Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX/Jan Działyński

<<< Dane tekstu >>>
Autor Wawrzyniec Benzelstjerna-Engeström
Tytuł Jan Działyński
Pochodzenie Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX
Wydawca Marya Chełmońska
Data wydania 1901
Drukarz P. Laskauer i W. Babicki
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom pierwszy
Pobierz jako: Pobierz Cały tom pierwszy jako ePub Pobierz Cały tom pierwszy jako PDF Pobierz Cały tom pierwszy jako MOBI
Indeks stron
Jan Działyński.
* 1829 † 1880.
separator poziomy
W

Wskutek pogromu politycznego, jakim w końcu ośmnastego wieku rozstrzygnęły się losy Polski, wiek dziewiętnasty był brzemienną w następstwa epoką przejścia i zasadniczych przeobrażeń we wszystkich niemal warstwach społeczeństwa polskiego.

Album p0373b - Jan Działyński.jpg

Jan Działyński, syn Tytusa, urodzony w Kórniku, wychowany pod okiem rodziców i pod wpływem rodzinnego otoczenia, od lat dziecięcych rozwijał ducha w tradycyjnym kierunku prawd i zasad najświętszych, do przyszłego się sposobiąc żywota, a zrozumiał i ukochał już od kolebki niemal wszystko, co święte i drogie dla uczciwego człowieka: dom i ołtarz rodzinny, rodzinną ziemię, pracę uczciwą i tę cześć gniazdową, która mu była do ostatniej chwili kapłaństwem ducha i namaszczeniem żywota.
Pod kierunkiem światłego profesora Rymarkiewicza uczęszczał do gimnazyum św. Maryi Magdaleny w Poznaniu, w którem, jako pilny i niepospolitych zdolności uczeń, przodował rówieśnikom swoim. Kochany i szanowany od kolegów był im rzeczywiście bratem serdecznym, ducha i serce im swoje oddając. Niedorostkiem prawie już na ławach gimnazjalnych wstępował w ślady rodzica i poczuwał się do obowiązku braterskiej ofiary i poświęcenia. Z całą serdecznością i poczuciem delikatności koleżeńskiej wspierał niezamożnych towarzyszy i nawet założył i uorganizował w gronie koleżeńskiem «Towarzystwo bratniej pomocy uczniów gimnazyalnych,» które przez ojca popierane i ręką jego kierowane, stało się dobrodziejstwem społecznem i zapowiedzią przyszłego kierunku pracy i myśli żywotnej Jana.
Zamiłowany w naukach oddawał się im z zapałem, a przejęty przykładem ojca, zawczasu rozumiał i dzielił całem sercem kierunek pracy jego duchowej, światła dla siebie, światła dla społeczeństwa i dla kraju swojego szukając.
Po ukończeniu nauk gimnazyalnych i złożeniu świetnego egzaminu dojrzałości studyował nauki wyższe przez lat kilka na uniwersytecie berlińskim, poświęcając się prawu, naukom przyrodniczym i matematyce. Po kilku latach przeniósł się do Paryża, gdzie z podwójnym zapałem oddawał się już wyłącznie naukom matematycznym, balistyce i inżynieryi, w której okazywał zdolności niepospolite.
W roku 1856 zaślubiwszy księżniczkę łzę Czartoryską, córkę księcia Adama, powrócił do kraju, do służby i pracy obywatelskiej, oświatą i dobrobytem ludu, a także pracą naukową wyłącznie zajęty. Zjednał sobie niebawem i schwycił za serce całe społeczeństwo wielkopolskie, gorącem i prawem sercem, powagą słowa i czynu zwracając na siebie uwagę powszechną. Wkrótce przeniósł się na stałe mieszkanie do Paryża. Tutaj widzimy Jana Działyńskiego w najdonioślejszej epoce samoistnej pracy duchowej; na każdem stanowisku umiał on stosownie i pożytecznie zaznaczyć odpowiedni zakres działania.
Działyński nie należał do żadnego stronnictwa, krom czci dla ojców; arystokratycznej urodzenia nie hołdował idei, przyjmując li tylko spuściznę prastarej cnoty i dobrze zrozumianych obowiązków rodowych, do obecnej epoki zastosowanych. W zasadach i przekonaniach swoich był liberalny, ale nie na modłę dzisiejszej abstrakcyi nowoczesnych teoretyków; był liberalnym prawdziwie, w rzeczywistości, w duchu chrześciańskim i polskim.
Po nad wszystkie stronnictwa górując, a potępiając waśnie i namiętności chwilowe, w każdym uznawał brata, braterskie serce mu otwierając bezstronnie i z pobłażaniem. To też pobyt w Paryżu staje się najpiękniejszą kartą jego żywota. Skupiwszy około siebie ludzi myślących i wykształconych, wytknął sobie od razu pole działania, które też było epoką najpożyteczniejszej, a najwięcej natężonej jego czynności. Zaraz na wstępie zwrócił uwagę na założone tam «Towarzystwo pomocy naukowej,» któremu przewodniczył podówczas Aleksander Chodźko.
Zadaniem Towarzystwa było nietylko wspieranie uczącej się młodzieży, lecz i pielęgnowanie nauk i umiejętności. Działyński do tego Towarzystwa przystąpił niebawem, a stanąwszy poraz pierwszy w gronie rodaków i wyraziwszy uznanie swoje dla podjętej pracy, odezwał się z uczuciem do przedstawicieli tej instytucyi: «Działanie Towarzystwa naukowej pomocy i szeroka jego organizacya bardzo mi się podobają. Każdy służy narodowi tem, co mu Pan Bóg dał. Mnie dał dobre chęci i majątek. Chcę niemi służyć wspólnie z wami pracując. Bierzcie jedno i drugie, jeżeli uważacie, że pożyteczne będą dla Towarzystwa.» Z wdzięcznością przyjęto ofiarę, Wkrótce po złożeniu urzędu przez Chodźkę Działyński został prezesem Towarzystwa, które pod jego kierunkiem i opieką rozwinęło się świetnie. Działalność Towarzystwa coraz szersze i poważniejsze przybierała rozmiary, rozbudziła życie umysłowe, dając mu uorganizowany, pożyteczny i światły kierunek. Zaprowadzono naukowe odczyty i publiczne zgromadzenia literackie, podnosząc wszystkie działy umiejętności ścisłej, literatury i sztuki pięknej, Pod natchnieniem takiego inicyatora wywiązała się w dalszym ciągu stała «Komisya matematyczna,» która zorganizowana oddzielnie, przybrała nazwę: «Towarzystwa nauk ścisłych,» Towarzystwo to nadspodziewanie się rozwinęło i przybrało wkrótce znaczenie pierwszorzędnej instytucyi naukowej, zapisanej w historyi oświaty polskiej wiekopomną zasługą.
Wspaniały rozwój tego Towarzystwa, jego tak liczne i tak bogate wydawnictwa, są wyłaczną Działyńskiego zasługą. Ludzi pracy, światłych i zdolnych talentów nie zabrakło pomiędzy polakami w Paryżu, ale praca naukowa bez zachęty i bez pomocy w walce życia o chleb powszedni jest niemożliwa. Zrozumiał to Działyński, a podejmując swoje zadanie, umiał wyszukać i zgromadzić ludzi kompetentnych, umiał zachęcić ich do pracy, ofiarując im nietylko sowite honorarya, ale zapewniając nakłady dla prac podjętych.
W ojczyźnie Kopernika i Śniadeckich nauki ścisłe w ostatnich czasach podupadły; prace poważne naukowe nie znajdują nigdzie nakładców chętnych, ponieważ nie zapewniają im zbytu odpowiedniego. W innych krajach jest to zadaniem rządów i akademii umiejętności. U nas w chwili upadku Działyński ofiarą serca i mienia podjął się tego apostolstwa czci i oświaty narodu.
Owoce tego poświęcenia się sprawie publicznej zadziwiającemi poszczycić się mogą rezultatami. Naród polski dzięki staraniom i ofiarności Działyńskiego w kierunku nauk ścisłych ogromny krok uczynił naprzód, zbliżając się w tym względzie do bogatych narodów. Nie możemy tutaj w zakreślonych nam ramach tego wspomnienia historycznego wypisywać encyklopedycznie całego katalogu zasłużonych autorów i dzieł obszernych, jakiemi wzbogaciła się w ten sposób literatura polska nauk ścisłych, zaznaczamy tylko, że oprócz kilkunastu obszernych tomów peryodycznie wydawanego «Pamiętnika Towarzystwa nauk ścisłych» publikacye tego Towarzystwa przedstawiają nam cały szereg kilkudziesięciu obszernych dzieł naukowych we wspaniałych i bardzo kosztownych edycyach, które równając się z pierwszorzędnemi wydawnictwami zagranicznemi, cześć nauce i imieniu polskiemu przynoszą. Po za tem we wszystkich kierunkach pożytecznej pracy humanitarnej i naukowej, na polu oświaty ludowej, literatury pięknej, uorganizowanej opieki nad starcami i sierotami, a w całym ustroju towarzyskim ówczesnego społeczeństwa, wpływ Działyńskiego i dostojnej jego małżonki Izy z Czartoryskich był rzeczywiście gwiazdą przewodnią, duchową podporą i świetlanym kierunkiem uorganizowanego życia i pracy polskiej w Paryżu, którego punktem centralnym był hotel Lambert.
Takim bogatym plonem rzeczywistej zasługi zapisaną jest karta życia tego męża w złotej księdze pamięci i uznania narodowego.
Ale zasługi pracy i poświęcenia w Paryżu nie wyczerpują jeszcze błogosławionej działalności tego myśliciela polaka, który życie i mienie składał na usługi społeczeństwa, ukochanego przez siebie. Zdanie zgasłego ojca świętą mu było spuścizną, a rzeczywista macierz jego duchowa, narodowa biblioteka Kórnicka, była dalszym celem żywota. To też wydawnictwa wiekopomne biblioteki Działyńskiego nie ustawały; jedne po drugich w dalszym ciągu pojawiały się księgi monumentalne pod kierunkiem d-ra Zygmunta Celichowskiego, przy współudziale Ignacego Zakrzewskiego i wielu innych, bogacąc nawet po śmierci jego jeszcze historyczną skarbnicę polską dziejów naszych ojczystych. Tak w Paryżu, jak i w Kórniku wydawano tysiące i wszystkie niemal dochody szły na ofiarę sprawy publicznej, po za którą dopiero wielkiem sercem i duszą podniosłą wiedziony mecenas i dobroczyńca społeczeństwa polskiego skromną zaledwie ich dziesięciną opatrywał potrzeby własne, zaoszczędzanym chlebem z ubogą bracią dzieląc się w imię Boże. W roku 1869 powraca Działyński do ziemi swojej rodzinnej, zajmuje w społeczeństwie stanowisko czynne, we wszystkich niemal kierunkach pracą i ofiarnością przodując jasnym przykładem.
Wszystkie instytucye nasze obywatelskie zawdzięczają mu silne poparcie i zapisują z wdzięcznością w kronikach swoich zaszczytne Działyńskiego wspomnienie. Jak dawniej z Paryża o Poznaniu, tak obecnie z ziemi swojej rodzinnej o wytworzonym przez siebie na obczyźnie kierunku pamiętał, dwoistą zawsze pracą, nakładem i poświęceniem myśli i czyny swe rozwijając. Paryż rokrocznie prawie odwiedzał, zagrzewając do pracy stęsknionych.
Po za rozwojem ducha naukowego, po za zadaniami «Towarzystwa nauk ścisłych» i organicznej pracy rodaków swych na obczyźnie, po za dziedziczną pracą wydawnictw biblioteki Kórnickiej, jednym z najwspanialszych pomników jego żywota jest myśl przewodnia opieki nad włościanami, którą sercem prawdziwego myśliciela polskiego we wszystkich kierunkach moralnych i materyalnych rozwijał. Pomnikowem dziełem jego jest założenie banku włościańskiego w Poznaniu celem popierania uczciwym kredytem mniejszej własności ziemskiej i osłonienia jej przed rozpanoszoną podówczas lichwą żydowską. Myśl założenia takiej instytucyi kredytowej istniała już oddawna, ale dla braku kapitału przyjść do skutku nie mogła. Podjął ją dopiero szlachetny dziedzic Kórnika, składając na ten cel poważną ofiarę: 80,000 talarów, a gdy ta niedostateczną jeszcze się okazała, do 140,000 ją podnosząc. To też śmiało zaznaczyć możemy, że jeżeli oświata i dobrobyt ludu wielkopolskiego, jego samowiedza, poczucie godności osobistej i narodowej innym dzielnicom dzisiaj przoduje, zawdzięczamy to w przeważnej części ofiarności i poświęceniu Działyńskiego, który nie słowem, lecz czynem służył sprawie publicznej

I w Imię Boże stał u wyłomu
W rodzinnej ziemi i rodzinnym domu.

Wśród pracy niezmordowanej dla wielkiej idei, której życie poświęcił, z nadwątlonem zdrowiem, ale duchem niezachwianym stał on na stanowisku pod dziedziczną bander czci i sławy rodowej; umarł nagle padając na posterunku w podwojach narodowej biblioteki Kórnickiej w chwili, gdy w przedsionku zamkowym jałmużnę rozdawał ubogim.
Przedsionek ten zamku Kórnickiego, nazwany przez hr. Tytusa «Babińcem,» przeznaczony był na przyjęcie ubogich, którzy po pomoc, radę i dobre słowo garnęli się tu gromadnie. Była to rzeczywista przystań ubogich i nieszczęśliwych, nad którymi czuwało serce ojca i syna z kolei, a gospodarzył w niej duch anioła opiekuńczego w osobie matki Jana, hr, Celestyny Działyńskiej, której wspomnienie legendową w społeczeństwie naszem pozostanie pamiątką, modlitwą ubogich i nieszczęśliwych opromienioną.
Dnia 31 marca 1880 roku, wchodząc do tego «Babińca,» w którym oczekiwali nań okoliczni włościanie, rady i nauki potrzebujący, i całe grono ubogich i chorych. łaknących pociechy i zapomogi; witając ich serdecznie imieniem Chrystusowem, z groszem jałmużny w ręku dla żebraka przygotowanym, upadł na ziemię, rażony atakiem paralitycznym: Odniesiono go do zamku, zwołano lekarzy, ale ani pomoc medyków, ani troskliwe pielęgnowanie matki i żony nie mogły mu zachować życia: zgasł na gnieździe rodzinnem ostatni z rodu Działyńskich.
Prastarym obyczajem łamano nad grobem rodzinnym pierścień, miecz i tarczę rodową, ale duch jego żyje nieśmiertelnem wspomnieniem we czci i sławie ojczystej!

Benzelstjerna Engeström.



Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1 s242.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wawrzyniec Benzelstjerna-Engeström.