Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego (1815–1852)/Okres V/8

<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Karwowski
Tytuł Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego (1815–1852)
Część Okres V
Rozdział Wypadki wrocławskie
Wydawca Drukarnia nakładowa Braci Winiewiczów
Data wyd. 1918
Druk Drukarnia nakładowa Braci Winiewiczów
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

Wypadki wrocławskie.

W roku 1848 dużo Polaków przebywało w Wrocławiu. Kształciło się tam dużo młodzieży polskiej, a czterech Polaków odbywało od św. Michała 1847 roku praktykę sądową: Adam hr. Plater, Antoni Walewski, później sędzia w Buku, Leon Wegner, później syndyk Ziemstwa kredytowego w Poznaniu, i Ludwik Żychliński późniejszy autor Sejmów W. Księstwa Poznańskiego.
Obfitował też Wrocław w domy polskie. Stale mieszkała tam generałowa Dłuska, przebywali Mielżyńscy z Baszkowa, baronostwo Richthofenowie z synem i córką, później Antoniową Szydłowską, Olszowcy z Torzeńca w powiecie ostrzeszowskim, Karolostwo Walewscy z Parzymiechów z synem i córką, Rokosowska z dwiema córkami, Cezary hr. Plater z żoną i z dwiema jej siostrami, pannami Hortensyą i Taidą Małachowskiemi, Heliodor hr. Skórzewski z Próchnowa z rodziną, Józef hr. Łubieński z Pudliszek z rodziną, a z emigracyi Grotkowski i Eugeni Kaczkowski, a na zimę 1847/48 r. zjechali Roman hr. Załuski, Kaźmierz hr. Potulicki z Potulic, oraz margrabia Wielopolski, który jednak, prócz z dwoma profesorami uniwersytetu, z nikim prawie nie przestawał.
„Dom najbardziej otwarty prowadzili Richthofenowie (ona z domu Obiezierska). Richthofen był znawcą i lubownikiem sztuk pięknych, w czem mu wtórowała żona a podróże liczne za granicą dały im sposobność nabycia niejednego cennego okazu sztuki. Do łatwości wielkiej pożycia przyczyniał się wiele w domu tym pewien zakrój kosmopolityczny, pochodzący z używania trzech języków polskiego, niemieckiego i francuskiego, wedle danych towarzyskich, chociaż gospodarz domu zżył się z światem naszym i dzieci pp. Richthofenów po polsku czuły i myślały.”
„Wieczory spędzać było można codziennie w innym z domów polskich. W jednym kwitła przedewszystkiem pogadanka miła, jak np. u pp. Olszowskich, w drugim pielęgnowano z upodobaniem muzykę. Kaczkowski grał dobrze na skrzypcach, Richthofen i Żychliński na fortepianie, Adam i Cezary Platerowie oraz kilka pań śpiewało. Wista lub preferansa, który wszedł wówczas w używanie, pograć było można najczęściej, bądź u pp. Richthofenów, bądź u pp. Mielżyńskich przyczem podejmowanie gości bywało jak najgościnniejsze”.
„Nie obyło się wprawdzie wśród kolonii polskiej bez boczeń, były domy, które z sobą nie żyły, ale nie wytwarzało to koteryi i można było bywać wszędzie i nie doznawać dla tego przycinków.”
Karnawał roku 1848 kończył się, gdy nagle dnia 19 marca nadeszła wiadomość o rewolucyi w Berlinie. Ogromny ruch powstał wśród kolonii polskiej i w całem mieście. Natychmiast Niemcy wysłali deputacyę do Berlina z prośbą o nadanie państwu pruskiemu konstytucyi.
Dnia 23 marca niezliczone tłumy zdążały na dworzec kolei żelaznej, aby tam oczekiwać zapowiedzianego powrotu deputacyi. Gwardyą narodową prowadził hr. Ziethen, a na jej czele szedł oddział, utworzony z akademików Polaków, z rozwiniętym proporcem polskim, na którym błyszczał orzeł biały. Inni Polacy, acz nie należący do gwardyi, szli tuż za oddziałem polskim. Odwachy, będące po drodze, występowały, odzywały się bębny, prezentowano broń — przed chorągwią polską, niesioną na przodzie.
Skoro deputacya wysiadła z pociągu, przyjęto ją z zapałem. Burmistrz Pindter zaczął czytać rozkaz gabinetowy, obiecujący konstytucyą, a gdy skończył czytanie, tak mniej więcej przemówił:
„Winszujmy sobie ery nowej i radujmy się. Wśród tej naszej radości witam powiewającą przed nami chorągiew polską, chorągiew narodu, który dobija się od tak dawna wolności i po którego stanąć nam trzeba stronie”.
I rozległy się okrzyki na cześć Polaków.
Natychmiast wystąpił jeden z Polaków i kilka słów przemówił, a gdy skończył, uniesiono go w górę i zagrzmiały na nowo okrzyki, ściskano Polakom ręce i nazywano braćmi. Niektóre domy polskie wywiesiły z okien chorągwie: polską i niemiecką. Największemi były te, które wywiesił Cezary hr. Plater z balkonu mieszkania swego na narożniku ulicy nowej Świdnickiej i placu Tauenziena.
Polacy postanowili podziękować miastu za okazaną przychylność adresem, do którego redakcyi wybrano obecnego właśnie w Wrocławiu generała Franciszka Morawskiego, referendaryusza Ludwika Żychlińskiego i dwóch akademików: Teofila Berwińskiego i A. B. Cywińskiego, później profesorów gimnazyalnych.
Powiadomiony o przyjściu deputacyi polskiej magistrat, wysłuchał przemowy generała, a burmistrz Pindter, odbierając z rąk jego adres, serdecznie dziękował.
Wrocław trwał w przyjaznych dla nas uczuciach. Zwołane w końcu marca wielkie zgromadzenie ludowe podało adres do magistratu, aby dostarczył Polakom broni i pieniędzy na formacyę wojskową. Równocześnie krzątał się zawiązany 25 marca komitet niemiecki dla Polaków około dostarczania biletów bezpłatnych emigrantom, udającym się z Francyi do Krakowa.
Atoli około połowy kwietnia zaczęły się pojawiać coraz częściej w gazetach wrocławskich nieprzychylne dla nas artykuły Niemców poznańskich i te pomimo sprostowań ze strony polskiej sprawiły, że nastąpił zwrot w usposobieniu Wrocławian dla Polaków.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Karwowski.