<<< Dane tekstu >>>
Autor Cecylia Walewska
Tytuł Paradoks
Pochodzenie Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891)
Data wydania 1893
Wydawnictwo G. Gebethner i Spółka, Br. Rymowicz
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków – Petersburg
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część II
Pobierz jako: Pobierz Cała część II jako ePub Pobierz Cała część II jako PDF Pobierz Cała część II jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
PARADOKS.

Cecylia Walewska.jpg

Skończył poemat, napisany jednym tchem, pomyślany wczoraj dopiero, dziś już ujęty w formę.
Młody poeta opowiadał o trzech mogiłach, z których powstały trzy blade widma. Pierwsze skarżyło się, że żyło tylko uczuciem na ziemi; drugie, że brak mu było uczuć, gdyż każdą najsłabszą iskierkę, tlejącą w sercu, analizowała myśl, pytając: czem jesteś? skąd powstałeś? trzecie, miało za życia serce i mózg wydęte, jak pęcherz — nie uczuciami i nie myślą, istniało złudzeniem tylko, marami wyobraźni...
Blade widma, wypowiedziawszy w noc ciemną żal swój i bóle, cicho, bez szelestu opadły w mogiły. Kamienie nagrobków zasunęły się za niemi. Z głębi ziemi dały się słyszeć słabe jęki, które wkrótce ucichły. Z za chmur wyjrzał księżyc, obudził kwiaty, wyrosłe na mogiłach: pyłki ich zadrżały lekko; kielichy spojrzały w niebo i zanuciły pieśń chóralną, w której miłość, wiedza i wyobraźnia połączyły się w jeden wszechpotężny akord...
On, poeta, podsłuchał pieśń tę i przelał ją na papier...
Był w natchnieniu. Tysiące głosów, wibrujących w powietrzu, rzucały mu wprost do ucha pełne, zaokrąglone zdania. Cienie, błądzące w przestrzeni dyktowały mu każdy wyraz: on chwytał je tylko i notował z rozognionym wzrokiem, pałającą twarzą, z dumą, uniesieniem i zachwytem rozsadzającym piersi.
Pierwszy raz w życiu pisał. Muzyka słów, grających mu w mózgu, odurzała go. Każdy atom jego istoty drgał twórczem podnieceniem.
Skończywszy poemat, odczytywał go bez końca... lub z przymkniętemi oczami głośno, na pamięć, powtarzał całe ustępy. Ambicja i duma, jak lotne ptaki, porywały go w krainę marzeń o sławie gienjusza. Czuł w piersiach swoich wibrację promiennej wiary w siebie: sądził, iż stworzył arcydzieło...
Nazajutrz, oddał poemat pod sąd surowego krytyka. Odpowiedź brzmiała: „Talent widoczny, lecz brak znajomości podstaw życia, bezcelowe błądzenie w krainie wyobraźni. Należałoby myśl zwrócić w kierunku praktycznym, a przytem wypowiadać ją jaśniej, nadawać obrazom plastykę i pracować nad formą, wskazującą brak wprawy“...
Poeta schował rękopis. Długo nie pisał; pracował, uczył się, myślał, badawczym wzrokiem śledził stosunki ludzi do siebie i ludzi do praw przyrody, rządzących nimi. Teorje i sądy jego przeobrażały się z dniem każdym. Ganił dziś to, co nazajutrz uwielbiał; deptał następnie nogami bóstwa i ideały jednej doby...
Powoli jednak przekonania jego zaczęły się krystalizować. „W to wierzę; o tem wątpię“ — mówił głosem stanowczym, pewny swego — credo. Społeczny i nadprzyrodzony porządek świata zarysowywał się w umyśle jego jasno i trzeźwo. Uderzało go złe, jakie widział dokoła, złe, z którego jedni nie umieli, drudzy nie usiłowali zdać sobie sprawy. Uderzało go tysiące błędów, jakie należało usunąć przez jak najczęstsze ich wypominanie.
Wieczorami, po obowiązkowej pracy, zapewniającej mu chleb powszedni, lubił myśleć nad sposobem wykorzeniania niedobrych stron stosunków ludzkich. Myślał krytycznie, nie wlewając w rozumowanie swe zapału i ognia uniesień. Obrazy powstawały w mózgu jego trzeźwe i plastyczne, jasno i wyraźnie ukształtowane, jasno i wyraźnie cel zarysowywujące... Bez ognia w oczach, bez zapału w piersiach, bez rumieńców na twarzy, spisywał je tak, jak poruszały się i żyły w logicznych wnioskach jego umysłu...
Trzeźwy krytyk, ten sam, który niegdyś tak surowo osądził pierwszy utwór młodego poety, pisał, czytając późniejsze jego utwory: „Witamy nową gwiazdę pióra. Hołd wielkiej pracy, głębokim myślom i prawdziwej wiedzy cechującej prace autora...“
— „Hołd jemu!“ — wołał jednomyślny głos prasy.
Czytający ogół rozrywał jego pisma; uwielbiano je, uczono się ich na pamięć.
A on?
On pisał nocami całemi.
Myśli iskrzyły się pod piórem jego wykazywaniem tysiąca sprzeczności życia. Ze spokojem i wiarą w cel pracy swojej poprowadził badania. Nigdy jednak już nie doznał takiego zachwytu, szczęścia, upojenia, jak wówczas, kiedy natchnienie po raz pierwszy obudziło w nim marzenie o sławie wielkości.


Warszawa.Cecylja Walewska.



Upominek - ozdobnik str. 82.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cecylia Walewska.