć możesz? Czy nie z tej chwiejności przekonania, z tej wewnętrznej niewiary w siebie płynie zwątpienie i bezsilność twoja?
Idalia słusznie drży i lęka się o przyszłość, bo ja sama o nią spokojną nie jestem. Idalia nie zna świata i ludzi, nie zna praw namiętności, ale czuje, że na twojem kapryśnem i gwałtownem sercu, wesprzeć się nie może bezpiecznie, i ma słuszność.
Czy ty wiesz sam co jutrzejsze słońce zbudzić może do życia w duchu twoim? Idalia nie zaznała nigdy zawodu, nie pojmuje zapomnienia, ni życia bez twojej miłości. Trwoży się, cierpi i może niebacznemi słowy zbliża właśnie tę złowrogą chwilę.
Jutro, któż może za jutro zaręczyć, kiedy ono zarówno od dwóch serc zależy? Tylko szalony przyrzekać je może, tylko szalony żąda słowa takiego i wierzy że ono wystarczy, by skuć nierozerwalnie ogniwa serc raz i nazawsze.
Ja wierzę w miłość wieczną, nieskończoną; ale ona nie przychodzi w darze niebieskim, bez trudu i pracy. Trzeba żeby się na nią złożyły czyste serca, trzeźwe umysły, silne dłonie i duchy. Tak jest, miłość wieczna istnieć może, ale tylko pomiędzy istotami równemi sobie, które polotną myślą pojmują wieczność, a pomimo to nie pogardzają realnym światem, pomiędzy ludźmi stąpającemi po ziemi, a patrzącemi w niebo; bo wówczas opiera się ona na ludzkich warunkach, na wzajemnem poznaniu siebie, przebaczeniu i ufności. Wówczas jest niezłomną i wytrwałą, wzmacnia i rozwija wszystkie szlachetne pierwiastki ducha i jest najwyższym rozkwitem życia.
Ale czy ona istnieć może pomiędzy człowiekiem a aniołem? Jakąż rękojmię trwałości dać może to uczucie ubóstwienia bez granic, to zamykanie oczów przed prawdą? Ty sam uważasz czasem Idalię za wyższą od siebie istotę, wiesz czasem że z nią jak z dzieckiem postępować trzeba. Czy będziesz miał siłę i wolę dźwigać wiecznie to dziecię po bezdrożach życia? bo nie potrafi iść o siłach własnych, ani ty nie potrafisz jej podnieść do godności kobiety. Czy nie przyjdzie chwila w której z litością i wzgardą przypomnisz sobie dzisiejsze bóle, w której znękany, rozczarowany, odrzucisz z serca tę liliową istotę, jak kwiat więdniejący, marnie zerwany?
Edwardzie, miej siłę, rozwagę i męztwo, stań się znów czem byłeś dotąd, bo na drodze na której stoisz, spełnić możesz uczynek niegodny. Zawieść słabszą istotę, odebrać jej wiarę i ufność, to moralna zbrodnia, równająca się zabójstwu. Obrachuj siły swoje, siłę miłości i siłę wytrwania, zapytaj czy za siebie i za nią podołasz życiu. Bo później nie czas już będzie się cofać.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Waleria Marrené.