Niebezpieczne związki/List XIV
<<< Dane tekstu >>> | |
Autor | |
Tytuł | Niebezpieczne związki |
Wydawca | E. Wende i Spółka |
Data wyd. | 1912 |
Druk | Drukarnia Narodowa |
Miejsce wyd. | Lwów |
Tłumacz | Tadeusz Boy-Żeleński |
Tytuł orygin. | Les Liaisons dangereuses |
Źródło | Skany na commons |
Inne | Cały tekst |
Indeks stron |
Cecylia Volanges do Zofii Carnay.
Nie pisałam do ciebie wczoraj, moja droga Zosiu, ale nie nadmiar przyjemności jest tego przyczyną, możesz mi wierzyć. Mama była chora i nie opuściłam jej cały dzień ani na chwilę. Wieczorem, kiedy znalazłam się w swoim pokoju, nie miałam głowy do niczego; czemprędzej położyłam się do łóżka, aby się upewnić, że dzień się już skończył: jeszcze mi się nigdy nie wydał równie długi. To nie znaczy, żebym nie kochała mamy, ale nie wiem, co to było takiego. Miałam iść do Opery z panią de Merteuil; Kawaler Danceny miał także być z nami. Wiesz dobrze, że to są dwie osoby, które lubię najwięcej w świecie. Skoro nadeszła godzina, o której się zaczyna przedstawienie, serce mi się ścisnęło mimowoli. Wszystko mi zbrzydło nagle i płakałam, płakałam tak, że nie mogłam się powstrzymać. Na szczęście, mama leżała w łóżku i nie mogła tego widzieć. Jestem pewna, że Kawaler Danceny był także bardzo zmartwiony; ale on miał przynajmniej na pociechę widowisko i ludzi: to całkiem co innego.
Na szczęście Mama dziś ma się lepiej i pani de Merteuil przyjdzie z Kawalerem Danceny i innym jakimś panem; ale pani de Merteuil przychodzi zawsze bardzo późno, i jak się jest tak długo samej, to strasznie nudno. Jest dopiero jedenasta. Prawda, że muszę pograć trochę na harfie; przytem tualeta także mi zajmie nieco czasu, bo chciałabym być dzisiaj dobrze uczesana. Zdaje się, że matka Annuncyata miała słuszność, i że człowiek, kiedy zaczyna żyć w świecie, robi się zalotnym. Od kilku dni strasznie chciałabym ładnie wyglądać, a ze smutkiem widzę, że nie jestem tak ładna, jak mi się to dawniej wydawało; przytem, przy kobietach, które się różują, straszliwie się traci. Naprzykład pani de Merteuil, widzę dobrze, że wszyscy mężczyźni uważają ją za ładniejszą odemnie: to mnie niezbyt martwi, bo ona mnie bardzo lubi; a przytem zapewnia mnie, że Kawalerowi Danceny ja się więcej podobam. To bardzo szlachetnie z jej strony, że mi to powiedziała! zdawało mi się nawet, że bardzo jest z tego rada. Tego, to już nie rozumiem. Jak ona mnie lubi! a on!... och! tem, to strasznie się cieszę! to też zdaje mi się, że wystarczy na niego popatrzeć, aby już stać się ładniejszą. Patrzałabym też ciągle, gdybym się nie lękała spotkać jego oczu; bowiem, za każdym razem kiedy mi się to przytrafi, mięszam się zaraz i jakoś mi się robi przykro; ale to nic.
Do widzenia, moja jedyna: zabieram się do tualety. Kocham cię zawsze jak dawniej.