List do poległego drucha

<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Buława
Tytuł List do poległego drucha
Pochodzenie Krople czary. Część druga
Wydawca Paweł Rhode
Data wyd. 1865
Druk A. Th. Engelhardt
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część druga
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
List do poległego drucha.

„Za naszą wolność i waszą!“
M. R.
Sunt lacrimae rerum.

Szliśmy wraz życiem, młodzi towarzysze,
Zuchwali myślą, lecz pełni miłości,
Tyś padł — jam został — do Ciebie w żałości,
List ten boleści łzą gorącą piszę...
W kraje tajemnic tęsknoty skrzydłami
Na piórach tonów szlę ten głos do Ciebie,
Jak chmurę liści, porwaną wichrami,
Jak jęki ptastwa, na twoim pogrzebie....
O! długom chodził blady i ponury,
I zatrzasnąłem piersi mojéj wrota,
Nietknąłem pióra, lecz smętności pióry,
Leciałem — w ślad twój, rwała mnie tęsknota!
Alem się sromał łez mojéj źrenicy,
Bo zdało mi się, rycerzu! że tobie
Łzy ubliżają!.. jak skra błyskawicy,
Zalana we łzach, na nieznanym grobie!
Nieraz porwałem arfę, co po tobie
Wisiała wdowia, na kurhanów krzyżu,
I tak sępiemi szponami w żałobie,
Szarpnąłem, że mi drgała dzwonem ze spiżu...
Alem ją cisnął w zbyt wielkiéj żałości
Bo nieznalazłem słów w méj duszy głębi,
Aż anioł bólu w anioła świętości
Zolbrzymiał — jasny, świetlany, gołębi!..
I z skrzydeł jego, wziąwszy jedno pióro,

List ten do Ciebie o mój bracie piszę,
Każde mi słowo pada tak ponuro,
Jako trumnę gruda... w łzawą ciszę!..
Tobie tam jasno przy Kościuszków boku,
Wśród arf słonecznych, z gałęzią palmową,
Na łonie Polski, w jéj chwały uroku,
Śpiewać tryumfu, pieśnią Chrystusową...
Ale ci powiem, co tutaj po tobie,
Zostało.... Boleść smutnych towarzyszy,
Co w nocnych rozmów wpół cichéj żałobie,
O tobie mówiąc ściskają dłoń w ciszy....
A w bratniem kole krążą pieśni twoje
I rozbudzają w młodzi lwiego ducha,
Niech tyran w bicia ich serca się wsłucha,
Zadrzy, nim wstaną i pójdą na boje!
Lub przy ognisku, wianek smętnych kwiatów,
Co się w języku świata zwą Polkami,
Czyta twe pieśni z przędzą przyszłych światów,
Czyta — i czyta — i pieśń kończy łzami...
A przed ich dusze dziewczę Sącza blade,
Za rękę wiedzie Piasta kołodzieja,
Co na świat wraca, na wspólną biesiadę,
A ona wiedzie go — jako nadzieja!...
Po alabastrze ramion jéj warkocze
Lunęły — w oczach ma jeszcze ten płomień,
Co krzycząc „rzeź!“ na miasto jako promień
Rzuciła, krzyki roznosząc prorocze!...
O smętna ptaszko! tyś spełniła swoje,
Złóż nieśmiertelną nagłówkę na kurhanek,
Rosą opadły na kwiaty łzy twoje
A dzisiaj — naród cały — twój kochanek!..
Smutna jak dziecię po Kassandry duchu,
I dziksza niźli Klara Egmontowa,[1]
A Piast się wsłuchał, jak ta jego mowa,
Spiękniała w dźwiękach, pełna życia, ruchu!
Czasem przy lampie młodzieniec ubogi
Karty przewraca, pasując się z sobą,

I zapał nieci, i przeklina wrogi,
Znałem go!.. krzyknie, z dumą i żałobą!..
A czasem — u wrót cichego kościoła
Żebrak za tobą modli się łzą cichą,
Tę łzę Ci skrzydło przynosi anioła,
W serce co się tu — niebratało — z pychą!..
Kto raz szyderstwem usta swoje splamił,
I kochające serce brata zranił,
Kto rozczarował czystą, z wiarą duszę,
Popełnił zbrodnię, co piekła iskrami
Ryta przyleci w sądu zawierusze,
I przeciw niemu, stanie — z piorunami!..
O! tyś był korny, i służyłeś braci
Tem złotem sercem, jak brylanty kłosów,
Których łzy słońce blaskami bogaci,
Aż je skowronek chwyci, w toń, niebiosów!..
Tam! kędy wieje wiatr od Obertyna
Przy skałach Dniestru, stoi domek mały,
Twoich rodziców za tobą włos biały
Powiewa, niemą skargą, co słów niema!...
Choć bohatersko śmierci bohatera
Przyjęli chwałę, bledsza od opłatka
Twarz ich!.. i skarga w łzie ojca zamiera,
A matka? — matka — matka — matka — matka!
W izdebce twojéj, gdzie tyle przewiało
Pracy, walk, smutków, wspomnień i nadziei,
Kędy się tyle godzin przegadało,
Wśród oczekiwań, i losów zawiei....
Tam — wstąpił jeden z twoich towarzyszy,
Któregoś kochał w twéj wiośnie młodzieńczej,
I w pustych ścianach stanął — w martwéj ciszy
Jak w gnieździe, w które, ptak niewróci więcej!
Na niebios błękit! zaiste — wspomnienie,
To żmija, co się kładzie w orle gniazdo,
Ach! to wieczornej gwiazdy — w morzu lśnienie,
Co błyska w falach — ale nie jest gwiazdą!..
I ujrzał okno, przy którem z włosami
Igrał Ci powiew cichego wieczoru,
I piec co huczał, kiedy gawędami,

Schodziły noce, bratnie, rozhoworu...
Wtedy się w zapas wziął, z boleścią dumną,
A z bólu jego kolano — przyklękło,
Jakby mu serce na twéj trumnie pękło,
Jakby się grobu twego stał kolumną!...
I padł o ziemię — i deski te głuche
Całował z głośnym płaczem, z dziecka łzami,
Kędyś ty ścieżkę wydeptał stopami
W górę unosząc — oko w żalu — suche!...
Ale się zerwał — i w sierocéj chwili,
Pomniał, żeś ty tu umiał serce w procę
Mienić, kiedy się słowiczo rozkwili,
I niém ugodzić — w boleść! w dni sieroce...
Więc niém wyrzucił w gwiazdy! — aż do Ciebie!
Z nim krzyk swéj duszy — pierwszy — i ostatni!
Jak łez modlitwa — tęcza! co na niebie
Uwieńcza piorun po burzy jéj bratni!
A potém list ten, wśród samotnéj nocy,
Jak wieniec rzucił Ci o wschodzie słońca,
Aby noc bólu przysłoniła mocy,
A potém poszedł — aby iść — do końca!

∗                         ∗

Odtąd upadły anioł w snach tyranów,
Od twego w burzy będzie ślepł imienia,
O! boś ty orłem téj ziemi hurhanów,
Któréjś dał ciałem krew — a duchem pienia![2]








  1. Egmont Goetego.
  2. Ten wiersz (na śmierć Mieczysława Romanowskiego) i kilka z poniższych, wyszły z małemi waryantami, dawniéj, w piśmie Lwowskiém: Dziennik literacki.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Tarnowski.