Czuj! stary pies szczeka (Potocki, 1915)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Wacław Potocki
Tytuł Czuj! Stary pies szczeka
Pochodzenie Moralia
Wydawca Akademia Umiejętności
w Krakowie
Data wyd. 1915
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na commons
Inne Cały tom I
Indeks stron
Czuj! stary pies szczeka.

Stary pies, gospodarzu, czuj o sobie! szczeka,
Dosypiasz li? Szkoda cię, ba zginienie czeka:
Podkopują złodzieje, zbójcy na przemiany
Do komór, domu twego rozbierają ściany.
Porwi się biały orle! Radź o sobie Lachu!
Cnotę wprzód, męstwo za nią postaw na szyldwachu.
Domowi, co rzecz gorsza, żeby cicho kradli,
Złodzieje i postronni zbójcy cię opadli.
Trudno ustrzedz domowych, snadniej ich odprawić;
Gwałtownikom odważnie żelazem się stawić.
Jużeś pozbył pieniędzy, stróżów pogotowiu,
Nie mając im czym płacić, przynamniej o zdrowiu

I o swej czuj wolności, którać była chlubą,
Pierwej, nim pierze z ciebie do końca oskubą.
Chłopskiej przed laty kradzież natury przywarą,
Dla tego im szubieńcę naznaczono karą,
Żeby wisząc drugich swym straszyli widokiem,
Jako źle do komory cudzej chodzić mrokiem;
Panowie urzędnicy dla dobrego mienia
Gorzej chłopów jęli się gryźć tego rzemienia,
Z pijawkami krwie, którą na ciężkie podatki
Kmiotek da, wysysając bezbożnie ostatki.
Chłop z głodu, ci na zbytki; chłop wisi za wołu,
Tym jeszcze kradzież płacą i grają do stołu,
Wynoszą ich, dziękując za chwalebne czyny,
Aż czart, choć nie kat, zepchnie do grobu z drabiny,
Skąd urwawszy, tysiąc lat wolałby tu kruki
Na szubieńoy, niż tam dzień paść piekielne suki.
Nie mają li przy sobie obwencyej spory,
Za psa urzędy, za psa największe honory.
Nie miele młynarz mąki ani żyta na kosz
Nasypie, póki miarki nie weźmie. O! jakoż
Nikt rzeczypospolitej usługi nie tyka,
Nikt województwa, póki miarki nie wytyka!
Kiedyć by jeszcze miarkę wprzód brali, niż zmielą,
Ale się na większą z niem połowicą dzielą.
Odpuśćcie, że i na was patrząc, jak przez spary,
Pies, ojcowie duchowni, musi szczekać stary.
Przeszło mu lat siedmdziesiąt, zjadł zęby, osiwiał,
Nie żeby się stanowi świętemu sprzeciwiał:
I wyście młynarzami! niech nikt nie potwarza:
Sami niosą mu ludzie, żeby kradł, młynarza.
A cóż wam po pieniądzach? co po wsiach tak siłu?

Nie tylko przed się; patrzcie, co się dzieje z tyłu:
Niszcząc ubogich ludzi: i szlachtę, i chłopy,
Wkrótce wam rzeka, wkrótce wyschną wam przykopy,
Że, coście miarką, weźnie to poganin worem,
Młyn spadnie. Tenże waszym ma być sukcesorem?
A bogdaj jeszcze nie ktoś gorszy na me zdanie
Strzeże na wasze zbiory, niżeli poganie.
Przecięż nie wszyscy świeccy, nie wszyscy duchowni,
Tak chciwym na pieniądze, o jakich rzecz, rowni.
Kopią się do komory i na to odważą,
Kiedy im drzwi zamknięto, oknem chłopi włażą:
Ze wsi od cep, od pługu, z miasta od warsztatu
Piszą szlachcie: mnie wielce mościwemu bratu,
I daleko ich więcej, niż przez sejmy, do tej
Wchodzi prerogatywy starej szlachty kwoty.
Kopie do tej komory leda miejski synek,
Któremu do baranów dobry był tuzinek.
Dziś sam wdzieje aksamit, a jego maczuga
Rysiami podszywaną jupę, koral sługa.
Szlachcic ubogi, że się przed niem nie dokupi,
I sam się baranami, i żonę ujupi.
I żydzi z kupcami tę kopią i ubożą
Komorę, kiedy srebrną monetę wywożą
Za granicę; stąd droższe we dwoje towary;
Gorsza, gdy nie donoszą gatunku i miary.
I wojskowa starszyna, cudzoziemcy zwłaszcza,
Do tej kopie komory: kapelusza, płaszcza
Więcej Niemiec nie miawszy, za rok się spanoszy:
Jednych wymorzy, drugich żołdatów rozpłoszy,
Bierze za nich pieniądze, i znowu w rekrudy
Włócząc po naszych wioskach, bierze ciało chudy;

Wyszedszy knechtem, wróci do Prus kawalerem,
Choć się z swym w pół, co wydarł, dzieli oberszterem.
Kopią też naszy właśni, gdy z tych impet biorę.
Na borg służąc, żołnierze ciągnieniem komorę.
Jakoż — pytam — w tak strasznym zniszczeniu ojczyzny
Mogą się upominać tacy gotowizny?
Jedną tylko od ordy rzeczą różni: że ci
Wołów, krów, koni, ludzi nie biorą od kmieci,
Lecz co tylko zastanie, mówić przyjdzie z żalem,
Zagrabi i chałupę zostawi szpitalem.
Czego zapomniał pierwszy, drugi i dziesiąty
Poprawi, że piec tylko w niej a cztery kąty.
Byłoćby jeszcze o czym psu staremu szczekać,
Ale podobno i z tym przyjdzie mu uciekać.
Jednak żeby młodszy w swej przykład brali straży,
Szczeknąć: kto tę komorę kopie, raz odważy.
Sądy niesprawiedliwe i krzywoprzysięgi,
Kiedy wszelakiej cnoty stargawszy popręgi,
Na Boga i na prawo obie oczy mrużą,
Same tylko respekty, same grzywny płużą:
Jeśli człowiek ubogi, chociaż w krzywdzie jawnej
Ma w sądzie sprawiedliwą, ale nie ma prawnej:
Nie masz li co z niego wziąć, nie ma sędziem brata,
Zepchną na koniec, abo wymażą do kata,
Że ratusza cały rok pilnując o głodzie,
Musi na poniewolnej z szkodą przestać zgodzie.
Nie pamiętają sędzie, od narodu że sie
Dla niesprawiedliwości królestwo przeniesie
Do inszego narodu wedle Salamona,
A zaś sprawiedliwością mocni się korona.
Wydawszy, którzy cicho i nie opowiednie.

Na tych, co gwałcą, szczeka pies, komorę we dnie,
Widząc. że się gospodarz domowym nie zbroni,
Że przed kim trzeba było kryć, dał klucze do niej,
Rozbierają ze wszech stron ściany źli sąsiedzi:
Sląsko i Prusy Niemcy, Inflanty mu Szwedzi,
Moskwa Kijów z Zadnieprzem krom zwady, krom bitwy
Wydarszy, jeszcze głębiej zamyśla do Litwy;
Turczyli wziąwszy do swego Wołochy sekwestru,
W Podolu się z tej strony rozpościera Dniestru.
Orda co rok zuchwale zagląda do Lwowa,
Niemiec na Spisz; ledwie nam zostanie połowa
Spustoszona. Nie ma się kędy orzeł lągnąć,
Nie ma po co gospodarz do komory siągnąć.
Z kiemkolwiek wchodzi w ligę, trzciną się podpiera,
Kiedy mu ściany każdy koligat rozbiera.
Tego złodziej i zbójca żaden nie uważa,
Że im też do komory śmierć węgły podważa,
Wybierając po drzewie, co dzień kopie do niej.
Kędy, skoro ostatnia godzina zadzwoni,
Już kat gotowy czeka; gdy czas minie krótki,
Każdy nagrodę swojej odniesie robótki.
Darmo szczeka stary pies, to będzie miał zyskiem,
Że mu się wręcz, abo też dostanie pociskiem.
Śpią wszyscy na obiedwie uszy, jako w lesie;
Nikt nie wyńdzie, nie wyjźry; pies szczeka, wiatr niesie.
Darmo skomlą szczenięta po sejmikach młodsze:
Spowszednie to i w uszu gospodarskich zwiotsze.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wacław Potocki.