<<< Dane tekstu >>>
Autor Kurt Matull, Matthias Blank
Tytuł Klejnoty amazonki
Wydawca Wydawnictwo „Republika”, Sp. z o.o.
Data wyd. 6.7.1939
Druk drukarnia własna, Łódź
Miejsce wyd. Łódź
Tłumacz Anonimowy
Tytuł orygin. Tytuł cyklu:
Lord Lister, genannt Raffles, der grosse Unbekannte
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


Dwaj szlachetnie urodzeni uwodziciele

Raffles odłożył gazetę i spojrzał bystro na swego sekretarza.
— Mam nadzieję, że nie zaliczasz tych dwuch panów do rzędu swych przyjaciół? Nie mam zasadniczo uprzedzeń do ludzi, ale wołałbym raczej dać się niezwłocznie zaaresztować przez mego wroga Baxtera, niż nazwać ludzi tego pokroju swoimi przyjaciółmi.
— Całkowicie podzielam twoje zdanie, Edwardzie... Właściwie nic mnie nie łączy z tymi panami. Przypadek sprawił, że równocześnie weszliśmy z klubu.
— Czy oni również zauważyli Olgę Dimitriew?
— Oczywiście...
— Jakie wywarła na nich wrażenie?
— Hrabia Highburn oglądał się z zaciekawieniem i pożądliwością.
— Hm. — mruknął lord Lister — i co dalej?
— Dalej, usłyszałem kilka słów, na które nie zwróciłem początkowo uwagi... Gdybym wiedział, że ta osoba budzi w tobie specjalne zainteresowanie wówczas....
Przy tych słowach lekki uśmiech ukazał się na ustach Branda i z ledwie dostrzeganym odcieniem ironii spojrzał na swego przyjaciela. Lord Lister słynął z zupełnej obojętności w odniesieniu do kobiet. Mógłby zdobyć najpiękniejsze i najbogatsze, gdyby chciał, ale najwytworniejsze damy z żalem ścigały wzrokiem jego wspaniałą męską sylwetkę, jego twarz o szlachetnych lecz niewzruszonych rysach. Lord Lister przyjmował te hołdy zimno, traktując wszystkie kobiety jednakowo grzecznie, ale bez entuzjazmu.
Charley zrozumiał szybko, że i tym razem zainteresowanie lorda Listera nie ma podkładu osobistego.
— Jakież to były słowa? — zapytał lord Lister — wracając do poprzedniego tematu.
— Hrabia Highburn spojrzał na swego nieodłącznego przyjaciela, barona Bornemoutha i obaj zawołali:
— Diablo przystojna bestyjka! — poczym oboje wybuchnęli głośnym, niemiłym śmiechem.
— Wiele pięknych kobiet widziałem w swoim życiu — ozwał się wreszcie hrabia, ale ta bije wszystkie rekordy.
— I cóż ty na to Charley? — zapytał John Raffles przyglądając się uważnie swemu sekretarzowi.
— Nie odezwałem się... Muszę przyznać, że i mnie ta kobieta podobała się. Twarzyczka jej tchnęła przy tym taką niewinnością, że słowa obu panów wydały mi się wcale nie na miejscu... Nie pozostało mi nic innego jak ukłonić się uprzejmie miłym towarzyszom i odejść.
— Co później się stało?
— Wielkie nieba, Edwardzie — odparł Charley Brand ze zdumieniem. Od kiedy to jesteś tak gorącej wodzie kąpany?... Gdy uszedłem kawałek drogi obejrzałem się za siebie i...
— I co?...
— W odległości kilku kroków za dziewczyną biegli obaj nasi przyjaciele. Zawróciłem więc i począłem śledzić całą trójkę. Niestety, nie mogłem słyszeć tego, o czym mówili. Zaczęło mnie to nudzić, dlatego zbliżyłem się jeszcze bardziej. Wówczas hrabia Highburn odezwał się tak głośno, że słowa jego musiały z całą pewnością dojść do uszu ściganej dziewczyny:
— Czy uwierzysz mi baronie, że chętnie sprzedam jedną z mych włości, aby zdobyć na własność to piękne stworzenie.
— Ale chyba nie na zawsze? — odparł ze śmiechem zagadnięty, starając się dotrzymać kroku swemu przyjacielowi.
— Oczywiście, że nie... Ładna, bo ładna, — ale gdyby nawet była księżniczką krwi, nie zniósbym jej obecności dłużej, niż przez jeden tydzień.
— Masz rację, przyjacielu — odparł baron. — Ciekaw jestem jak się zabierzesz do dzieła.
Z tymi słowy obaj panowie zbliżyli się do Olgi Dimitriew... Muszę przyznać, że z trudem panowałem nad sobą.
— Wierzę ci, Charley... Opowiadaj dalej.
— Obydwaj wyprzedzili dziewczynę o kilka kroków, poczym nagle zatrzymali się przed nią. — Obaj jak na komendę, zdjęli cylindry z głowy...
— Sadzę, że zbliża się kulminacyjny punkt dramatu...
— Masz rację, jeśli można nazwać to zajście dramatem — odparł Charley Brand z uśmiechem. Wobec teł niemiłej zaczepki ze strony obcych mężczyzn, woltyżerka zatrzymała się na miejscu, jak wryta. Następnie rzuciła się odruchowo do ucieczki, biegnąc w moją stronę. Ukłoniłem się uprzejmie i zapytałem z szacunkiem:
— Bardzo przepraszam, że ośmielam się mówić do pani, nie będąc jej przedstawionym... Jeśli jednak zachowanie tych panów sprawia pani przykrość, proszę rzec słowo, a skarcę ich należycie.
Dziewczyna spojrzała na mnie z wdzięcznością:
— Bardzo panu dziękuję — rzekła dziwnie melodyjnym głosem. — Przykro mi tylko, że mogę sprawić panu kłopot moją osobą.
— Gdyby nasi panowie uznali wówczas swą porażkę i pozostawili kobietę jej losowi, historia na tym skończyłaby się. Ale hrabia Highburn spojrzał na mnie, jakby urażony i rzekł:
— Mister Brand, nie rozumiem dlaczego się pan miesza do nieswoich spraw? Zwracam panu uwagę, że hrabia Highburn nie pozwoli się obrażać bezkarnie w obecności damy.
— Rozumiesz sam, jaki sprawa musiała przybrać obrót. Zbliżyłem się do niefortunnego hrabiego i patrząc mu w oczy, rzekłem:
— Pańskie zachowanie przynosi ujmę hrabiowskiemu tytułowi... Jeśli niezwłocznie nie przeprosi pan tej damy, wcisnę panu przemocą cylinder aż po szyję.
— Wiesz, że nie rzucam słów na wiatr, Edwardzie. Nie minęły więc trzy sekundy i cylinder hrabiego nasunął mu się na twarz aż po same usta. Hrabia czynił jakieś przekomiczne gesty, chcąc się pozbyć nieprzewidzianej przeszkody. A tymczasem baron Bornemouth stał obok, nie śmiąc wyrzec ani słowa.
Raffles zaśmiał się.
— Byłem niewdzięczny, skarżąc się na brak urozmaicenia — rzekł wreszcie. — Dlaczego u licha, nie opowiedziałeś mi o tym wcześniej?
— Z bardzo prostej przyczyny: nie pytałeś mnie o to, a nie sądziłem, aby moja przygoda mogła wzbudzić twoje zainteresowanie.
— A co się stało się z Olgą Dimitriew?
— Zachowała się, jak prawdziwa dama, Nie czekając na rezultat sprzeczki między panami, oddaliła się śpiesznym krokiem.
— Doskonale się spisałeś, Charley. — Czy na tym koniec?
— Mógłbym odpowiedzieć twierdząco, Edwardzie... Wiem jednak, że przed tobą nic się nie ukryje: Nie mogłem się powstrzymać i postanowiłem wycisnąć na ich twarzach odciski moich pięciu palców.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Matthias Blank, Kurt Matull i tłumacza: anonimowy.