Podróż naokoło świata w ośmdziesiąt dni/Rozdział XXXIII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Juljusz Verne
Tytuł Podróż naokoło świata w ośmdziesiąt dni
Podtytuł Zajmująca powieść z życia podróżników
Data wydania 1923
Wydawnictwo Wydawnictwo „Argus“
Drukarz Druk. W. Cywińskiego, Nowy Świat 36
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Le Tour du monde en quatre-vingts jours
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ XXXIII.
Filip Fogg w więzieniu. Uwolnienie.

A więc Filip Fogg znalazł się w więzieniu.
Zamknięto go w celi więziennej w Liwerpoolu, aby nazajutrz rano przewieźć do Londynu.
W chwili aresztowania Passepartout chciał rzucić się na agenta, ale policjanci go powstrzymali.
Pani Anda, przerażona brutalnością tego faktu, nie mogła pojąć, co się stało.
Passepartout wytłumaczył jej wszystko.
Jakto? pan Fogg, ten szlachetny człowiek, który uratował jej życie, byłby złodziejem? Młoda kobieta całą duszą buntowała się przeciwko temu, serce jej omal nie pękło z żalu, a łzy rzęsiste padały z jej pięknych oczu, kiedy zobaczyła, że nic na to nieszczęście poradzić nie zdoła.
Passepartout zaś rozpaczał, że ukrył przed panem Fogg to, co wiedział od inspektora policji. Sprawa wzięłaby pewnie inny obrót, a teraz, co będzie?
Biedny chłopiec na myśl, że wszystkiemu zawinił, płakał i rozpaczał tak bardzo, że o mało głowy sobie o ścianę nie rozbił.
Pani Anda wraz z Passepartout, pomimo chłodu stała na wietrze i chłodzie przed więzieniem i odejść stamtąd nie chciała.
Raz jeszcze chcieli zobaczyć oboje pana Fogga.
Co do Fogga, to był on kompletnie zrujnowany i to w chwili, gdy dobiegał do celu.
Aresztowanie gubiło go bezpowrotnie.
Powinien był być za sześć godzin w Londynie, iść do Klubu „Reform“ i ukazać się kolegom.
Ktoby w tej chwili wszedł do celi, zastałby pana Fogga, siedzącego nieruchomo na ławce, z twarzą zupełnie spokojną.
Niewiadomo, czy był tak zobojętniały, czy zrozpaczony.
Może w duszy jego wrzał gniew, może powstrzymywał się tylko, aby w końcu, gdy przyjdzie pora, wybuchnąć?
Niewiadomo. Wiemy tylko, że siedział spokojny, oczekujący... Na co? Niewiadomo.
Wszedłszy do celi, Fogg położył na stole zegarek i przyglądał się posuwającym się wskazówkom. Ani jeden wyraz nie wybiegł z jego ust, wzrok tylko skierowany był z uwagą na godzinę.
W każdym razie sytuacja przedstawiała się okropnie. Filip Fogg znany ze swej uczciwości, był zrujnowany. Czy myślał oskarżony o obronie? Czy było jakie wyjście z tej sytuacji? Czy myślał uciec? Możnaby było tak sądzić, bo w pewnej chwili Fogg zaczął biegać po pokoju. Ale drzwi były mocno zaryglowane, okno obwiedzione kratami żelaznemi. Usiadł z powrotem, wyciągnął notes z kieszeni i przyglądał się różnym notatkom z podróży.
Na ratuszu wybiła godzina pierwsza... Za dwie godziny mógłby jeszcze wyjechać expresem...
Na tę myśl zmarszczyło się czoło więźnia.
O godzinie drugiej, trzydzieści trzy minuty dał się słyszeć szmer jakiś, potem gwałtowne otwieranie drzwi.
Słychać było głos Fixa i Passepartout.
Wzrok Fogga zabłysnął na chwilę!
Otwarły się drzwi, wpadli: Fix, Passepartout i pani Anda.
Fix nie mógł z pośpiechu oddychać. Włosy miał zwichrzone, nie mógł przemówić.
— Panie, — bełkotał, — panie, przebacz... podobieństwo nadzwyczajne... Złodziej schwytany przed trzema dniami... pan jest wolny!
Filip Fogg wolny!.. Podszedł do detektywa, patrząc mu prosto w oczy, wreszcie zrobił ruch jeden, jedyny, gwałtowny, którego zapewne nie spodziewał się wykonać nigdy w życiu i uderzył Fixa dwiema wyciągniętemi pięściami.
— Doskonale uderzone! — zawołał Passepartout, nie posiadając się z radości.
Fix powalony pięścią Anglika nie wymówił ani jednego słowa. Otrzymał to, na co zasłużył. Passepartout zaś, Fogg i pani Anda, czem prędzej wybiegli z więzienia, wpadli do powozu i kazali się wieźć na stację.
Tutaj dowiedzieli się, że dopiero za trzy godziny mogą jechać do Londynu.
Wkrótce potem Fogg, szepnąwszy coś uprzednio maszyniście, jechał do Londynu w towarzystwie pani Andy i swego wiernego sługi.
Trzeba było, chcąc przybyć w porę przejechać w ciągu pięciu i pół godzin przestrzeń do Londynu, rzecz bardzo możliwa, o ile droga jest wolna od przeszkód.
Ale nadarzyły się różne trudności i opóźnienia innych pociągów i dlatego, gdy Fogg zajechał na stację w Londynie, była już ósma pięćdziesiąt na wszystkich zegarach.
A więc Filip Fogg po odbyciu podróży naokoło świata przybył z pięciominutowem opóźnieniem.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Juliusz Verne.