<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucy Maud Montgomery
Tytuł Emilka ze Srebrnego Nowiu
Wydawca Księgarnia Popularna
Data wyd. 1936
Druk Drukarnia B-ci Wójcikiewicz
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Maria Rafałowicz-Radwanowa
Tytuł orygin. Emily of New Moon
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

17.
LISTY

„Drogi Ojcze,
och, mam ci do opowiedzenia taką nadzwyczajną historję! Stałam się bohaterką niezwykłej przygody. W zeszłym tygodniu poprosiła Ilza, żebym poszła do niej i spędziła z nią wieczór do późnej nocy, bo jej ojciec wyjechał i wróci ostatnim pociągiem, a ona nie boi się wprawdzie, ale będzie się czuła bardzo opuszczona i samotna. Zapytałam ciotkę Elżbietę, czy pozwoli. Nie śmiałam w to wierzyć, drogi Ojcze, bo ona nie pochwala wieczornych przechadzek, zwłaszcza gdy chodzi o małe dziewczynki, ale ku mojemu zdumieniu zgodziła się i to odrazu. Słyszałam potem, jak mówiła do ciotki Laury, że to wstyd tak pozostawiać po całych nocach to biedne dziecko samo. To brzydko ze strony doktora. A ciotka Laura powiedziała, że ten biedak jest postrzelony. Nie był taki, dopóki jego żona... w tem miejscu zaczęło to być naprawdę zajmujące, gdy wtem ciotka Elżbieta trąciła łokciem ciotkę Laurę, mówiąc, pst, pst, ściany mają uszy. Miała na myśli mnie, a nie ściany. Takbym chciała się dowiedzieć, dlaczego matka Ilzy umarła, albo co zrobiła innego. Rozmyślam nad tem często, idąc do łóżka. Ilza nie ma pojęcia, co to było. Razu pewnego zadała to pytanie swemu ojcu, a on odrzekł (głosem Stentora): nie mów mi nigdy więcej o tej kobiecie! I jeszcze coś mnie dręczy. Rozmyślam ciągle o tym nieszczęsnym Szymonie Lee, który zabił swego brata przy starej studni. Jak strasznie musiało mu być na duszy! I nie wiem, co to jest być postrzelonym.
Poszłam więc do Ilzy i bawiłyśmy się na strychu. Lubię się tam bawić, bo możemy robić, co nam się podoba i nie zważać na otaczające przedmioty. Strych Ilzy jest bardzo ciasny i nie był chyba odkurzany od szeregu lat. Nie lubię woni, jaka tam się unosi.
Gdyśmy się zmęczyły zabawą, usiadłyśmy na starej skrzyni i zaczęłyśmy gawędzić. Ładnie tu jest za dnia, rzekłam, ale w nocy jest tu z pewnością strasznie. Tu są myszy, rzekła Ilza, i pająki i duchy. Nie wierzę w duchy, rzekłam gniewnie. One nie istnieją. (Ale może jednak istnieją, drogi Ojcze). A mnie się zdaje, że ten strych nawiedzają duchy, rzekła Ilza. Podobno wszystkie strychy są nawiedzane nocą przez duchy i upiory. Niedorzeczności, rzekłam. Widzisz, drogi Ojcze, osobie ze Srebrnego Nowiu nie wypada wierzyć w duchy. Ale było mi nieswojo. Łatwo ci powiedzieć, rzekła Ilza, już rozzłoszczona, ale nie pozostałabyś tu sama jedna na noc. Owszem, bez wahania, odrzekłam. No, to spróbuj, rzekła Ilza; przyjdź tu w nocy i przenocuj tutaj. Wtedy spostrzegłam, że wplątałam się w nieprzyjemną historję, Ojcze drogi. Nie wiedziałam, co robić. Okropną rzeczą było zostać tu na noc, na tym odludnym strychu, ale gdybym się na to nie zdobyła, Ilza wyśmiewałaby się ze mnie, a co najgorsza, powiedziałaby Tadziowi, że jestem tchórzem. Rzekłam więc: uczynię to, Ilzo Burnley, i ani trochę się nie boję. (Ale się bałam, och tak! w duszy!) Myszy będą biegać po tobie, rzekła Ilza. Nie zamieniłabym się z tobą pod żadnym pozorem. Nie ładnie to ze strony Ilzy, że przedstawiała rzeczy w jeszcze gorszem świetle, byle mnie przerazić. Ale czułam, że mnie podziwia i to mi dodało otuchy. Sprowadziłyśmy z rupieciarni stare łóżko, Ilza dała mi poduszkę i kołdrę. Ściemniło się przez ten czas i Ilza nie chciała wracać na strych. A zatem odmówiłam nader pilnie pacierze i z lampą w ręku udałam się na strych. Tak jestem teraz przyzwyczajona do świec, że lampa mnie trwoży. Ilza mówi, że wyglądałam jak śmierć. Kolana uginały się pode mną. Ojcze drogi, ale szłam dalej dla honoru Starrów (i Murrayów również). Rozebrałam się w pokoju Ilzy, tak że poszłam prosto do łóżka i zgasiłam lampę. Ale nie mogłam usnąć. Księżyc zaglądał w okno strychu. Stare ubrania, zwieszające się ze ścian, wyglądały jak żywe istoty. Mówiłam sobie, że nie należy się bać. Ale potem poczułam, że zlękłabym się równie dobrze anioła, jak każdej innej postaci. Słyszałam chrobotanie myszy i szczurów. Pomyślałam, co ja zrobię, jeżeli szczur przebiegnie po mnie, a w następnej chwili przyszło mi na myśl, że nazajutrz opiszę strych w nocy i odmaluję moje uczucia podczas tej próby. Wreszcie usłyszałam powrót doktora, jego kroki w kuchni i w pokojach. To mi dodało otuchy i usnęłam. Śniła mi się rzecz straszna. A mianowicie: otworzyły się drzwi rupieciarni, wyszła z nich wielka gazeta i goniła mnie po całym strychu. Wtem gazeta zapaliła się, wybuchnął pożar, czułam dym i obudziłam się z krzykiem. Siedziałam wyprostowana na łóżku, gazeta znikła, ale dym czuć było jeszcze w powietrzu. Spojrzałam na drzwi rupieciarni i zobaczyłam przez szparę odblask ognia, wówczas wrzasnęłam i zbiegłam na dół do pokoju Ilzy, a ona przebiegła przez hall i zbudziła swego ojca. On zaklął, ale zaraz wstał i wszyscy troje pobiegliśmy na strych i tak biegaliśmy na górę i na dół przez kilkanaście minut, wnosząc kubły wody, to znów schodząc po wodę z pustemi kubłami. Wreszcie ugasiliśmy pożar. Zapaliły się worki wełniane, wiszące tuż przy kominie. Doktór stwierdził, że jeszcze parę minut, a byłoby za późno na wszelki ratunek. On jest sprawcą pożaru: widocznie padła iskra, kiedy sobie przyrządzał herbatę, wróciwszy do domu. Jakże się to stało, że ty odkryłaś ten pożar, Emilko, spytał. Spałam na strychu, odrzekłam. Spałaś na strychu, zdziwił się doktór, a cóżeś tam robiła? Ilza mówiła, że się nie ośmielę, odrzekłam, więc musiałam. Usnęłam, obudziłam się i poczułam dym. Ty, djabełku, rzekł doktór. To jest chyba straszna rzecz zostać nazwaną djabełkiem, ale doktór patrzył na mnie przy tych słowach z takim podziwem, że zrozumiałam, iż był to komplement. On tak dziwnie mówi! Ilza powiada, że on raz tylko jeden przemówił do niej czule. Było to wtedy, kiedy ją gardło bolało, a on nazwał ją „biednem zwierzątkiem”. Wyglądał tak, jakby mu było przykro, że ona jest chora. Pewna jestem, że Ilzie jest bardzo smutno z powodu nieczułości ojca, chociaż ona utrzymuje, że jej to jest obojętne. Ale, drogi Ojcze, jest do opowiedzenia jeszcze coś: wczoraj przyszła gazeta „Czas Tygodniowy”, gdzie jest wzmianka, iż panna Emilja Starr zauważyła, na szczęście, pożar w mieszkaniu dra Burnleya w samą porę. Nie umiem ci opisać, czego doznałam, widząc moje nazwisko wydrukowane w gazecie. Poczułam się sławną. I nikt mnie dotychczas nie nazywał „panną” na serjo.
Zeszłej soboty ciotka Elżbieta i ciotka Laura pojechały do Shrewsbury, a kuzyn Jimmy i ja pilnowaliśmy domu. Bawiliśmy się świetnie, kuzyn Jimmy pozwolił mi zebrać śmietankę z całego mleka, ze wszystkich naczyń! Ale po obiedzie zjawili się nieoczekiwani goście, a w domu nie było ciasta. To było straszne. Nigdy nie notowano nic podobnego w rocznikach Srebrnego Nowiu. Ciotka Elżbieta miała ból zębów, a ciotka Laura pojechała w odwiedziny do ciotki Nancy, tak że nie upieczono ciasta. Ja pomodliłam się i upiekłam ciasto według recepty ciotki Laury. Udało się całkiem dobrze. Kuzyn Jimmy pomógł mi nakryć do stołu, nalałam herbatę, nie uroniwszy ani kropelki na spodeczki. Byłbyś ze mnie dumny, Ojcze. Pani Lewis wzięła drugi kawałek ciasta, mówiąc, że poznałaby ciasto Elżbiety Murray nawet w Środkowej Afryce. Ja się nie odezwałam ani słowem przez wzgląd na honor rodzinny. Ale byłam bardzo dumna. Ocaliłam Murrayów od wstydu. Gdy ciotka Elżbieta wróciła do domu i usłyszała nasze opowiadanie, miała ponurą minę i skosztowała ciasta, po czem rzekła: no, jest w tobie przecież krew Murrayów. Pierwszy to raz pochwaliła mnie ciotka Elżbieta. Wyjęto jej trzy zęby, tak że już nie będzie cierpieć. Cieszy mnie to. Przed dojściem do łóżka przeczytałam w książce kucharskiej przepis na wszystkie potrawy, których chciałabym się nauczyć.
Widzę takie cudne białe obłoczki nad ścieżką Wysokiego Jana. Pragnęłabym móc pofrunąć i zaszyć się w nie. Nie mogę uwierzyć, żeby one były wilgotne i brudne, jak twierdzi Tadzio. Tadzio wyrył scyzorykiem swoje i moje inicjały na Królu Lasów, ale ktoś je wymazał. Nie wiem kto, czy Ilza, czy Perry.
Panna Brownell daje mi teraz stale złe stopnie, co gniewa ciotkę Elżbietę, ale ciotka Laura rozumie. Napisałam sprawozdanie z owego dnia, kiedy panna Brownell wyśmiewała się z moich poezji. Włożyłam je w kopertę, zaadresowałam do ciotki Elżbiety i ukryłam w otomanie. Jeżeli umrę na suchoty, ciotka Elżbieta znajdzie to sprawozdanie i zobaczy, jaka była dla mnie niesprawiedliwa. Ale chyba nie umrę, bo coraz bardziej tyję, a Ilza słyszała swego ojca, mówiącego do ciotki Laury, że byłabym ładna, gdybym miała rumieńce. Nie powinno się pragnąć być ładną, to bardzo źle, prawda, drogi Ojcze? Ciotka Elżbieta tak mówi, a kiedy jej zadałam pytanie: a czy ty nie chciałabyś być ładna, ciotko Elżbieto?, wyglądała na niezadowoloną z czegoś, ale nie wiem z czego.
Panna Brownell ma wciąż urazę do Perry’ego za ów pamiętny dzień wyszydzania przez nią moich wierszy. Traktuje go podle, ale on jest dla niej niezmiennie uprzejmy, bo mówi, że po to jest w szkole jedynie, aby się uczyć. On twierdzi, że jego rymy są równie dobre, jak moje, a ja wiem, że nie, że są gorsze, więc mnie to wyprowadza z równowagi. O ile nie uważam podczas lekcji, panna Brownell mówi: zapewne tworzysz nowe arcydzieła, Emilko; wówczas wszyscy się śmieją. Nie, nie wszyscy. Nie powinnam przesadzać. Tadzio i Perry i Ilza i Jennie nie śmieją się nigdy. Jakie to dziwne, że tak bardzo lubię teraz Jennie, a tak strasznie jej nienawidziłam, gdy przyszłam do szkoły po raz pierwszy. Ostatecznie nie jest ona piegowata cała, od stóp do głowy, bo przecież oczy jej nie są piegowate. Są małe, ale ładne i wesołe. Ona jest w szkole całkiem popularna. Nienawidzę Franka Barkera. Zabazgrał mi całą stronnicę moich nowych czytanek. Ponieważ była to pierwsza, niezadrukowana kartka, więc ją wyrwałam, ale ciotka Elżbieta bardzo się o to rozgniewała i nawet, gdy jej wytłumaczyłam, jak to było, nie uspokoiła się odrazu. Franek napisał tam różne rzeczy o Bogu, które wydały mi się niewłaściwe. Ilza mówi, że dla pewności będzie nazywać Boga Allahem, żeby uniknąć bluźnierstwa. Mnie się podoba ta nazwa, taka jest wdzięczna, taka melodyjna... ale nie wiem, czy to wypada, tak nazywać Pana Boga. Obawiam się, że nie.

20 maja.

Wczoraj były moje urodziny, Ojcze drogi. Niebawem upływa rok od chwili mego przyjazdu do Srebrnego Nowiu. Czuję się tak, jakgdybym zawsze tutaj mieszkała. Urosłam o dwa cale. Kuzyn Jimmy zmierzył mnie, robiąc znak na drzwiach mleczarni. Urodziny moje wypadły bardzo ładnie. Ciotka Laura upiekła pyszne ciasto i podarowała mi spódniczkę z haftowaną falbaną. Przeciągnęła przez nią niebieską wstążkę, ale ciotka Elżbieta kazała jej wstążkę wyciągnąć. Ciotka Laura podarowała mi też ten kawałek czerwonego brokatu, który leżał u niej w szufladzie. Marzyłam o nim od chwili, kiedy go zobaczyłam, ale nigdy nie miałam nadziei, że go otrzymam. Ilza spytała mnie, co zamierzam z nim robić, a ja nic nie zamierzam z nim robić. Będę go tylko trzymać na strychu z innymi skarbami i spoglądać od czasu do czasu, bo jest piękny. Ciotka Elżbieta podarowała mi słownik. To jest prezent pożyteczny. Czuję, że powinnam się z niego cieszyć. Niebawem zauważysz postępy w mojej pisowni, mam nadzieję. Tylko, że gdy piszę o czemś z przejęciem, to bardzo trudno mi jest oderwać się od pisania i zajrzeć do słownika, jak się pisze dane słowo. Kuzyn Jimmy podarował mi dużą oprawną księgę o białych niezapisanych kartkach. Bardzo jestem z niej dumna. Tak przyjemnie będzie wpisywać do niej poezje. Ale do ciebie, Ojcze, będę nadal pisywać na papierze listowym, bo mogę składać te kartki dowolnie i adresować koperty tak, jakgdyby szły pocztą. Tadzio podarował mi mój portret. Namalował go farbami wodnemi i nazwał go „Uśmiechnięta Dziewczynka”. Wyglądam, jakgdybym pilnie słuchała czegoś, co napełnia mnie wielką radością. Ilza mówi, że jestem „pochlebiona”. Owszem, wyglądam na portrecie lepiej, niż w rzeczywistości, ale nie lepiej, niżbym wyglądała, gdybym miała grzywkę. Tadzio mówi, że namaluje prawdziwy, duży mój portret, skoro dorośnie. Perry poszedł aż do Shrewsbury pieszo, aby mi kupić naszyjnik z paciorków i zgubił go, wracając. Nie miał już więcej pieniędzy, więc wstąpił do swej ciotki Tomaszowej, wziął od niej kurczę i ofiarował mi je. On jest bardzo wytrwałym chłopcem. Wszystkie jaja, jakie złoży moja kura, sprzedawać będę wędrownemu kupcowi i ciągnąć stąd zyski osobiste. Ilza podarowała mi pudełko cukierków. Będę jeść te cukierki po jednemu raz dziennie, ażeby mieć je dłużej. Poczęstowałam Ilzę, ale ona odmówiła, mówiąc, że to byłoby podłe zjadać swój własny prezent, a że ja zaczęłam bardzo nalegać, więc wkońcu pokłóciłyśmy się. Ilza oznajmiła, że jestem miauczącym czworonogiem (co jest śmieszne!), że sama nie wiem, jak „się mam”. A ja odpowiedziałam, że wiem natomiast, jak się należy zachowywać. Ilza tak się rozgniewała, że poszła do domu, ale ochłonęła niebawem i wróciła na kolację.
Dzisiaj deszcz pada, słucha się tego, jak stąpania dobrych wróżek po dachu, jak ich pląsów. Gdyby deszcz nie był padał, Tadzio byłby zszedł do nas ze wzgórza i byłby mi pomógł w szukaniu Zaginionego Djamentu. Czy to nie byłoby cudowną rzeczą, gdybyśmy go odnaleźli?
Kuzyn Jimmy pracuje w ogrodzie. Ja mu pomagam, mam własny klombik. Co rano wybiegam przed dom, aby sprawdzić postępy młodych pędów. Jak one rosną przez noc! Wiosna jest taką uszczęśliwiającą porą roku, czy nie, drogi Ojcze? Dokoła altany pełno jest Błękitnych Krasnoludków. Kuzyn Jimmy tak nazywa fijołki, ja uważam, że to śliczna nazwa. On ma nazwy dla wszystkich kwiatów. Róże są Królowemi, lilje czerwcowe Śnieżkami, tulipany są Wesołym Ludkiem, narcyzy są Złocieniami, a chińskie Astry są Ponsowymi Przyjaciółmi.
Kicia II jest tu ze mną, siedzi na parapecie. Kicia jest cacanym kotkiem. „Cacany” nie znajduje się w słowniku. To jest moje własne określenie. Nie mogłam znaleźć wyrazu na określenie Kici II, więc użyłam tego słowa, którego niema w słowniku. To znaczy słodki, przymilający się, śliczny, pieszczotliwy, wszystko razem i jeszcze coś, czego nie umiem wyrazić wogóle.
Ciotka Laura uczy mnie szyć. Mówi, że muszę umieć obrębiać niewidzialnym ściegiem (tradycja). Mam nadzieję, że nauczy mnie zczasem robić koronki. Wszyscy Murrayowie ze Srebrnego Nowiu znani są z pięknych koronek (chciałam powiedzieć: wszystkie panie Murray...) Żadna z dziewczynek w szkole nie umie robić koronek. Ciotka Laura mówi, że zrobi mi do ślubu koronkową chusteczkę do nosa. Wszystkie panny młode w Srebrnym Nowiu miały do ślubu koronkowe chusteczki z wyjątkiem mojej matki, która uciekła. Ale tobie to nie sprawiło przykrości, że nie miała takiej chusteczki, wszak prawda, Ojcze? Ciotka Laura rozmawia ze mną dużo o mojej matce, ale ciotka Elżbieta nie wymawia nigdy jej imienia. Ciotka Laura chce mi pokazać pokój matki, ale dotychczas nie znalazła klucza od tego pokoju, tak dobrze schowała go ciotka Elżbieta. Ciotka Laura mówi, że ciotka Elżbieta bardzo kochała moją matkę. Możnaby wobec tego pomyśleć, że kocha i jej córkę. A tymczasem nie! Wychowuje mnie, bo jest to jej obowiązek.

1 czerwca.

Drogi Ojcze,
dzień dzisiejszy był bardzo doniosły. Napisałam pierwszy mój list. Mam na myśli pierwszy list, który naprawdę odszedł pocztą. Napisałam go do ciotki Nancy, która mieszka w Księżym Stawie i jest bardzo stara. Jestto właściwie moja babka cioteczna. Ona napisała do ciotki Elżbiety i oznajmiła, że powinnam pisywać od czasu do czasu do biednej sędziwej kobiety. Serce mi zabiło współczuciem i zapragnęłam napisać do niej list. Ciotka Elżbieta powiedziała: „nie widzę dlaczegobyś nie miała tego zrobić”. Kazała mi pisać starannie, a potem przeczytała, co napisałam. „Ciotka Nancy nie zapomni o tobie, jeżeli pozyskasz jej względy”, rzekła jeszcze ciotka Elżbieta. Napisałam mój list bardzo starannie, ale nie brzmiał dobrze, gdy go przeczytałam. Nie mogłam dobrze pisać, wiedząc zgóry, że ciotka Elżbieta ma przeczytać to, co piszę. Czułam się sparaliżowana.

7 czerwca.

Ojcze drogi, mój list nie wywarł dobrego wrażenia na ciotce Nancy. Nie odpowiedziała mi, ale napisała do ciotki Elżbiety, że jestem widocznie bardzo głupiem dzieckiem, skoro mogę pisywać takie głupie listy. To mnie dotknęło, ponieważ nie jestem głupia. Perry mówi, że wybierze się niebawem do Księżego Stawu i kości porachuje mojej babce ciotecznej Nancy. Powiedziałam mu, że nie powinien tak się wyrażać o mojej rodzinie, a swoją drogą nie rozumiem, w czemby porachowanie kości ciotki Nancy zmieniło jej pogląd na mój rozum. (Ciekawa jestem, jak się rachuje ludzkie kości).
Mam już trzy strofy „Białej Pani” gotowe. Zamknęłam bohaterkę w klasztorze, a teraz, ponieważ nie jestem katoliczką, nie wiem, jak ją stamtąd wydobyć. Zdaje mi się, że byłoby lepiej, gdyby moja bohaterka była protestantką. W zeszłym roku byłabym mogła dowiedzieć się od Wysokiego Jana, co zrobić, ale w tym roku nie mogę, bo nie rozmawiałam z nim od owego żartu z jabłkiem. Kiedy go spotykam na drodze, patrzę prosto przed siebie. Nazwałam jego imieniem moją świnię. Kuzyn Jimmy podarował mi prosiątko na własność. Kiedy je sprzedamy, te pieniądze będą też moją własnością. Mam zamiar oddać część misjonarzom, a część złożę w banku, ażeby mieć fundusz na moje kształcenie. A ja myślałam, że jeżeli kiedykolwiek będę miała świnię, nazwę ją „wuj Wallace”. Ale teraz wydaje mi się to nieodpowiednie nadawać świniom imiona moich własnych wujów, nawet jeżeli ich nie lubię.
Tadzio, Perry, Ilza i ja bawimy się w rycerzy i w uciśnione panny z czasów średniowiecza. Ilza i ja jesteśmy nieszczęśliwemi szlachciankami, a Tadzio i Perry są rycerzami. Tadzio sporządził wspaniałą zbroję z miedzi, której dostarczyły stare rondle, ale Perry zrobił jeszcze lepszą zbroję z cynowych garnków, a wysoki, uszkodzony rondelek stał się hełmem. Czasami bawimy się u Tadzia. Doznaję dziwnego uczucia, a mianowicie, że matka Tadzia nienawidzi mnie w tym roku. W zeszłym roku w lecie znosiła mnie zaledwie. Smok i Pierwiosnek są nieobecni. W ciągu zimy zniknęli tajemniczo obydwaj. Tadzio mówi, że z pewnością matka je otruła, bo, podług niej on je zanadto polubił. Tadzio uczy mnie gwizdać, ale ciotka Laura powiada, że to nieodpowiednie dla panienki! Czasami pragnę nieomal, żeby moje ciotki były niewierzące, podobnie jak dr. Burnley. Jemu jest obojętne, czy Ilza zachowuje się, jak przystało na panienkę, czy nie. Ale nie, to nie byłoby dobrze, być niewierzącemi. Toby było przeciwne tradycji Srebrnego Nowiu.
Dzisiaj uczyłam Perry’ego, żeby nie jadł nożem. On pragnie nauczyć się wszystkich prawideł etykiety. A ja mu pomagam w wyuczeniu się napamięć wiersza, który ma zadeklamować w dniu egzaminów szkolnych. Prosiłam Ilzę, żeby ona mu w tem dopomogła, ale ona była oburzona, że on mnie pierwszą poprosił o pomoc i nie zgodziła się. A powinnam była mu dopomóc, bo on deklamuje znacznie lepiej ode mnie. Ja jestem zbyt nerwowa.

14 czerwca.

Ojcze drogi, dzisiaj miałyśmy klasówkę w szkole i dowiedziałam się, że trzeba zrobić znak następujący: „ ”, gdy się przytacza cudze słowa. Nie wiedziałam o tem dotychczas. Muszę przejrzeć moje listy do Ciebie i wszędzie powstawiać te znaki. A po zapytaniu trzeba postawić znak następujący: ? A kiedy się opuszcza literę, należy zrobić apostrofę, czyli przecinek w powietrzu, o taki: ’. Panna Brownell jest ironiczna, ale dużo umie i uczy nas ciekawych rzeczy. Piszę o tem, ponieważ chcę być szlachetną i stwierdzać zalety tych osób, których nienawidzę. A przytem ona jest zajmująca, chociaż nie jest miła. Opisałam ją na oddzielnym kawałku papieru listowego. Lubię opisywać ludzi, których nie lubię, bardziej nawet, niż tych, których lubię. Ciotka Laura jest przyjemniejsza w pożyciu domowem od ciotki Elżbiety, ale pisać wolę o ciotce Elżbiecie. Mogę opisywać jej wady, natomiast czuję się niegodziwą niewdzięcznicą, o ile mówię coś niezupełnie miłego o kochanej ciotce Laurze. Ciotka Elżbieta zamknęła na klucz bibljotekę i postanowiła, że nie będę czytywać jej książek, dopóki nie dorosnę. Jakgdybym nie była o nie dbała, drogi Ojcze! Ona mówi, że nie dbałam o nie, bo w jednym tomie podkreśliłam cienkim ołówkiem wszystkie wyrazy, które uważałam za piękne. To nic a nic nie szkodzi książce, drogi Ojcze. Oto niektóre z tych wyrazów: dolinka, perlisty, różnobarwny, kotlinka, lesisty, kwilący, wyzębiony, bukowy, kość słoniowa. Mnie wszystkie te wyrazy ogromnie się podobają, drogi Ojcze.
Ciotka Laura pozwala mi czytać swój egzemplarz „Pielgrzyma”. Nazwałam ten duży pagórek przy drodze do Białego Krzyża Rozkoszną Górą, bo to takie piękne wzgórze!
Tadzio pożyczył mi trzy tomy poezji. Jeden z nich zawiera same poezje Tennysona, nauczyłam się na pamięć „Pieśni Myśliwego”, tak że posiadam ją teraz na zawsze. Drugi tomik są to poezje pani Browning. Śliczne! Byłabym chciała ją znać osobiście. Przypuszczam, że ją poznam zczasem, kiedy umrę, ale to jeszcze nieprędko! Trzeci tomik zawiera tylko jeden poemat pod tytułem: „Sorab i Rustum”. Płakałam nad nim, poszedłszy do łóżka. Ciotka Elżbieta spytała: „Dlaczego wciągasz nosem?” Ja nie wciągałam nosem, tylko bardzo szczerze płakałam. Opowiedziałam jej wszystko, a ona orzekła: „Jesteś widocznie szalona”. Ale nie mogłam usnąć, dopóki nie obmyśliłam innego, pomyślnego zakończenia tego poematu.

25 czerwca.

Ojcze drogi,
data dzisiejsza jest dla mnie „feralna”. Upuściłam w kościele mego centa. Potoczył się ze strasznym hałasem. Czułam, że wszyscy na mnie patrzą. Ciotka Elżbieta była bardzo niezadowolona. Perry upuścił niebawem swego centa. Potem mi wyjaśnił, że zrobił to umyślnie, żeby mnie było raźniej, ale mnie to nie sprawiło przyjemności żadnej, bo wszyscy myśleli, napewno, że to ja po raz drugi upuściłam mój pieniądz. Chłopcy są tacy dziwni. Mam nadzieję, że pastor nic nie słyszał. Zaczynam go lubić bardzo. Nie lubiłam go do zeszłego piątku. On ma w rodzinie samych chłopców, więc sądzę, że niezbyt dobrze rozumie małe dziewczynki. We wtorek przybył do Srebrnego Nowiu. Ciotka Laura i ciotka Elżbieta były nieobecne obie, ja byłam w kuchni sama. Pan Dare wszedł i usiadł na Nieznośniku, który spał na fotelu na biegunach. Jemu było wygodnie, ale Nieznośnikowi było niewygodnie. Nie siedział pastor wprawdzie na jego żołądku, gdyż w takim razie byłby go chyba zabił; siedział na jego nogach i ogonie. Nieznośnik miauczał, ale pan Dare jest przygłuchy i nie słyszał, a ja nie śmiałam mu nic powiedzieć. Ale kuzyn Jimmy nadszedł właśnie w chwili, kiedy pastor pytał mnie, czy znam katechizm, a ja odpowiedziałam: „Katechizm, czy tak? To, zdaje się, jest wyjątek z katechizmu również: człowieku prawego serca, posłuchaj tego biednego, niemego zwierzęcia. Wstań, jeśli jesteś chrześcijaninem”. Pan Dare wstał i rzekł: „Boże mój, szczególne! Zdawało mi się, że coś się rusza pode mną”.
Pomyślałam sobie zaraz, że ci to opiszę, Ojcze drogi, bo mnie to rozśmieszyło.
Gdy pan Dare przestał mnie wypytywać, przyszło mi na myśl, że teraz kolej na mnie, że mam sposobność zadania mu szeregu pytań, dręczących mnie od szeregu lat. Zadałam mu pytanie, czy Pan Bóg bardzo się przejmuje różnemi drobnemi rzeczami, które ja robię i czy on przypuszcza, że moje kotki pójdą do nieba. Odpowiedział mi, że ma nadzieję, iż nigdy nie robię nic złego, a zwierzęta nie mają duszy. Wtedy powiedziałam mu, że mi jest bardzo przykro, bo powinnam kochać Boga bardziej, niż cokolwiek na święcie, a tymczasem ja kocham wiele rzeczy bardziej, niż Boga. Zapytał: „Jakie rzeczy?”, a ja odpowiedziałam: kwiaty i gwiazdy i Królowę Wichrów i Trzy Księżniczki i różne temu podobne rzeczy. Uśmiechnął się i rzekł: „Ależ one są cząstką Boga, Emilko, każda piękna rzecz jest cząstką Boga”. W jednej chwili polubiłam go ogromnie i już nie jestem onieśmielona jego obecnością. Zeszłej niedzieli miał kazanie o niebie. Wydaje mi się na mocy tego kazania, że niebo jest nudną miejscowością. Ale ono jest chyba w rzeczywistości bardziej zajmujące, niż w jego opowiadaniu. Ciekawa jestem, co ja będę robić w niebie, skoro nie umiem śpiewać. Czy aby pozwolą mi pisać poezje? Ale kościół jest bardzo zajmujący. Ciotka Elżbieta i ciotka Laura zawsze czytają Biblję przed nabożeństwem, a ja lubię się rozglądać i widzieć wszystkich dokoła i zgadywać, o czem kto myśli. To tak przyjemnie słyszeć szelest jedwabnych sukien dokoła. Bufiaste rękawy są bardzo modne, ale ciotka Elżbieta nie chce ich nosić. Ciotka Elżbieta wyglądałaby chyba zabawnie z bufiastemi rękawami.
Twoja najbardziej kochająca córka

Emilja B. Starr.

P. S. Ojcze drogi, tak cudnie jest pisać do Ciebie. Ale, ach! nigdy nie otrzymuję odpowiedzi od Ciebie.

E. B. S.”




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Lucy Maud Montgomery i tłumacza: Maria Rafałowicz-Radwanowa.