Anna Karenina (Tołstoj, 1898)/Część czwarta/X

<<< Dane tekstu >>>
Autor Lew Tołstoj
Tytuł Anna Karenina
Wydawca Spółka Wydawnicza Polska
Data wyd. 1898-1900
Druk Drukarnia »Czasu« Fr. Kluczyckiego i Spółki
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz J. Wołowski
Tytuł orygin. Анна Каренина
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


X.

Piescow lubiał doprowadzić każdą rozmowę do końca, nie chciał więc poprzestać na żarcie Siergieja Iwanowicza, tem bardziej, iż widział, że sam nie miał przedtem słuszności.
— Nigdy nie miałem na myśli — odezwał się, jedząc zupę i zwracając się do Aleksieja Aleksandrowicza — tylko samej gęstości zaludnienia, lecz tę ostatnią w połączeniu z działaniem, a nie z zasadami tylko.
— Zdaje mi się — odparł powoli i obojętnie Aleksiej Aleksandrowicz — że to jest jedno i to samo. Mojem zdaniem ten tylko naród może wywierać wpływ na jakikolwiek inny, który jest bardziej rozwiniętym, który...
— Ale na tem też i polega rzecz cała — przerwał basem Piescow, który zawsze mówił spiesząc się i który, zdawało się, gotów był dać głowę za to co mówi — co należy rozumieć pod wyższym rozwojem? Anglicy, Francuzi, Niemcy, kto z nich stoi na niższym stopniu rozwoju? kto będzie unaradawiał innych? Widzimy, że Ren sfrancuział, a Niemcy nie stoją niżej! — wołał. — Tu rządzi inne prawo!
— Zdaje mi się, że przewaga jest zawsze po stronie prawdziwej oświaty — rzekł Aleksiej Aleksandrowicz, podnosząc z lekka brwi.
— Ale co mamy uznawać jako prawdziwą oświatę? — zapytał Piescow.
— Sądzę, że jej cechy są znane powszechnie — odparł Aleksiej Aleksandrowicz.
— Czyż doprawdy powszechnie są znane? — wtrącił się do rozmowy Siergiej Iwanowicz, uśmiechając się sprytnie — obecnie twierdzą, że tylko klasycyzm kształci naprawdę człowieka, patrzymy jednak na zaciętą walkę, toczoną przez zwolenników i przeciwników klasycyzmu, a w żaden sposób nie da się zaprzeczyć, że i przeciwnicy klasycyzmu przytaczają dowody, które mówią bezwarunkowo na ich korzyść.
— Pan, klasyk, Siergieju Iwanowiczu?... może nalać panu czerwonego? — rzekł Stepan Arkadjewicz.
— Ja nie wypowiadam swych zapatrywań co do jednego lub drugiego rodzaju wykształcenia — rzekł Siergiej Iwanowicz, uśmiechając się do Stepana Arkadjewicza z pobłażaniem, jak do dziecka, i podstawiając mu swą szklankę — powiadam tylko, że obie strony przytaczają przekonywujące argumenty — mówił dalej do Aleksieja Aleksandrowicza. — Odebrałem klasyczne wykształcenie, lecz w tym sporze nie mogę znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca, nie widzę jednak szczególnych powodów, dla których kierunkowi klasycznemu dano pierwszeństwo przed realnym.
— Nauki przyrodnicze wywierają również ogromny pedagogiczny wpływ na rozwój umysłu — podchwycił Piescow. — Weźcie, panowie, choćby tylko astronomię, botanikę, zoologię z jej systematem praw ogólnych!
— Nie mogę zupełnie zgodzić się z panem — odrzekł Aleksiej Aleksandrowicz — zdaje mi się, że nie można nie uznać tego, iż sam proces studyowania form językowych działa bardzo dodatnio na rozwój umysłowy; prócz tego nie ulega wątpliwości, że wpływ klasycznych pisarzy działa nadzwyczaj umoralniająco, niestety zaś z wykładem nauk przyrodniczych łączą się te szkodliwe i kłamliwe teorye, które są wrzodami naszych czasów.
Siergiej Iwanowicz chciał coś powiedzieć, lecz Piescow przerwał mu swym grubym basem i zaczął gorąco dowodzić niesłuszności poglądu Aleksieja Aleksandrowicza. Siergiej Iwanowicz czekał spokojnie zanim mu dadzą dojść do słowa i widocznem było, że miał już przygotowany przekonywujący argument.
— Nie można jednak — odezwał się wreszcie z uśmiechem, zwracając się do Karenina — niezgodzić się na to, że ścisłe rozważenie wszelkich za i przeciw i jednych i drugich nauk jest trudne, i że kwestya, którym z nich należy oddać pierwszeństwo, nie byłaby rozstrzygniętą tak prędko i tak stanowczo, gdyby po stronie wykształcenia klasycznego nie było tej przewagi, którą pan przed chwilą wykazał: umysłowego czyli — disons le mot — antinihilistycznego wpływu.
— Bez wątpienia.
— Gdyby po stronie nauk klasycznych nie było tej przewagi antinihilistycznego wpływu, tobyśmy się byli zapewne trochę więcej namyślili przed zastosowaniem ich, i z większą uwagą rozejrzelibyśmy się w argumentach obydwóch stron — mówił Siergiej Iwanowicz, uśmiechając się — wypróbowalibyśmy i jeden i drugi kierunek. Obecnie zaś wiemy, że w tych pigułkach klasycznego wykształcenia znajduje się leczniczy środek na antinihilizm i środek ten odważnie aplikujemy naszym pacyentom... Ale jeśli w tych pigułkach niema leczniczych własności? — zakończył Siergiej Iwanowicz, wysypując sól attycką.
Gdy Iwanowicz zaczął mówić o pigułkach, wszyscy roześmiali się, szczególniej zaś Turowcyn, który śmiał się głośno i wesoło, gdyż doczekał się nareszcie czegoś śmiesznego, na co oczekiwał ciągle, przysłuchując się rozmowie.
Stepan Arkadjewicz nie omylił się, zapraszając Piescowa, gdyż rozmowa w jego obecności, nie mogła nigdy zamilknąć na dłużej. W chwili, gdy Siergiej Iwanowicz zakończył rozmowę swym żartem, Piescow podniósł natychmiast nowy temat.
— Nie można nawet zgodzić się z tem — rzekł — aby rząd miał taki cel przed sobą. Widocznie rząd stara się tylko zadowolnić ogólne potrzeby, pozostając najzupełniej obojętnym na skutki, jakie mogą pociągnąć za sobą zastosowywane środki. Naprzykład kwestya wykształcenia kobiet powinnaby być uważaną za szkodliwą, a jednak rząd otwiera żeńskie kursy i uniwersytety dla kobiet.
I rozmowa ogólna przeszła natychmiast na nowy temat, na wykształcenie kobiet.
Aleksiej Aleksandrowicz rzekł, że kwestya wykształcenia kobiet bywa zwykle uważaną za jedno z kwestya emancypacyi kobiet i tylko z tego powodu może być uznawaną za szkodliwą.
— A mnie się właśnie zdaje, że obie te kwestye są z sobą nierozerwalnie związane — rzekł Piescow — jest to błędne koło; kobieta pozbawioną jest praw z powodu braku wykształcenia, a brak wykształcenia wynika z pozbawienia jej praw... nie należy również zapominać i o tem, że poniżenie kobiet istnieje już od bardzo dawnych czasów i wzrosło do takich rozmiarów, że my sami nie chcemy często widzieć tej przepaści, jaka dzieli nas od nich — dowodził z zapałem.
— Powiedział pan: prawa, prawa na zajmowanie stanowiska sędziów przysięgłych, wyborców, prezesów, urzędników, członków parlamentu...
— Bezwątpienia...
— Nawet w tym wypadku, gdy kobiety jako rzadkie wyjątki, mogą piastować te godności, to, jak mi się zdaje, użył pan niewłaściwie wyrażenia „prawa.“ Stosowniej byłoby powiedzieć: obowiązki. Każdy zgodzi się, że my mężczyźni, zajmując urząd sędziego przysięgłego, wyborcy, urzędnika telegrafu, wiemy, że spełniamy pewien obowiązek. I dlatego byłoby daleko właściwiej wyrazić się, że kobiety dobijają się o pełnienie obowiązków, a że mają do tego najzupełniejsze prawo, należy tylko współczuć ich pragnieniu, zasadzajacemu się na chęci dopomożenia nam mężczyznom w powszechnej pracy.
— I zapewne będą najzupełniej zdolne — wstawił Stepan Arkadjewicz — gdy będą otrzymywały odpowiednie wykształcenie. Widzimy to...
— A przysłowie? — rzekł książę, który oddawna już przysłuchiwał się rozmowie i spoglądał z ironicznym uśmiechem na rozmawiających — przy córkach można: włosy długie...
— To samo myślano o murzynach, zanim zniesiono niewolnictwo! — odezwał się gniewnie Piescow.
— Mnie to tylko dziwi, że kobiety poszukują ciągle nowych dróg dla swej działalności, gdy jednocześnie widzimy na nieszczęście, że mężczyźni zaniedbują swoje zwykle.
— Obowiązki bywają zwykle połączone z pewnymi przywilejami: władzą, wynagrodzeniem pieniężnem, zaszczytami; tego właśnie pragną kobiety — rzekł Piescow.
— To tak samo, jak ja bym pragnął mieć prawo pełnić obowiązki mamki i obrażał się, że kobietom płacą za to, a mnie nie — zauważył stary książę.
Turowcyn wybuchnął głośnym śmiechem, a Siergiej Iwanowicz żałował, że to nie jemu udało się powiedzieć; nawet Aleksiej Aleksandrowicz uśmiechnął się.
— Przypuśćmy, lecz mężczyzna nie może karmić — rzekł Piescow — tylko kobieta.
— Przecież Anglik na okręcie wykarmił swoje dziecko — rzekł stary książę, pozwalając sobie w obecności córek na trochę pieprzny żart.
— Ilu jest takich Anglików, tyleż i kobiet będzie urzędnikami — rzekł Siergiej Iwanowicz.
— Dobrze, ale cóż ma robić dziewczyna nie mająca rodziny? — ujął się Stepan Arkadjewicz, przypominając sobie Czybisową, o której ciągle myślał, współczując z Piescowem i stając po jego stronie.
— Gdy dobrze zbadamy historyę takiej dziewczyny, to przekonamy się, iż dziewczyna ta rzuciła rodzinę swoją lub swej siostry, gdzieby mogła znaleźć odpowiednie dla siebie zajęcie — rzekła Darja Aleksandrowna z rozdrażnieniem, wtrącając się niespodzianie do rozmowy. Dolly domyśliła się zapewne, jaką dziewczynę Stepan Arkadjewicz ma na myśli.
— Lecz nam idzie o zasadę, o ideę! — dźwięcznym basem dowodził Piescow — kobieta chce mieć prawo do niezależności i wykształcenia, i czuje się skrępowaną i uciemiężoną, ponieważ wie, że to jest niemożebnem.
— A ja czuję się skrępowanym i uciemiężonym, gdyż, nie przyjmą mnie na mamkę do domu podrzutków — zauważył stary książę ku wielkiej radości Turowcyna, który ze śmiechem upuścił szparag w sos.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Lew Tołstoj i tłumacza: J. Wołowski.