{{Dane tekstu2 Pieśni Kosmiczne i inne |tytuł=Pieśni Kosmiczne |tytuł oryginalny=Písně kosmické }}


XVIII.

Księżyc skonał. Przy nim na przemiany
Dzień straż z nocą trzyma, jak dwaj mnichy,
Co przy zmarłym zamieniają czaty,
Wznosząc modły do Pana nad Pany.

Przestwór święty, głęboki a cichy,
Jutrznia blasków tam nie rozpościera,
Dzień tam zwolna powiek nie otwiera,
Nagle wdziewa płomienne swe szaty;
Pochód jego wolny, marny, lichy,
Bez porannych pieśni, bez liści szemrania,
Bez odgłosu gromów i bez wichru grania.
Do dna tu goryczy spełniono kielichy!
Z ciemnic nieba słońce blaski szerzy,
Sypiąc na dół złociste swe strzały;
W ognia blasku przestwór nieba cały;
Ognia wokół płoną oceany;
Martwy poziom potwornie się jeży;

Strumieniami płynie lawa wrząca,
Od krateru rozbryzgując piany.
Żadna, żadna istota żyjąca
Takich blasków słońca nie wytrzyma!
Niema tutaj życia, niéma, niéma!

A noc owa — grób to w całej grozie,
To nie noc ta, co to spracowanym
Chłodną rosą skronie orzeźwiała,
To nie noc ta, co to zakochanym
Wrota szczęścia nawskróś otwierała!
Gwiazd tam pełno, skrzy się niebo całe,
Nikt ich tutaj nie liczy, nie bada,
Cała płonie świateł tych gromada
Bez harmonii, wdzięku, bez miłości;
Świecą one jako czaszki białe,
Jako ludzkie w czarnej ziemi kości.
Noc miłosierdzia ta nie jest wyrazem —
Wszystko tu zda się martwym, zimnym głazem.
Gdybyż serce jedno choć tam było,
Nad niedolą goręcej zabiło!

Ale próżno: lód, mrozy tam, zima...
Niema serca tego, niéma, niéma!

Księżyc skonał, a zmętnione oczy
Ku nam zwraca jednakowo dumnie,
Jako zmarły, gdy spoczywa w trumnie.
W blasku świateł orszak zwolna kroczy,
Aby złożyć ciało w światów grobie.
Gdyby w sercu iskry życia tlały,
Twe, księżycu, oczy by ujrzały
Wdowę-ziemię stroskaną w żałobie.




Brak odpowiedniego argumentu w szablonie!