Człowiek z blizną (Buffalo Bill)/4

<<< Dane tekstu >>>
Autor nieznany
Tytuł Człowiek z blizną
Wydawca Wydawnictwo „Republika”, Sp. z o.o.
Data wydania 24.8.1939
Druk drukarnia własna, Łódź
Miejsce wyd. Łódź
Tłumacz nieznany
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


Ike Browder pokazuje zęby

Ike Browder i jego ludzie znali doskonale wszystkie drogi i ścieżki w Czarnych Górach i nie obawiali się podróży w nocy. Po opuszczeniu rancha Thorna bandyci posuwali się wraz ze swą branką wśród zupełnego milczenia.
Ike, który posuwał się przodem, trzymał w ręku uzdę konia, do którego przywiązana była dziewczyna. Sadie miała ręce związane z tyłu i choć jeździła doskonale konno, podróż w tych warunkach męczyła ją bardzo. Ale dzielna dziewczyna nie skarżyła się. Nie chciała błagać bandytów o litość.
Bandyci przebyli tylko mały odcinek drogi i niebawem skręcili w boczne ścieżki i przejścia wśród gór. Oddział posuwał się bardzo powoli, gdyż droga była nad wyraz ciężka i długa, tak że należało oszczędzać konie. Droga wiodła wzdłuż łańcuchów górskich, dolin i wąwozów, obramowanych stromymi ścianami skalnymi.
Noc była jasna i gwiezdna, a niebawem ukazał się na niebie również księżyc. Gdy tylko bandyci spostrzegli wyłaniający się zza horyzontu księżyc, poczęli szeptać między sobą i dawać sobie jakieś znaki.
— Patrz! — rzekł nieswoim głosem Red Jim, zwracając się do Ike Browdera.
— Patrzę, no i co? — zapytał Ike.
— Spójrz na księżyc, Ike! Wydaje mi się, że nie będziemy mieli tej nocy szczęścia...
Księżyc otoczony był t. zw. „lisim ogonem“ i fakt ten napawał bandytów zabobonnym przerażeniem. Byli oni straszliwie przesądni i choć życie ich składało się z samych niemal przestępstw, choć wszyscy byli odważni i nie obawiali się grożącej im wciąż szubienicy, to jednak odczuwali paniczny strach przed rozmaitymi „złymi znakami“, które rzekomo przynosiły nieszczęście.
Browder był mniej zabobonny od swych towarzyszy. Z niepokojem zauważył, że w miarę jak księżyc coraz wyżej wstępuje na niebo, bandyci stają się coraz bardziej niespokojni. Gdy oddział znajdował się nad brzegiem wartkiego potoku, który spływał do Red Gulch, Browder kazał wszystkim zatrzymać się. Tu należało rozbić obóz.
Bandyci zeskoczyli z koni i niebawem na ziemi zapłonęło małe ognisko. Jeden z bandytów pilnował nieustannie dziewczyny, a reszta zajęła się przyrządzaniem wieczerzy. Bowder podsunął Sadie kęs mięsa, ale dziewczyna nie chciała jeść.
Członkowie bandy wciąż rozmawiali szeptem między sobą, kryjąc się z tym najwidoczniej przed Bowderem, który patrzył na nich spodełba i bardzo groźnie. Wreszcie Ike zniecierpliwił się. Podszedł do Red Jima i trzech innych bandytów, którzy trzymali się nieco na uboczu, gadając bez przerwy, i rzekł cicho, ale groźnie:
— Co tam znów planujecie, dranie? Gadać natychmiast!...
— Chcemy dać spokój temu wszystkiemu — rzekł twardo Jim. — Nie podoba się nam ta cała sprawa.
— Nie udawajcie wariatów, chłopcy... — rzekł Ike, tym razem nieco łagodniej. — Wszystko jest już przecież skończone i cała nasza praca będzie teraz polegała na tym, że każdy z nas zainkasuje swoją część pieniędzy. Będzie tego dwadzieścia tysięcy...
— A czy pytałeś szefa o pieniądze? — zapytał Jim. — Czy rozmawiałeś z nim w ogóle na ten temat...
— Oczywiście, że nie...
— A trzeba było z nim pogadać!
— Dlaczego? O co ci chodzi Jim?
Widziałeś księżyc? To wróży nieszczęście!... Powiadam ci jeszcze raz, że uczynimy najlepiej, jeśli zostawimy to wszystko w spokoju, dopóki jeszcze żyjemy...
— Co ty wygadujesz, Jim! — rzekł Ike. — Gadasz, jak stara baba.
— Nie lubię takiej roboty i to wszystko. Nie podoba mi się ta sprawa z porwaniem od samego początku. Jestem pewny, że nie zobaczymy ani złamanego centa.

(W tym miejscu brakuje tekstu ze stron 7-10 tego czasopisma).

okazało się, że się mylę. Gdybym cię nie potrzebował, wpakowałbym ci kulę w łeb, psie!
Frayne położył rękę na rewolwerze, ale Ike roześmiał się tylko na tę groźbę. Obawiał się Buffalo Billa, ale znał dobrze swego szefa i wiedział, że Frayne w gruncie rzeczy jest nikczemnym tchórzem.
— Jaka szkoda, że mnie potrzebujesz... — rzekł z ironią.
Frayne zagryzł wargi, ale pohamował gniew. Przysiągł sobie w tej chwili, że zemści się na Bowderze za zniewagę.
— Mamy jedną pociechę — rzekł po chwili spokojnym już tonem. — Buffalo Bill nie ma pojęcia ilu nas jest i nie odważy się na bezpośredni atak. Zresztą nie zna on drogi do naszej kryjówki.
Frayne pomylił się tym razem. Gdyby znał lepiej Buffalo Billa, wiedziałby zapewne, że Cody jest największym i najprzenikliwszym wywiadowcą na całej Granicy i że odkrycie jaskini nie sprawiło mu większych trudności.
W chwili, gdy Frayne wygłaszał swe zdanie o Codym, ten znał już doskonale drogę do jaskini i położenie kryjówki bandytów, a ponadto zdawał sobie sprawę z sił złoczyńców.
Ponieważ przeliczył konie, znajdujące się w „corralu“, mógł ocenić, ilu bandytów znajduje się w kryjówce. Naliczył piętnaście koni, z których tylko kilka nosiło na sobie ślady długiej i męczącej podróży.
Wywiadowca ocenił, że liczba bandytów waha się od siedmiu do dziewięciu i nie mylił się.
W chwili gdy Ike Browder i jego szef prowadził rozmowę na temat Buffalo Billa, wywiadowca i Ned zakradali się do mostu, wiszącego nad przepaścią. Gdy obaj znajdowali się obok mostu, ujrzeli Fraynea i Bowdera, którzy znajdowali się po przeciwległej stronie przepaści.
Bandyci znajdowali się w zasięgu strzałów wywiadowcy i jego towarzysza, ale gdy Ned zamierzał dać ognia, Buffalo Bill powstrzymał go. Wywiadowca obawiał się, że nieopatrzny strzał może zniweczyć cały plan. Należało czekać cierpliwie na rozwój wypadków. Strzał zaalarmowałby innych bandytów i przedostanie się do jaskini byłoby niemożliwością.
Buffalo Bill postanowił przeprowadzić pewien zuchwały plan, który pozwoliłby mu zaskoczyć przeciwnika. Plan Buffalo Billa wymagał niezwykłej odwagi, zimnej krwi i przytomności umysłu.
Nie było czasu na wyjaśnienia, więc Cody rzekł tylko szeptem do Neda Harwooda:
— Przeprawię się przez most, aby sprawdzić, gdzie bandyci ukryli swą brankę. Będziesz tu na mnie czekał, Ned... Trzymaj się w ukryciu. Bandyci nie powinni cię w żaden sposób spostrzec. Nie strzelaj również w żadnym wypadku, chyba, że życie Sadie Thorn będzie w niebezpieczeństwie...
W chwilę później Buffalo Bill znajdował się na wiszącym moście. Posuwał się na czworakach pełzając ostrożnie, aby nie być zauważonym przez bandytów. Starał się posuwać bez najlżejszego szelestu, który mógłby zwrócić uwagę ludzi, znajdujących się w jaskini.
Przeprawa była bardzo trudna, ale Buffalo Bill nie na darmo był największym wywiadowcą Dzikiego Zachodu. Po kilku minutach znajdował się po przeciwległej stronie mostu. Odwrócił się i spojrzał w stronę Neda, ale młodzieniec był doskonale ukryty wśród skał i krzewów. Zresztą, była ciemna noc i z jaskini nic nie można było zobaczyć.
Niebo na wschodzie stawało się jakby nieco jaśniejsze, co świadczyło, że niebawem nastanie dzień. Był więc najwyższy czas, aby rozpocząć działanie.
Buffalo Bill wydobył z pochew dwa rewolwery i zbadał je starannie. Potem powstał z ziemi i bezszelestnie zbliżył się do wejścia do jaskini.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: anonimowy.