Organizacya Kościoła w Polsce do połowy wieku XII/Rozdział I

<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Abraham
Tytuł Organizacya Kościoła w Polsce do połowy wieku XII
Podtytuł Przyjęcie chrześciaństwa
Data wyd. 1890
Druk Drukarnia Zakładu Narodowego im. Ossolińskich
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na commons




Rozdział I.

Przyjęcie chrześciaństwa.

Powód, dla którego tak mało stosunkowo szczegółów o przyjęciu chrześciaństwa w Polsce znajdujemy w źródłach historycznych, leży zdaje się głównie w tem, że fakt ów dla dziejów naszych tak doniosły nie był wypływem gwałtownego jakiegoś przewrotu, ale że się odbył na drodze pokojowej, powoli, stopniowo przygotowywany. Nie obcem więc być musiało chrześciaństwo Polsce przed przyjęciem chrztu przez Mieszka I., a i po owem urzędowem przyjęciu, nie musiała być wielką siła odporna reszty ludności pogańskiej, skoro kronikarze niemieccy, znający wewnętrzne ówczesnej Polski stosunki, nie zapisali ani jednego faktu większego oporu, któremi przepełnione są dzieje missyi czy to ludów skandynawskich, czy Słowian połabskich, czy Prus, czy Pomorza i nie zanotowali ani jednego męczennika z powodu głoszenia chrześciaństwa na ziemi naszej. Missyonarzy nie tylko osłaniała silna opieka książęca, ale i ludność już z nimi dawniej się oswoiła, a przytem widocznie brak było w Polsce głównego chrześciaństwa przeciwnika, t. j. silnie zorganizowanego i zbyt wpływowego stanu kapłańskiego, który u Słowian połabskich, na Pomorzu i na Rugii był żywiołem w sprawach publicznych decydującym. Snać kult pogański w chwili zawiązku państwa polskiego i przyjęcia chrześciaństwa nie doszedł do tego stadyum rozwoju, aby nadać ludom w jego skład wchodzącym teokratyczną formę rządu, a i czynniki, które na otworzenie Polski wpłynęły, musiały być innej natury aniżeli te, które działały na naszych zachodnich i północno-zachodnich pobratymców. Tam zacięta walka z żywiołem niemieckim nie potrafiła stworzyć silnego związku państwowego, lecz właśnie dlatego, że była tak gwałtowną i tak straszną, skłaniała do szukania pomocy nie w silnej organizacyi, ale w świecie nadprzyrodzonym u bogów rodzimych, których byt także był zagrożonym. Tem tylko tłómaczyć można to uparte trzymanie się dawnej wiary u Słowian między Elbą i Odrą, tudzież fakt, że jedynie tam, gdzie chrześciaństwo torowało sobie drogę ostrzem miecza, przechowały się ślady i wiadomości o istnieniu organizacyi na tle religijnem i teokratycznem. Inaczej było w Czechach, na Morawie i w Polsce. I tu prawdopodobnie potrzebę silnego związku państwowego wywołała jakaś przyczyna zewnętrzna, ale inna, nie działająca tak gwałtownie i tak systematycznie, jak najazd niemiecki grożący wynarodowieniem lub wycięciem w pień. To też owe państwowe związki mogły się swobodniej, powoli rozwijać i rosnąć w siły, a wiara chrześciańska nie była im wrogą, bo nie niosła niewoli, ale owszem mogła być zużytkowaną jako podpora władzy książęcej. Jest to pospolite w owych czasach zjawisko, że połączeniu luźnych szczepów i ludów w jeden państwowy związek, towarzyszy prędzej lub później oficyalne przyjęcie chrześciaństwa, które niosło ze sobą cywilizacyą, pierwiastki ładu i porządku, i oddawało je na usługi władzy książęcej. O tem zaś, skąd chrześciaństwo przyjmowano, rozstrzygały z reguły względy polityczne, zawisłe w pierwszym rzędzie od geograficznego położenia danego państwa lub kraju. I w Polsce utworzenie państwa musiało nie wiele wyprzedzić wprowadzenie chrześciaństwa. W chwili, kiedy po raz pierwszy spotykamy w źródłach współczesnych wzmiankę o zetknięciu się Polski z potęgą cesarstwa, była ona już bliską chrześciaństwa. A więc nie wprowadzono chrześciaństwa pod bezpośrednim naciskiem tej potęgi; był to może jeden z powodów dalszych, ale nie wyłączny i jedyny. Do połowy niemal wieku Xgo odgraniczały na zachód ziemie polskie od cesarstwa liczne ludy słowiańskie na wskroś pogańskie i chrześciaństwu wrogie; nie byłoby więc łatwem dla missyonarzy niemieckich przedarcie się tą drogą. O wpływach chrześciaństwa od północy i wschodu w tym czasie i mówić nie można. Jedyną drogą otwartą było południe, gdzie graniczyły ziemie Słowian już chrześciańskich; tędy mógł bez przeszkody płynąć ruch missyonarski, który tak zbawienny za Mieszka plon wydał.
Zawiązku państwa polskiego trzeba szukać gdzieś między środkowym biegiem Odry i Wisły wzdłuż Warty. Ludy tu mieszkające, graniczyły z południa z szczepami słowiańskimi, osiadłymi na dzisiejszym Szląsku i nad górnym brzegiem Wisły, które już stosunkowo znacznie wcześniej, bo w drugiej połowie wieku Xgo z chrześciaństwem bliżej zetknąć się musiały. Jeśli możemy wierzyć podaniu Thietmara i Kosmasa, to chrześciańskie państwo Wielkomorawskie Świętopełka i nad tymi szczepami rozciągnęło swoje władztwo. Legenda pannońska przechowała nam ślad wyraźny, nietylko owego zwierzchnictwa, ale i szerzenia wiary chrześciańskiej u tych szczepów. Wiadomość dotycząca ochrzczenia księcia Wiślicy jest tą cenną wskazówką, pierwszą o pojawieniu się chrześciaństwa na ziemi naszej[1]. Chrzest ten dobrowolnym nie był, ale zapewne jak długo trwało potężne państwo morawskie i wpływ chrześciaństwa na szczepy mu podległe był zapewniony. I niemal do dziś pozostały jeszcze ślady dające się odnieść do tradycyi św. Metodego i Cyryla. Pomijając bowiem modlitwę do tych apostołów, przechowaną w starodawnych brewiarzach prowincyi gnieźnieńskiej, dowodem o wiele donioślejszym wpływów działalności św. Metodego, są liczne kościoły na Podgórzu karpackiem i w Krakowskiem rozrzucone[2] pod wezwaniem św. Klemensa, którego relikwie ci apostołowie Słowian z Chersonu do Rzymu przywieźli i któremu szczególną cześć oddawali. Ziemie te prawdopodobnie miały należeć także do organizacyi kościelnej, urządzonej w państwie morawskiem ku końcowi jego istnienia przez legatów papieża Jana IX., którzy obok metropolii trzy jeszcze biskupstwa tam założyli[3]. Państwo morawskie jednak już wówczas w szczuplejszych znajdowało się granicach, aniżeli za czasów Świętopełka. Od wschodu i południa wiele ziem zabrali Węgrzy, a i Czesi z zachodu odpadli; dyecezye ustanowione byłyby więc zbyt szczupłe, gdyby jeszcze na północ nie rozciągały się dzierżawy morawskie. I wtedy zapewne poraz pierwszy, weszły ziemie owe w prawidłową organizacyę kościelną, prawda że zbyt krótkotrwałą. W kilka lat później upadło państwo morawskie pod nawałą Węgrów, ale wiele rodzin morawskich schroniło się do ziem pogranicznych roznosząc ze sobą wiarę chrześciańską.
O dalszych losach późniejszego Szląska i Małopolski aż do czasów, gdy się stały kością niezgody między Polską a Czechami, a tem mniej o losach chrześciaństwa tutaj, prawie nic nie wiadomo. Wedle mętnego dość źródła Konstantyna Porfirogenety[4] ziemie te jako Wielka albo Biała Chrobacya w pierwszej połowie Xgo stulecia jeszcze nieochrzczone, posiadały własnego księcia, a podlegały Niemcom, ustawicznie wystawione na ich, tudzież Węgrów i Pieczyngów napady. Ile w tem prawdy, stwierdzić trudno. Prawdopodobnie istniał już tam zawiązek większego państwa, ale obok niego istniały liczne drobne szczepy pod własnymi książętami, które dopiero pod wpływem niebezpieczeństw grożących z zewnątrz, napierane z drugiej strony przez potężniejszy organizm państwowy rodzimy, powoli się z nim łączyły. W walce z najazdem węgierskim skonsolidowało się państwo czeskie, a zapewne zagony Węgrów i Pieczyngów i ubogich wprawdzie ziem polskich nie oszczędzały. Nie były to czasy dla missyj korzystne, ale pomimo tego posiew chrześciaństwa w tych stronach zupełnie nie zniknął. Bruno w swoim żywocie św. Wojciecha opowiada[5], że późniejszy arcybiskup magdeburski Adalbert wysłany na Ruś bawił w drodze na dworze ojca matki św. Wojciecha i tam go bierzmował. Matka św. Wojciecha była słowianką a jej ojciec księciem jakiegoś szczepu słowiańskiego, który jeśli nie był jeszcze chrześciańskim, to chrześciaństwo widocznie tolerował. Gdzie szczep ten mieszkał, trudno oznaczyć, ale sądząc z tego jaką najkrótszą drogę mógł Adalbert na Ruś obrać[6], należałoby przypuszczać, że graniczył z północnymi Czechami, gdzie właśnie leżały posiadłości panów Libickich, rodziny św. Wojciecha. Wedle granic podanych przez Kosmasa[7] posiadłości te wrzynały się w ziemie dzisiejsze szląskie około Kładzka, a więc w miejscu, gdzie granice naturalne nie stanowiły zbyt trudnej przeszkody komunikacyjnej. A wreszcie samo małżeństwo Mieszka z Dobrówką, jest śladem dawniejszych już stosunków szczepu polskiego z chrześciańskimi od dawna Czechami. Czechy należały jeszcze wtedy do prowincyi metropolitalnej salzburskiej i dyecezyi ratysbońskiej, a jakkolwiek zapewne w zupełności nie nawrócone, były jednak polem, na którem missye niemieckie z południowych Niemiec i Frankonii miały zapewnione powodzenie. U północnych granic Czech posiadał w wieku Xtym klasztor fuldajski posiadłość Sorawę nadaną mu rzekomo jeszcze w wieku IX. przez hrabiego Takulfa, którego źródła współczesne zowią »dux Sorabici liminis«, późniejsze »comes de Bohemenia«[8]. Z tej więc strony dla działalności missyonarskiej w kierunku Polski droga zdaje się była łatwiejszą; oczywiście, że pierwszymi missyonarzami nie byli Czesi lub Morawianie, lecz Niemcy, i to prawdopodobnie z południowo- lub środkowo-niemieckich klasztorów, ci sami, którzy byli missyonarzami Czech.
Nie tyle otwartą była droga od Zachodu. Od czasów Karola W., który w walce z Sasami i ze Słowianami się zetknął i miał ich nawet, co bardzo wątpliwe, aż po Wisłę ujarzmić, nie ustaje zacięta walka, a wraz z nią usiłowanie wprowadzenia chrześciaństwa u Słowian za Elbą. W czasie, kiedy Polska od dawna była już chrześciańską, usiłowania te jeszcze prawie żadnego nie osiągnęły skutku, widocznie droga obrana zatknięcia krzyża ponad trupami i na zgliszczach grodziszcz słowiańskich, mniej była odpowiednią. Rasowa ta walka dwóch różnych plemion, z których jedno walczyło o utrzymanie ziemi ojczystej, prowadzoną była przez szczep saski, a królowie niemieccy z saskiego domu uważali ją temsamem za politykę dziedziczną. Najgwałtowniejszą była ona właśnie za ich czasów, a wiek Xty najsmutniejszym w dziejach zachodnich Słowian. W toku nieustannych starć i zapasów, granice niemieckie zrazu bardzo chwiejne, niejednokrotnie opierały się o Odrę, otwierając drogę dla wpływów Zachodu, tworzącemu się właśnie poza Odrą państwu polskiemu. Między r. 928 a 932 podbitą została ziemia Milzienów granicząca ze Szląskiem, w r. 940, dzięki zdradzie księcia Hawellanów Tugumira zmuszono do opłacania trybutu Hawellan i Lutyków aż po Odrę, około r. 963 podbił margrabia Gero Łużyczan, a nawet wedle podania Thietmara, nie popartego żadnem innem źródłem, w tym czasie miała być shołdowaną i Polska[9]. Dawna to była taktyka, bo już przez Karola W. na ziemi saskiej praktykowana, aby wraz z podbojem, wraz z organizacją państwową wprowadzać i organizację kościelną, bez czego zdobycze orężne nie rokowały pewności, taktykę tę podjęli Sasi w stosunku do Słowian, nie dziw więc, że dla nich Niemiec orężny czy missyonarz zawsze tymsamym znienawidzonym był wrogiem, a missye tylko tam rokować mogły nadzieję powodzenia, gdzie wszelki opór był już wręcz niemożliwy. Chrystyanizowanie ziem słowiańskich szło też bardzo opornie, w źródłach nie ma śladu o częstszych do Słowian poza Elbą missyach, widocznie zakonnik saski z obawą stron tych unikał i wolał udawać się dalej na północ, gdzie praca jego mogła mieć większe widoki powodzenia. Tu i owdzie tylko pojawiają się w w. IX. i pierwszej połowie X. nieliczne wypadki nawrócenia książąt słowiańskich, ale o przyjęciu chrztu przez całe szczepy nic nie wiadomo. Zapisany w rocznikach pod r. 821[10] chrzest księcia Obotrytów Sławomira na łożu śmierci, był bez dalszych praktycznych następstw, a i chrzest zdrajcy Tugumira[11] także za sobą dalszych nie pociągnął zdaje się konsekwencyi. Z natury rzeczy wypływało, aby missyami u Słowian zachodnich zajęły się pobliskie klasztory, jak sławna Nowa Korbeja nad Wezerą i założony w r. 936 klasztor św. Piotra i Maurycego w Magdeburgu. Tymczasem o działalności tych klasztorów na ziemiach słowiańskich, nic źródła nie podają, można się jej domyślać, ale stwierdzić trudno. Zakonnik niemiecki nie był tak zresztą skorym do podejmowania missyi na własną rękę, jak zakonnicy irlandzcy, szkoccy lub anglo-sascy[12], którzy byli apostołami Niemiec, a zresztą wieki IX. i X. missyom przez klasztory podejmowanym nie bardzo sprzyjały. W wieku IX. już ustalać się poczęła zasada, że kierownictwo missyi spoczywa w ręku stolicy apostolskiej, a prawidłową organizacyą kościelną jest organizacya dyecezyalna, a nie organizacya samoistnych klasztorów. Dlatego coraz częściej spotykamy przykłady wnoszenia próśb do stolicy apostolskiej o zezwolenie na missye, tudzież przykłady, że missyami zajmują się sami biskupi, a nie klasztory. Oczywiście, że wskutek tego nie wykluczone jeszcze były missye klasztorne, ale poddane zostały kontroli papieża i biskupa, do którego okręg missyjny należał. Sprawa missyj u Słowian zachodnich poruszoną już była dość wcześnie i to równocześnie z missyami u ludów skandynawskich, a oparła się niemal w pierwszem swem stadyum o stolicę apostolską. Jeszcze Karol W. powziął plan tych missyj, ale myśl jego stała się dopiero wtedy bliższą urzeczywistnienia, gdy w r. 831 założono stolicę arcybiskupią w Hamburgu, której celem właśnie miało być apostolstwo. Pierwszym arcybiskupem został Ansgar, mnich ze Starej Korbei nad Sommą i otrzymał dla pracy missyonarskiej potrzebne od stolicy apostolskiej pełnomocnictwo. Podobną legacyę już dawniej uzyskał Ebbo arcybiskup z Rheims, lecz sam zbyt zajęty sprawami państwa, dla działalności w missyi wybrał mnicha Ansgara. W r. 831 Ansgar mógł samoistnie działać, a legacya jemu przez Grzegorza IV. udzielona, dotyczyła i jego następców, i rozciągała się »in omnibus circum quaque gentibus Danorum, Sueonum, Norvehorum, Farrie, Gronlandon, Halsingalondan, Islandan, Scrideuindun, Slavorum nec non omnium septentrionalium et orientalium nationum«[13]. Oryginał tej bulli jest wprawdzie podejrzanym, ale stanowił już podstawę stosunków prawnych w wieku X. za arcyb. Adaldaga. Ansgar głównie zajął się missyami na północy, jednak działalność jego w pewnej mierze i do Słowian się odnosiła. Założył bowiem w Hamburgu klasztor, gdzie sprowadził mnichów ze Starej Korbei i urządził przy nim szkołę dla kupionych chłopców Duńczyków i Słowian. W tym to klasztorze, tudzież w poddanym Ansgarowi klasztorze Turholt we Flandryi kierowali się ci chłopcy na przyszłych missyonarzy w swojej ojczyznie. Nie długo to jednak trwało, gdyż wskutek zburzenia Hamburga założony klasztor upadł, a i klasztor Turholt został Ansgarowi zabrany[14]. Zdaje się więc, że działalność Ansgara w tym kierunku spodziewanego plonu nie wydała, a legacya kościoła hamburskiego, o ile dotyczyła Słowian, poszła na pewien czas w zapomnienie. Odtąd mało spotykamy śladów missyonarzy na ziemi słowiańskiej. Wedle Adama bremeńskiego miał w pierwszych dziesiątkach lat wieku Xgo opowiadać słowo Chrystusowe między Słowianami (prawdopodobnie Obotrytami) biskup werdeński Adalward zmarły w r. 933[15], a w drugiej połowie tegoż wieku wedle Thietmara[16] Bozo mnich z klasztoru św. Emmerama w Ratysbonie, późniejszy od r. 978 biskup mersekurski[17], (prawdopodobnie między Sorabami i Dalemińcami), a wreszcie nekrolog lüneburski podaje datę śmierci nieznanego bliżej biskupa Bernarda, który zmarł przed r. 783, nazywając go »episcopus de Sclavis[18]. Oto wszystko, co wiemy o missyonarzach z tego czasu na ziemi słowiańskiej, rzeczywiście zbyt mało, aby stąd jakiekolwiek wyciągać wnioski. Czy ich więcej nie było i czy żaden z nich granic polskich nie dotarł? Że ich w ogóle niewielu być musiało, to pewne, gdyż i w kierunku wprowadzenia chrześciaństwa u Słowian cesarze z dynastyi saskiej trzymali się ściśle tej zasady, że tam dopiero wprowadzali organizacyę kościelną, gdzie kraj zupełnie był podbity. Nie missyonarze torowali drogę zdobyczom, ale oręż chrześciaństwu. Dlatego biskupstwa założone na ziemi słowiańskiej przez Ottona W., jak aldenburskie, havelberskie i brandenburskie, nie mogły oddziaływać na sąsiednie szczepy słowiańskie, lecz musiały się zająć przedewszystkiem nawracaniem w swej własnej dyecezyi, co i tak zbyt opornie naprzód postępowało. Biskupi więc i zakonnicy sascy zbyt wiele mieli zajęcia w obrębie zdobyczy niemieckich, aby wyprawiać się i na missye o bardzo niepewnem powodzeniu. Bądź co bądź i pomimo tego, czy to przez jeńców wojennych, czy po drogach handlowych, musiał się przedrzeć wpływ chrześciaństwa z tej strony i poza Odrę, ale brak nam dla jego stwierdzenia dostatecznego materyału, brak ogniw, któremi przyjęcie chrześciaństwa w Polsce moglibyśmy powiązać z pracami missyonarskiemi za Odrą, a tem mniej z klasztorem lub biskupstwem, z któregoby chrześciaństwo do Polski przyszło. Z tego co dotąd przy dzisiejszym stanie źródeł wiemy, tyle tylko by wnosić należało, że większym mógł być wpływ missyonarzy do Polski drogą południową przybyłych, aniżeli z za Odry, tem bardziej, że wpływ z południa był dawniejszym i więcej ciągłym.
Wzmiankę o Polsce poraz pierwszy spotykamy w źródłach dziejowych dopiero pod r. 963 w Widukinda mnicha korbejskiego »Dziejach saskich«, z okazyi najazdu na Polskę i pobicia Mieszka I. przez awanturnika Wichmana ze Słowianami zaodrzańskimi sprzymierzonego. Polacy nazwani tu »Licicaviki« są zaliczeni między »barbari« a Mieszko nazwany królem[19]. Dla mnicha korbejskiego król ten jeszcze zdaje się być osobistością nieznaną, prawdopodobnie poganin. O dwa krótkie jednak ustępy dalej powraca kronikarz znowu do niego pod rokiem 967[20] i zowie go »amicus imperatoris«. Nie posiadamy śladu, aby dwa te ustępy tak bliskie siebie były pisane w odstępach czasu znaczniejszych a więc współczesnych zdarzeniom, przypuścić tedy musimy że Widukind pisał je jednocześnie, ale w takim razie dość dziwnem jest to odmienne traktowanie epitetów Mieszka. Nie zdaje nam się, aby było ono umyślne, gdyż trudno sądzić, by w sposób tak niejasny chciał Widukind dać do zrozumienia, że w r. 963 Mieszko »rex« był jeszcze niezależnym a w r. 967 poddanym cesarstwu i że w r. 963 zaliczony do barbarzyńców był nieochrzczonym a w r. 967 jako przyjaciel cesarza chrześcianinem. Tak ciemne są jedyne współczesne wzmianki, że z nich ani o stosunku Polski do cesarstwa, a tem mniej o czasie przyjęcia chrztu przez Mieszka żadnych pewnych wysnuwać nie możemy wniosków. Widukind opowiada tuż przedtem bezpośrednio dość obszernie o nawróceniu Danii i chrzcie Haralda, który miał mieć miejsce około r. 965, jednak ani słowem nie dotyka chrztu Mieszka, tak, jak gdyby sprawy tej nie znał, lub jak gdyby bliżej go nie obchodziła. A jednak pomimo tego milczenia mnicha z Korbei przypuścić należy, że w czasie kiedy swe Dzieje kończył, Polska weszła już do rzędu państw chrześciańskich. Widukind opowiada bowiem, że w walce z Wichmannem posiłkował Mieszka teść jego książę czeski Bolesław a więc walka ta miała miejsce już po małżeństwie z Dobrówką. Z małżeństwem tem zaś łączą źródła dziejowe wprawdzie nie współczesne, ale najdawniejsze, chrzest Polski. Zachodzi jednak w źródłach tych niezgodność co do oznaczenia czasu, czy chrzest Mieszka nastąpił przed czy po ślubie z Dobrówką. Współczesny niemal Thietmar podaje[21], że Dobrówka dopiero po ślubie nawróciła Mieszka i skłoniła do przyjęcia chrztu a opowiada przy tem o fortelach jakich w tym celu używała. Nie da się zaprzeczyć, że opowieść nosi na sobie pewną cechę legendy, ale treść główna tego podania zdaje się mieć za tło fakt rzeczywisty o którym za życia Thietmara jeszcze dobrze pamiętano t. j. że chrzest Mieszka nastąpił po jego ślubie i że udział w tym pewien posiadała Dobrówką. Inaczej jest przedstawione następstwo faktów w kronice Galla[22], Dobrówka tak długo nie chce zezwolić na ślub z Mieszkiem, jak długo nie obiecał przyjąć chrztu, a dopiero potem wybiera się do Polski »cum magno sæcularis et ecclesiasticæ religionis apparatu« »necdum tamen thoro sese maritali fœderavit, donec ille paulatim... errori gentilium abnegavit, seque gremio ecclesiæ counivit«. W podaniu tem miałby ślub Mieszka nastąpić dopiero po przyjęciu chrztu, jednakowoż widocznem jest ze słów Galla, że Dobrówka przybyła już przedtem do Polski a później dopiero chrzest Mieszka nastąpił. W tem zgadza się Gallus z Thietmarem, a w obec tego kwestyę ślubu możnaby pozostawić na uboczu jako obojętną. Lecz i w tym kierunku zdaje nam się niewątpliwem, że ów warunek Dobrówki również na karb legendy należy zaliczyć. Ustawodawstwo kościelne, które dziś uważa małżeństwo między chrześcianinem a nieochrzczonym za nieważne, podówczas nie stało jeszcze na tem stanowisku, ustawodawstwo rzymskie zabraniało tylko małżeństw z żydami a i świeckie prawo frankońskie podobnych zakazów nie zna, również milczy o nich i ówczesna praktyka pokutna, jakkolwiek w innych kierunkach tak kazuistyczna. A gdy kościół podówczas nie wymagał żadnej formy uroczystej zawarcia małżeństwa, tylko prostego zezwolenia, tem mniej więc kwestya nieważności takich małżeństw była poruszaną.
Że po przybyciu Dobrówki Mieszko chrzest przyjął, wypływa nadto z roczników najdawniejszych, które bez wyjątku kładą datę przybycia jej do Polski przed chrztem Mieszka. Wedle roczników, jak kapitulnego i Traski, przybyła Dobrówka do Polski w r. 965 a chrzest Mieszka odbył się w r. 966 a wedle t. z. świętokrzyskiego dawnego pierwszy fakt miał miejsce w r. 966, drugi w 967, tak że fakta owe wedle roczników tych tylko o rok są od siebie oddalone. Zgadza się to również z podaniem Thietmara, który opowiada, że jak słyszał od jednych, Dobrówka miała rok tylko pracować nad nawróceniem męża, podczas gdy inni opowiadają, że aż przez trzy lata. W celu oznaczenia roku nie mamy innego punktu wyjścia, jak tylko oprzeć się na dacie tej, jaką podaje rocznik uznany przez krytykę naukową za najdawniejszy, gdyż brak nam innych jakichkolwiek środków pomocniczych. Dwa jednak posiadamy roczniki najdawniejsze, które widocznie z jednego pochodzą źródła t. j. rocznik Świętokrzyzki dawny i rocznik kapituły krakowskiej, lecz oba właśnie różnią się o rok w dacie chrztu Mieszka (r. 966 lub 967). Prawdopodobnie zapiski te, jak słusznie zauważano[23], zostały spisane z pamięci, na tablicy paschalnej, skąd przy odpisywaniu daty o rok zostały posunięte. Datą więc chrztu Mieszka byłby r. 966 a jeśli ją porównamy z podaniem Widukinda, że Mieszko w r. 967 udawał się do swego teścia o pomoc, to możemy twierdzić stanowczo, że chrzest Mieszka nie odbył się po r. 967[24]. Podniesiono wprawdzie, że należałoby dla chrztu Mieszka datę jeszcze wcześniejszą niż r. 966 przyjąć[25] a to z powodu, że założenie biskupstwa poznańskiego miało mieć miejsce w początku r. 967, nam się jednak wydaje, że kwestyę możnaby również postawić odwrotnie t. j. że chrzest nastąpił po przybyciu biskupa Jordana do Polski, a w obec tego nie byłoby potrzeby dalszego przesuwania wstecz tej daty.
Trudniejszem do rozwiązania jest natomiast pytanie, czy chrześciaństwo przyszło do Polski dopiero wraz z Dobrówką z Czech, czy z Niemiec. Tak jednakowoż również pytania formułować nie można, bo i z Czech mogło być przyniesionem do nas chrześciaństwo tylko przez Niemców, bo i w Czechach samych nie było ono jeszcze należycie ugruntowane, a o tem aby istniało tam już wtedy duchowieństwo czeskie do missyj zdolne, nie może być mowy. Chodziłoby więc tylko o oznaczenie, czy drogą na Czechy, czy drogą zachodnią z za Odry, chrześciaństwo z Niemiec nam przyniesiono i kto mogli być pierwsi u nas missyonarze. Więcej otwartą dla missyi, jak staraliśmy się wskazać, była droga południowa, ale była też dalszą, droga zachodnia więcej niebezpieczną. Wyraźnych nigdzie w źródłach nie posiadamy wskazówek, kto się zajmował missyami w Polsce, i nie mamy śladu, czy który z wyżej wspomnianych missyonarzy Słowian dotarł do Polski. Jedynie może przejeżdżał przez nią na Ruś Adalbert późniejszy arcybiskup magdeburski około r. 961, lecz czy pracował tutaj i czy działalność jego wydała jakie owoce, również nie wiemy. Podanie Adama bremeńskiego (II. 13) że Adalbert »multos Sclavorum populos praedicando convertit«, mogłoby wprawdzie za tem przemawiać, jest ono jednak tak ogólne, że na tej tylko podstawie więcej prawdopodobnej hypotezy budować nie można. Co do tego skąd mogło przyjść do Polski chrześciaństwo, jedną tylko posiadamy w literaturze naszej hypotezę, należycie naukowo uzasadnioną[26], tej treści, że pierwszymi missyonarzami u nas byli mnisi z Nowej Korbei. Dowody jakie w tym kierunku naprowadzono, są trzy: dzieje i sposób powstania najdawniejszego naszego rocznika, wiadomości dokładne Widukinda mnicha korbejskiego o Polsce, które mogą polegać na relacyach missyonarzy i wreszcie wezwania najdawniejszych kościołów polskich w Gnieźnie i Kruszwicy.
Najstarszym rocznikiem naszym jest wspomniony już t. z. rocznik świętokrzyski dawny a obok niego rocznik kapituły krakowskiej, obadwa z wspólnego niezależnie od siebie pnia powstałe. Wspólnem ich źródłem ma zaś być t. z. rocznik frankońsko-polski, około r. 970 do Polski przeniesiony, który mógł się znajdować w ręku missyonarzy wówczas nad Wartę przybyłych. Oznaczając więc miejsce gdzie rocznik ten powstał, możnaby temsamem oznaczyć, jaki klasztor tych missyonarzy do Polski wysłał. Wedle badań dawniejszych nasz rocznik kapitulny ma być kompilacyą z roczników hersfeldzkiego, augijskiego (z Reichenau) i korbejskiego, ułożoną w Moguncyi, a następnie przez Czechy po r. 1012 do nas przyniesioną. Wbrew tym wynikom postawiono twierdzenie[27], że rocznik ów przybył do Polski około r. 970, że dopiero z Polski do Czech się dostał i że ostatecznie spisano go w Korbei, a więc że wraz z missyonarzami mnichami korbejskimi do nas przybył. Pomijając określenie czasu przybycia, który dokładnie żadną miarą oznaczyć się nie da, główne wątpliwości nasuwają się co do owego miejsca ostatecznej rocznika redakcyi. Za powstaniem w Nowej Korbei, przemawiają głównie te względy, że rocznik nasz zgadza się w ostatniej swej części, a więc najbliższej spisania, ze znanym nam rocznikiem korbejskim w dwóch zapiskach z r. 933 i 934 dosłownie[28] a w dwóch dalszych z lat 936 i 937[29] co do treści, dalej że pod rokiem 947 znajduje się mylna wprawdzie co do daty zapiska »inventio S. Stephani protomartyris « ale o charakterze lokalnym korbejskim, gdyż św. Stefan był patronem Korbei.
Biorąc jednak ogólną sumę zapisek obcych w naszym roczniku (przeszło 70), i porównawszy ją z ilością wspólnych zapisek korbejskich, to rzeczywiście cyfra tych ostatnich aż nazbyt małą się okaże. Prawda, że przeważają one w ostatniej części rocznika, ale po nich właśnie do r. 970 następuje 11 zapisek, z których żadna w tej formie w korbejskim roczniku się nie mieści. Jeśli nadto porównamy nasz rocznik z korbejskim, okaże się różnica znaczna, brak bowiem w naszym, w części końcowej, właśnie zapisek charakterystycznych korbejskich, jak n. p. dotyczących opatów, lub tak ważnej lokalnej, jak pod r. 949 »Translatio capitis s. Justini martiris de Magathaburg ad novam Corbeiam«. W obec tego aż nazbyt wątpliwą być musi hypoteza ich ścisłej zawisłości[30]. Fakt, że posiadają kilka zapisek wspólnych, przemawia jedynie za tem, że może niezawiśle od siebie z podobnych czerpały źródeł, lecz za niczem więcej. Nie posiadamy dziś wprawdzie obszernych roczników, jakie się wówczas w Korbei znajdować mogły, lecz fakt ten nie może wątpliwości powyższych osłabić, bo nasz rocznik, jak to jego krótkie zapiski wskazują, nie z obszernego ale z podobnego sobie dość szczupłego czerpał źródła.
Rocznik nasz w ogóle mało posiada zapisek lokalnych, ale przecież te, które są, nadają mu pewien charakter, tak że możnaby stąd wnosić o jego pochodzeniu. Pominąć musimy dwie zmylone daty dotyczące św. Stefana i Ambrożego, które żadnej nam wskazówki nie dają, lecz należy zwrócić uwagę na inne jego cechy. I tak zapiski początkowe rocznika kapitulnego niemal aż po r. 931 są bardzo zbliżone do zapisek roczników południowo- i środkowoniemieckich, jako to augijskiego, weissenburskiego, quedlinburskiego, kolońskiego, i s. galleńskich, co wskazuje, że jego pierwotne miejsce powstania było w Niemczech południowych, gdyż wszystkie owe roczniki są pokrewne rocznikom z Reichenau. Nadto cały szereg zapisek każe się domyślać, że rocznik pochodzi z miejscowości należącej nietylko do prowincyi metropolitalnej mogunckiej, ale nawet do dyecezyi mogunckiej, nie znajdujemy w nim bowiem oprócz dat dotyczących arcybiskupów mogunckich ani jednej, któraby do innego odnosiła się biskupa. Również wnosić wypada, że powstał w klasztorze do tej dyecezyi należącym, gdyż zawiera wzmiankę pod r. 816 dotyczącą reguły klasztornej, a przytem nie wspomina o śmierci arcybiskupów mogunckich z kolei, lecz tego lub owego a nawet po 2 lub 3 wypuszcza, co sprawia wrażenie, że zamieszczano tylko tych, którzy się klasztorowi zasłużyli. Prawda, że nie znajdujemy w nim także wzmianki o żadnym opacie, ale za to jest kilka wzmianek lokalnych, któreby wskazywały na Fuldę: pod r. 744 »Initium Fuldensis ecclesie«, pod r. 750 i 754 zapiski o św. Bonifacym, pod r. 807 »In cenobio Fuldensi fratrum mortalitas magna fuit« i pod r. 937 »monasteria s. Galii et S. Bonifacii comburuntur«. Podobnych wzmianek dotyczących innego klasztoru wcale w naszym roczniku nie ma, dlatego prawdopodobniejszym nam by się wydawał wniosek, że rocznik nasz stoi w bliższym związku z klasztorem fuldajskim, jakkolwiek z obszernymi jego rocznikami, które się zresztą z początkiem wieku X. urywają, także nie ma bliższej styczności[31]. W obszernej bibliotece klasztoru fuldajskiego niejeden zapewne znajdował się kodeks z tablicą paschalną, na której ten lub ów zakonnik na wąskim marginesie spisywał krótkie daty ze znanych mu roczników, a przez to zapiski o rożnem pochodzeniu tu się dostały.
Drugim dowodem, że rocznik nasz powstał w Korbei i że stamtąd chrześciaństwo do nas przyszło, mają być Dzieje saskie Widukinda[32]. Rzeczywiście jest on pierwszym pisarzem, który podał wiadomość o Polsce, ale zaznaczyliśmy już, że wiadomości jego są dość ciemne i świadczą o niewielkiem interesowaniu się sprawami polskiemi. Opis, który Widukind zamieszcza o bitwie i śmierci Wichmanna, jest dość plastyczny, ale zdaje nam się, że zarazem dość romantycznie wygląda zwłaszcza w opowieści o dumnem zachowaniu się Wichmanna, który tylko Mieszkowi chciał swój miecz oddać i o jego ostatnich chwilach. Ale chociażby nawet i szczegóły te były wierne, to Widukind mógł się o nich dowiedzieć niekoniecznie od missyonarzy korbejskich z Polski wracających, którzy byli świadkami upadku Wichmanna. Przy jego śmierci duchowny żaden obecnym nie był, tego nawet Widukind nie podaje, mógł więc słyszeć o szczegółach tych równie dobrze od świeckich czy to Niemców czy posłów Mieszka, który zbroję Wichmanna cesarzowi odesłał. A zresztą Widukind i nazwy Polaków nie znał dokładnie. Nazwa Licicaviki jest widocznie przekręconą i podobną do używanej czasem na oznaczenie Lutyków nazwy Leuticiki. Wreszcie sprawa chrześciaństwa w Polsce jest mu bardzo obojętną, o nawróceniu Danii rozpisał się szeroko, a o tem czy Polska była pogańską czy chrześciańską z Dziejów jego wyinterpretować trudno. I rzeczywiście nie posiadamy śladu aby missyonarska działalność braci zakonnych z Nowej Korbei aż do Polski dotarła, jak w ogóle nie posiadamy śladu, aby się przed w. XI. Korbejczycy missyami między Słowianami zajmowali[33]. Istnieje wprawdzie zapiska analistyczna, że w r. 844 Lotar pobitych Rugian po zabiciu króla Gestimula darował N. Korbei[34], ale na tem koniec. Dopiero w wieku XII. mnożą się ślady stosunku Korbei ze Słowianami. I przy obsadzaniu pierwszych okolic biskupich na ziemi słowiańskiej nie ma wzmianki o tem, aby który biskup był mnichem korbejskim. Pierwszy biskup merseburski był zakonnikiem z Ratysbony, biskup aldenburski z klasztoru hirschauskiego, pierwszy arcybiskup Magdeburga był mnichem z klasztoru s. Maxymina koło Trewiru, później opatem weissenburskim, pierwszy biskup praski pochodził z klasztoru w Magdeburgu, a i pierwszych biskupów Havalberga, Brandenburga, Misnii i Żytca nie znajdujemy w spisach braci korbejskich, które się aż do naszych dochowały czasów[35]. Klasztor korbejski, jeśli podówczas pracował w missyach, to tylko na północy za przykładem Korbejczyka Ansgara[36].
Najwięcej przekonywującym byłby może dowód oparty na wezwaniach najdawniejszych naszych kościołów. Katedra poznańska nosiła wezwanie św. Piotra i Pawła, Kruszwicka św. Piotra, później nadto św. Wita i miała posiadać relikwie z Korbei[37], katedra gnieźnieńska a prawdopodobnie kościółek przez Mieszka jeszcze zbudowany, wezwanie św. Trójcy i św. Wita[38]. Otóż św. Piotr był patronem Korbei Starej, św. Szczepan i Wit Nowej. Wezwanie św. Piotra i Pawła było bardzo pospolite i do niego trudno przywiązywać większą wagę. Z kościołów Polsce pobliskich wezwanie to nosiły: klasztor magdeburski, katedra w Aldenburgu, Bambergu, w Brandenburgu, Kolonii, Ratysbonie a i kościół w Fuldzie, w wezwaniu jednak św. Wita wpływ Korbei mógłby się uwidocznić. Lecz zapiska, z której czerpiemy wiadomość pewną o pierwotnym tytule katedry gnieźnieńskiej, znajdująca się w Roczniku Sędziwoja z Czechła pod r. 970 »fundata est ecclesia Gnesnensis metropolitana in honorem S. Trinitatis et S. Viti ordinante hec omnia christianissima principe Dobrochna« wskazuje raczej na wpływ bliższy Dobrówki. W Pradze jeszcze ś. Wacław zaczął budować kościół św. Wita[39], nic więc dziwnego, jeśli Dobrówka fundując świątynie w Polsce, tegosamego wezwania użyła. Wpływ Korbei na Czechy w tym czasie zupełnie jest nieznanym, dopiero biskup praski Tiaddag (w l. 998—1017) był Korbejczykiem, a więc trudno w owem wezwaniu widzieć bezpośrednie oddziaływanie Korbei. Przeciwnie niektóre ślady historyczne, pomijając nawet podniesione właściwości charakterystyczne najdawniejszego naszego rocznika, w inną skłaniają nas stronę, w kierunku klasztoru fuldajskiego. I w tym klasztorze przechowywano ze czcią relikwie św. Wita i poświęcono mu ołtarz, gdyż część ciała tego świętego sprowadził do Fuldy opat Huoggi w początku X. wieku[40]. Klasztor ten potężniejszy od Nowej Korbei, nieustępujący jej pod względem ruchu umysłowego, bliższym był Czech i może właśnie w owem wezwaniu kościółka Wacławowego przechowały się wpływy cudów relikwii św. Wita w Fuldzie, niedawno tam przyniesionych. Jeśli już mamy o wezwaniach mówić, to nie należy zapominać, że najstarszym wedle tradycyi ma być w Krakowie kościół ś. Salwatora. Nie ma potrzeby dla wezwania tego szukać wpływów wschodnich, bo głównym tytułem kościoła w Fuldzie był właśnie tytuł św. Salwatora[41]. A wreszcie z innych kościołów polskich katedra wrocławska i starsze, o ile wnosić możemy, klasztory jak n. p. klasztor w Mogilnie nosiły wezwanie św. Jana, i w notach o dedykacyach kościołów przez Fuldę w wieku IX. i X. założonych prawie z reguły powtarzają się wezwania św. Piotra i św. Jana Chrzciciela lub Ewangelisty[42]. Lecz nie brak i więcej przekonywujących dowodów. Obok wspomnianych wyżej, darowanych przez Takulfa klasztorowi fuldajskiemu włości, posiadał on jeszcze i inne na ziemi słowiańskiej. Dochował się dokument Ottona II z 22 paźdz. r. 973, w którym cesarz zatwierdza zamianę dóbr między Fuldą a arcybiskupem magdeburskim tej treści, że arcybiskup odstąpił pewne posiadłości w Turyngii w zamian za szereg wsi tego klasztoru »quas Sclavanicae familiae inhabitant«[43]. A więc ów klasztor posiadał nawet bliższą styczność ze Słowianami należącymi do prowincyi magdeburskiej, a temsamem łatwo się zdarzyć mogło, że który zakonnik, poznawszy bliżej język słowiański, zapragnął nieść światło wiary tym ludom. Zresztą spotykamy dość wyraźne ślady udziału Fuldy w usiłowaniach około wprowadzenia organizacyi kościelnej w ziemiach słowiańskich za Elbą. Gdy bowiem Otto I. zamierzał swój plan założenia biskupstw w Brandenburgu i Havelbergu urzeczywistnić, wtedy wysłano do Rzymu jako posła dworu niemieckiego opata Fuldy Hadumara, który miał potrzebne przeprowadzić układy. Musiał więc stać dość blisko tej myśli Ottona I., skoro jemu tak ważną missyą powierzono[44]. W czasie pobytu swego w Rzymie r. 948 nie zapomniał Hadumar i o przywilejach swego klasztoru, uzyskał też od papieża Agapita II.[45] zatwierdzenie przywilejów dawniejszych, a wraz z nimi ważnego prawa dozwalającego opatom Fuldy zajmować się missyami bez potrzeby zasięgania szczególnego w każdym przypadku zezwolenia. To prawo zaś pojawiające się w przywilejach dla Fuldy dopiero od r. 901[46] stać musiało również w związku z planami klasztoru w kierunku rozwinięcia działalności apostolskiej na wschodnie słowiańskie ziemie, gdyż w samych Niemczech działalność taka była zbyteczną[47]. Lecz co najważniejsza, klasztor fuldajski jest jedynym, o którym wiemy bezsprzecznie, że zostawał z Polską i Mieszkiem I. w pewnych stosunkach. Nekrolog fuldajski bowiem jest jedynym nekrologiem niemieckim, w którym znajdujemy zapisaną datę śmierci pierwszego naszego chrześciańskiego księcia[48]. Zapisanie imienia czyjego w nekrologu obowiązywało do modłów za tę osobę, a na to można sobie było zasłużyć tylko przez dobrodziejstwa dotyczącemu kościołowi lub klasztorowi wyświadczone. Więc między Fuldą a Polską bliższe zachodziły związki, skoro książę polski był spowodowanym na rzecz dalekiego klasztoru ze swej hojności zrobić użytek. A jeśli ten fakt zestawimy z powyżej przywiedzionymi śladami pewnych stosunków Fuldy z ziemiami słowiańskiemi, a może nawet i z Polską, to nie będzie zbyt śmiałym wniosek, że Mieszko właśnie za przysłanie missyonarzy wypłacił się darami klasztorowi. I dziwnym zbiegiem okoliczności data śmierci wielkiego margrabiego Gerona, tego, który pierwszy zetknął Polskę z cesarstwem, także tylko w nekrologu fuldajskim[49], a oprócz tego w drugim[50] Fuldzie pobliskim się znajduje. Gero widocznie miał również pewien pietyzm dla klasztoru w Fuldzie i on może jeszcze przed r. 965, w którym zmarł, zapośredniczył w nawiązywaniu stosunków między Fuldą a Mieszkiem, tak że jego wpływowi zawdzięczali mnisi fuldajscy możność rozpoczęcia w Polsce skutecznej apostolskiej pracy. Podówczas był już Mieszko prawdopodobnie za przyczynieniem się Gerona »amicus imperatoris«.
Niedługo jednak Fulda mogła wpływać na stosunki kościelne w Polsce, gdyż z chwilą utworzenia biskupstwa poznańskiego i metropolii w Magdeburgu, zostały one działaniu innych czynników poddane.











  1. »Pogański książę bardzo potężny siedząc w Wiślech urągał chrześcianom i zbytki im robił. Posławszy więc ku niemu (Metody) rzekł: Dobrzeby było synu! abyś się dał ochrzcić dobrowolnie na swojej ziemi, bo inaczej będziesz w niewolę wzięty i zmuszony przyjąć chrzest na cudzej ziemi; i spomnisz moje słowo. Tak się też stało«. (Zamieszczamy ten ustęp wedle przekładu w Mon. Pol. I. str. 107 z jedyną zmianą, że zamiast Wiślicy położyliśmy wedle brzmienia oryginału »Wiślech«).
  2. Zob. M. Sokołowski Ruiny na Ostrowie jeziora Lednicy (Pamiętnik Akad. Umiej. w Krakowie t. 3. Kraków 1876), str. 219.
  3. Zob. Dudik Mährens allgemeine Geschichte. I. B. Brünn 1860, str. 331 i nast.
  4. MP. I. str. 24.
  5. c. 4. (MP. I. str. 191).
  6. Że Adalbert na Ruś a nie na Rugię lub do Prus był wysłany, świadczy niewątpliwie Continuatio Reginona, zapisując pod r. 959 Legati Helene (t. j. Olgi) regine Rugorum, que sub Romano imperatore Constantinopolitano, Constantinopoli baptisata est, ficie ut post claruit, ad regem (Ottona I.) venientes episcopum et presbyteros eidem genti ordinari petebant«. (MG. SS. I. str. 624.) Na skutek tego poselstwa został Adalbert wysłany.
  7. Kronika ks. I. c. 27.
  8. Erben Regesta Bohemiae l. c. Nr. 30 (r. 861) i Nr. 90 (r. 1012).
  9. Kronika ks. II. c. 9. »Gero orientalium marchio Lusizi et Selpuli Mizeconem quoque cum sibi subiectis imperiali subdidit dicioni«. Współczesny Widukind wspomina tylko o podbiciu Łużyczan (ks. III. c. 67). Wtedy to może na ziemi szląskiej, która prawdopodobnie jeszcze do Polski nie należała, zbudowali Niemcy gród zwany przez Słowian Niemczą.
  10. Enhardi Fuldensis Annales (MG. SS. I. str. 357).
  11. Że był chrześcianinem, świadczy zapisanie jego śmierci w Necrologium Moellenbecense »VIII. Kal. Jun. Ob. Thugumir dux«. (Archiv l. c. str. 355).
  12. Zob. Dehio Geschichte des Erzbisthums Hamburg-Bremen T. I. Berlin 1877 str. 53.
  13. Jaffe, Regesta Nr. 2553, 2564 a zwłaszcza Nr. 2574.
  14. Dehio , Geschichte l. c. I. str. 69.
  15. Adami Gesta Hammab. eccl. pontif. II. c. 1. MG. SS. VI. str. 306. »Quem ferunt (Adalvardum ferdensem ep.) etiam doctrina et miraculis celebrem, Sclavorum populos eo tempore praedicasse quo noster Unni ad Scythas legatus extitit«.
  16. Ks. II. c. 23.
  17. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku — winno być: merseburski.
  18. »Idus Aug. O. Bernardus episcopus de Sclavis et Luidulfus abbas« (opat korbejski zmarły r. 983) Necrolog. Mon. S. Mich. l. c. str. 59.
  19. Ks. III. c. 66 (MP. I. str. 140) »Misacam regem, cuius potestatis erant Slavi qui dicuntur Licicaviki«.
  20. III. c. 69 (ibid str. 141) »Wichmannus... egitque cum Slavis qui dicuntur Vuloini, quomodo Misacam, amicum imperatoris bello lacesserent«.
  21. Ks. IV. c. 35.
  22. Ks. I. c. 5.
  23. Wojciechowski, O rocznikach polskich X—XV. wieku. (Pamiętnik Akad. Umiej. w Krakowie wydz. filolog. i histor.-filoz. T. IV. Kraków 1890) str. 219.
  24. Röpell Geschichte Polens. Hamburg 1840 str. 624.
  25. Wojciechowski ibid. str. 194.
  26. Wojciechowski, O Rocznikach l. c. str. 207 i nast.
  27. Wojciechowski ibid. str. 182 i następ.
  28. R. 933 »Ungariorum exercitus ab Heinrico rege interfectus est« i r. 934 »Henricus rex Danos subegit«.
  29. R. 936 »Henricus rex obiit, Otto filius eius successit, »r. 937« Monasteria S. Galii et sancti Bonifacii comburuntur«. I w części początkowej pod r. 855 i 869 znajdują się zapiski identyczne z korbejskiemi, lecz zbyt suche, aby z nich stanowcze wnioski o zawisłości roczników wysnuwać.
  30. Zestawiamy tu dla porównania ową część naszego rocznika z odpowiednimi latami korbejskiego:
    Rocznik kapitulny krakowski. Rocznik korbejski.
    (MP. II. str. 791). (Jaffé, Monumenta Corbeiensia str. 35).
    931 S. Ambrosius episcopus mediolanensis obiit.      
    933 Hungarorum exercitus ab Henrico rege interfectus est.   933 Ungariorum exercitus ab Heinrico rege interfectus est.
    934 Henricus Danos subegit.   934 Heinricus rex Danos subegit.
    936 Henricus rex obiit, Otto filius eius successit.   936 Heinricus rex obiit; regnavitque Oddo rex filius eius pro eo. Et Unni etc.
    937 Monasteria s. Galii et s. Bonifacii comburuntur.   937 Hildiberhtus archiepiscopus obiit; et eodem anno Frithuricus archiep. ordinatus est Mogontinensis. Et monasteria Fuldense et Sancti Galii exarserunt. Et Arnulfus dux obiit.
          938 Thancmarus occisus est. Et Ungariorum exercitus in Belxam deletus.
          939 Sol visus est inminutus etc.
    940 Hyemps valida. Comete vise sunt. Mortalitas iumentorum.      
          941 Cometæ apparuit.
          942 Inundatio nimia. Folcmarus abbas obiit; Bovo abbas ordinatus est.
    947 Invencio s. Stephani prothomartyris.      
          949 Translatio capitis s. Justini martiris de Magathaburg ad novam Corbeiam.
    951 Otto primus rex Ytaliam subegit.      
    953 Maguncia ab Ottone obsessa est. Fridricus archiepiscopus obiit. Willibalmus successit.      
          954 Frithuricus archiepiscopus obiit.
    955 Loidolphus filius Ottonis obiit.   955 Conradus comes occisus et Ungariorum et Sclavorum exercitus a rege Oddone deletus.
          957 Liudulfus filius regis in Italia obiit.
    958 Cruces apparuerunt in vestibus.      
          959 Hoc anno signum s. crucis in vestimentis hominum et in corporibus.
    961 Otto in regem elevatur. Eclypsis solis.   961 Hoc anno Odo rex Romam profectus est.
          962 Obiit Adalwardus infans 2. Kal. Jan.
    963 Otto imperator apellatur.      
    965 Dubrouka ad Meskonem venit.   965 Hoc anno Gerbernus abbas obiit et Liudulfus abbas ordinatus.
    966 Mesko dux Polonie baptisatur.      
          967 Szereg zapisek nekrologicznych dotyczących przeważnie kleru niemieckiego.
    968 Junior Otto per Leonem papam cum patre suo coronatur.   968 Inundatio nimia. Isto anno imperator et augustus reversus Otto de Benaventanis, repugnantem Romanum orbem victor subegit. Sequenti ergo anno intra civitatem insidus perventus et bis victor extitit. Secunda profectione Spolitanos et Camerinos, Tuscanos Calabriamque subegit.
    969 Willihalmus archiepiscopus obiit. Hatto successit.      
    970 Hatto archiepiscopus obiit cui Robertus successit.      
  31. Klasztor fuldajski był wyjęty ze związku dyecezyalnego mogunckiego i bezpośrednio poddany stolicy apostolskiej, więc tem bardziej brak zapisek o wszystkich arcybiskupach z kolei w roczniku z Fuldy pochodzącym, jest łatwym do zrozumienia.
  32. Wojciechowski l. c. str. 210.
  33. Jakkolwiek bardzo niepewnem jest wysnuwanie wniosków z faktu, że źródło pewne o czemś nie wspomina, to jednak zdaje mi się, że n. p. brak pewnej grupy zapisek charakterystycznych, zwłaszcza w rocznikach i dokumentach, może uprawniać do wniosków.
  34. Jaffé, Mon. Corb. l. c. str. 43 Chronographus Corbeiensis pod r. 844.
  35. Jaffé, Mon. Corb. l. c. str. 66—72 od r. 822 do 1146.
  36. O tem, że z Korbei szli missyonarze do Polski, wspomina również autor artykułu Benedyktyni w Polsce w Encyklopedyi kościelnej (II. str. 157) powołując się na Genebrarda Chronografia lib. IV. W dziele tem jednak (wydanie Parisiis 1579), które co do swych wiadomości wcale krytycznem nie jest, niczego podobnego nie znaleźliśmy.
  37. Komarnicki, O biskupach kruszwickich (Bibl. warsz. z r. 1857 T. IV.) str. 693, powołuje się w tym względzie na Niesieckiego i Długosza.
  38. Rocznik Sędziwoja z Czechła (MP. II. str. 872 przypisek).
  39. Starosłowiańska legenda o św. Wacławie w przekładzie Wattenbacha (Wattenbach Die slavische Liturgie in Böhmen und die altrussiche Legende vom H. Wenzel, Breslau 1857) str. 234 i nast.
  40. Był opatem w latach 891—915. MG. SS. XIII. Catal. abb. Fuld. str. 273 »Igitur inter alia bona quam plurima sanctos martyres Eobanum et Adalharium ascivit et partem corporis S. Viti arisque in eorum honore structis et dicatis, honorifice requiescere fecit.
  41. Dronke Codex dipl. Fuldensis Nr. 7., 10., 11., 13. i t. d.
  42. MG. SS. XV. Notae dedicationum Fuldenses str. 1287 i nast.
  43. MG. Diplomata Ottonis II. Hannoverae 1888 Nr. 64.
  44. Zob. Dehio, Geschichte l. c. T. I. str. 124.
  45. Jaffé, Regesta Nr. 3643. Dronke, Cod. dipl. Fuld. Nr. 668.
  46. Dronke, Cod. d. Fuld. Nra 649., 665., 681., 685.
  47. O wpływach środkowo- i południowo niemieckich na Polskę ówczesną świadczyć by mógł poniekąd znaleziony w ruinach na Ostrowie jeziora Lednicy róg gzymsu, wedle opinii znawców »o niezwykle charakterystycznym i wybitnym profilu« a »profile gzymsów w architekturze wielką i ważną są cechą« i »nieraz w braku innych wskazówek wystarczają same do oznaczenia wieku i pochodzenia budowy«. Otóż profil ów ma posiadać największe pokrewieństwo z profilami kaplicy św. Stefana lub starszych części kościoła św. Emmerama w Ratysbonie z połowy XI. w. (M. Sokołowski, Ruiny na Ostrowie jeziora Lednicy l. c. str. 269 i 270).
  48. MG. SS. XIII. str. 206. Pod r. 992 między IV. Idus Mai a II. kal. Dec. zapisano »Misico marchio« i »Misicho comes et secularis«. Że to jest jedyna zapiska nekrologiczna o Mieszku I., jaką posiadamy, świadczy porównanie jej z innemi dawniejszemi zapiskami podobnemi i z wiadomościami kronikarskiemi. Śmierć księcia Mieszka zapisały nadto: Kalendarz krakowski (MP. II. str. 921) z datą XVII. kal. Junii; Necrol. S. Michaelis Bamberg., V. Id. Mai (Jaffé, Mon. Bamb. str. 571) i Necrol. Merseburg. (Höfer, Zeitschr. f. Archk. I. str. 114) z datą VI. Id. Maii (»Lampertus sive Miseco dux Poloniae«). Zapiska kalendarza krakowskiego tem mniej na uwzględnienie zasługuje, że nie posiada on żadnej zapiski sięgającej nawet w pierwszą połowę wieku XI., lecz same późniejsze, podobnie i w nekrologu bamberskim wyjątkowo tylko zapiski z wieku X. się znajdują i dotyczą wyłącznie niemal panujących, lub biskupów niemieckich. Pozostałaby więc tylko wątpliwość co do wiadomości nekrologu merseburskiego, lecz i tę możemy łatwo za pośrednictwem kroniki Thietmara merseburskiego skontrolować, gdyż on daty śmierci najprawdopodobniej z tego nekrologu, który mógł mieć zawsze pod ręką, wyjmował. Tymczasem Thietmar (IV. 37) podaje jako dzień śmierci Mieszka I. VIII. kal. Junii; a więc data nekrologu merseburskiego, którego najpóźniejsze zapiski do początku wieku XI. się odnoszą, innego Mieszka dotyczy, zapewne syna Mieszka I., tego samego, który występuje w darowiźnie Gniezna na rzecz stolicy apostolskiej (KDWP. I. Nr. 2), gdzie z jednej osoby o dwóch imionach dwie różne omyłką pisarza zrobiono. Może ten Mieszko jest tym Lambertem, którego śmierć zapisano w Necrol. Moellenb. pod d. III. Idus Mai »Lambertus occisus«. Nie taimy, że wielką trudność w ocenieniu tych dat śmierci stanowi okoliczność, że wszystkie przypadają na jeden i tensam miesiąc Maj, lecz nawet i Mieszko Opolski (r. 1211) zmarł w Maju.
  49. MG. SS. XIII. str. 200.
  50. Necrologium Moellenbec. l. c. str. 355.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Abraham.