Żyd wieczny tułacz (Sue, 1929)/Tom IV/Część czwarta/Rozdział XIV

<<< Dane tekstu >>>
Autor Eugène Sue
Tytuł Żyd wieczny tułacz
Podtytuł Powieść
Wydawca Bibljoteka Rodzinna
Data wyd. 1929
Druk "Oświata"
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Le Juif Errant
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom IV
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


XIV.
MIŁOSTKI FARYNGEI.

Wbrew swemu zwyczajowi, Dżalma nie był dnia tego u panny de Cardoville. Uprzedziła go ona wczoraj jeszcze, iż żądać będzie od niego tej łaski, aby jej pozostawił zupełną wolność przez cały ten dzień, iżby go mogła poświęcić na potrzebne przygotowania do ich ślubu i przyszłego małżeństwa. Dla Iondjanina, oddawna już przywykłego do przepędzania całych dni przy Adrjannie, ten dzień cały poza jej domem spędzony, wydawał się wiecznością. Namiętna jego miłość do najwyższego doszła już stopnia. Już to dręczony gorąco niecierpliwością, już wpadając w pewien rodzaj odrętwienia, w które zanurzał się umyślnie, aby uniknąć, uchronić się od myśli, które go tak dręczyły, Dżalma leżał na sofie, zakrywszy twarz rękami jakgdyby chciał uniknąć jakiegoś zwodniczego widzenia. Wtem Faryngea wszedł do księcia, nie zapukawszy wprzód do drzwi, według swego zwyczaju. Na niespodziany odgłos wchodzącego metysa, Dżalma wzdrygnął się, podniósł głowę i obejrzał się wokoło siebie ciekawie, lecz, ujrzawszy niewolnika zbladłego, pomieszanego, powstał co żywo i, kilka kroków ku niemu postąpiwszy, zawołał:
— Co ci jest, Faryngea?
Po chwilowem milczeniu, jakgdyby przezwyciężywszy w sobie jakieś wahanie, Faryngea, rzuciwszy się do nóg księciu, rzekł słabym, niewyraźnym głosem, z ciężką rozpaczą, niby błagając:
— Jestem bardzo nieszczęśliwy... zmiłuj się nade miną kochany panie!
— Cóż się stało? Mów, Faryngeo!
Metys przybrał taką minę, jakgdyby spalić się miał ze wstydu:
— Panie, ulituj się nade mną, nie naigrawaj się ze mnie, najsroższe męczarnie nie wymogłyby na mnie tego wyznania... lecz ty, panie, syn królewski, ty raczyłeś powiedzieć swemu niewolnikowi... Bądź moim przyjacielem...
— A ten przyjaciel... jest ci wdzięczny za to zaufanie — rzekł żywo Dżalma.
— Zdradzona miłość... ściąga na siebie taką wzgardę, tyle dotkliwych szyderstw’... — rzekł Faryngea z goryczą...
— Ale czy pewny jesteś, że cię zdradzają? — odrzekł łagodnie Dżalma.
— Ta kobieta... wyznaczyła schadzkę innemu mężczyźnie, którego przekłada nade mnie... aż nadto pewny jestem...
Książę, położywszy rękę na ramieniu metysa, rzekł:
— Faryngeo... posłuchaj mnie... posłuchaj tylko, co ci powiem... Na tę schadzkę... która, jak mówisz, przekonać cię ma o jej niewinności... lub zdradzie kobiety, którą kochasz... na tę, mówię, schadzkę... udać się wypada.
— Och! — tak — rzekł metys ponurym głosem, złośliwie się uśmiechając — tak... pójdę... — Ale nie pójdziesz sam... — Panie, nie pojmuję tego, co mi mówisz? — zawołał metys — któż pójdzie ze mną?...
— Ja...
— Ty, panie?...
— Na tę schadzkę pójdę z tobą i jeżeli nie mylą mnie moje życzliwe dla ciebie przeczucia... zdaje mi się, że fałszywe pozory uwodzą cię.
Za nadejściem nocy metys i Dżalma, płaszczami się otuliwszy, wsiedli do fiakra.
Faryngea powiedział stangretowi, aby jechał do domu pani Sainte-Colombe.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Eugène Sue i tłumacza: anonimowy.