Żywa harfa Polski. Pamięci Maryi Konopnickiej

<<< Dane tekstu >>>
Autor Artur Oppman
Tytuł Żywa harfa Polski
Podtytuł Pamięci Maryi Konopnickiej
Pochodzenie Pieśni o sławie
Data wydania 1917
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk Zakłady Graficzne B. Wierzbicki i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


ŻYWA HARFA POLSKI.
PAMIĘCI MARYI KONOPNICKIEJ.

I łzy i kwiaty upadły na trumnę...
Na pożegnanie jeszcze pieśń załkała...
A tam na bory, na dąbrowy szumne
Pod zmrok wieczorny idzie postać biała,
Cicha, ku gwiazdom oczy zwracająca,
I w struny duszy, jakby w harfę trąca.

Zajękła żalem dusza siedmiostrunna,
Że już Ojczyźnie dzwoni raz ostatni,
Jak pacierz słodka, jako miecz piorunna,
A tak krzepiąca, nito uścisk bratni,
Dusza-pieśniarka, co zamknęła w sobie
Polskę, żyjącą na ziemi — i w grobie.

Duszo śpiewacza! Na te senne łany
Idziesz w jesiennem słońcu zachodzącem,
Liść z drzew się sypie krwawy, pozłacany,
A niebo w dali srebrzy się miesiącem
I ziemia w blaskach słońca i księżyca
Jest, jak królewna z bajki, cud-dziewica.


Jest, jak królewna zaklęta na smutki,
Na łzy bezcenne i tęsknotę świętą,
A na jej łąkach modre niezabudki
Szepcą: «Pamiętaj!» i kwiatów memento
W tobie na pieśń się wyświęca i leci,
Jak złota gwiazda ducha — skroś stuleci.

Cicho liść pada pozłacany, krwawy,
Pod stopy twemi kobiercem się ściele,
A oto drogą nieśmiertelnej sławy
Odchodzisz, pieśni świetlany aniele,
Patrząc za siebie, jakby tęskniąc za czem,
Ty słyszysz: Polska żegna ciebie płaczem...

Żegna cię płaczem Polska, ziemia twoja,
Pod tem jesiennem, zadumanem niebem.
Ona czar piła z twojej pieśni zdroja
I ducha twego żywiła się chlebem,
I długiem echem od brzega do brzega,
Jak dzwon nieszporny, pieśń się twa rozlega.

Wszystko, coś z piersi wydobyła swojéj,
Wszystko, co miałaś zaklęte w swem łonie,
Wszystko, co budzi, co woła, co koi,
Co gra i dźwięczy, porywa i płonie,
Wszystko to teraz w zmrok październikowy
W krąg twej bolesnej polatuje głowy.


I jakby żywa harfa, pełna dźwięku,
Jak harfa, która duszą jest tej ziemi,
W strony zaświata odchodzisz bez lęku,
Ale ze smutkiem, ale z łzy srebrnemi,
Żałosna krwawem przed drogą żegnaniem
Z tem, co ci było największem kochaniem.

Szumiące lasy, w mgle wieczornej pola,
Przydrożne wierzby i śródpolne grusze,
I ta nędzarzy twarda, szara dola,
I te gorące proste ludu dusze,
Pod starym krzyżem modlitwa bez świadków
I dzieci chłopskie z oczami z bławatków —

Wszystko to, wszystko kochałaś tak wiernie
I wszystko ciebie żegna, gdy odlatasz,
A ty łzy, kwiaty, promienie i ciernie
W jeden pamiątek święty wieniec splatasz,
I idziesz z świata męczeńskich padołów
Wzwyż — anioł ziemi do niebios aniołów...







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Artur Oppman.