Podziękowanie Królowi Jegomości za dane Numisma pańskim portretem ozdobione


Hymn do Słońca Podziękowanie Królowi Jegomości za dane Numisma pańskim portretem ozdobione • Wybór poezyj • Liryków księga pierwsza • Adam Naruszewicz Do Woltera
Hymn do Słońca Podziękowanie Królowi Jegomości za dane Numisma pańskim portretem ozdobione
Wybór poezyj
Liryków księga pierwsza
Adam Naruszewicz
Do Woltera

III. Podziękowanie Królowi Jegomości za dane Numisma pańskim portretem ozdobione.




Słowiańskich grodów pisorymie gładki,
Którego, póki pławne Wisła statki
W Baltyckie progi krętym wartem niesie,
Opiewać będą Muzy w Czarnolesie!

Nie zgadłeś (luboś tak w rozum bogaty),
Że prace nasze znikną bez zapłaty,
Że się łakomy świat ciśnie za złotem;
A próżny śpiewa poeta za płotem.

Szczęśliwy nader wiek nastąpił oto,
Że się i u nas drogie świeci złoto;
Tym szacowniejsze, że je w podarunku
Z mądrego bierzem monarchy szafunku.

On i mnie, lubom téj jeszcze zalety
Nie doszedł, by mię pomiędzy poety
Zacne liczono i był ich pisarkiem,
Drogim swéj twarzy ozdobił podarkiem.

Szacowny darze! czegoż więcéj żądać
Mam w życiu, kiedy codziennie oglądać
Mogę w mym domku, i będąc poddanem
Pana mojego, być niejako panem?

Jeśli na kruszcu twarz piękna i żywa
I oczy nęci i serce porywa;
Cóż kto miał szczęście widziéć, skąd jest brana,
Wdzięczne oblicze tak słodkiego pana?

Nie widać na nim, jakiemi się bogi
Ziemne warują, ani groźnéj trwogi,
Ni dzikiéj dumy, na któréj spojrzenie
Blednie od strachu śmiertelne stworzenie.

Bóg, co na polskim tronie go posadził,
Wszystkie w nim zacne przymioty zgromadził,
Że w nim wiernego mamy przyjaciela,
I króla razem, i obywatela.

On wie, że tronów nie tak mocne sklepy,
Ani tak strzegą hartowne oszczepy,
Jak miłość ludu i wiara życzliwa,
Czego nie wskóra potęga fukliwa.

Jego łaskawe serce niewymównie;
Co się doń garną, wszytkich kocha równie;
Ba! i z przeciwnych dobra się spodziewa,
I chętniéj samo cierpi, niż się gniewa.

Więc tym prawidłem wszytkie mierząc sprawy,
Te za najmilsze poczyta zabawy,
By dobrze czyniąc, jako Tytus drugi,
Liczył dni swoje łaski a przysługi.

Stąd owe dzielne dla dobra ojczyzny
Starania, aby w swojéj porze żyzny,
Kiedy się szturmy uciszą zawzięte,
Owoc odbierał za prace podjęte.

Lecz dobrodziejów takowa jest dola,
Jakie przymioty zwykła miewać rola;
Często ich płonne mylają nadzieje,
Chocia dłoń hojna gęste ziarno sieje.

Niezawsze w równi wdzięczność z darem chodzi.
Czasem się owoc obfitszy urodzi
Na polu, kędy oracz mniéj troskliwy
Rzadszym nasieniem chude posiał niwy.

Luboć i płodny ugor z przyrodzenia
I liczne ziarno bujnego nasienia,
Często w pierwiastkach pięknéj niknie trawy,
Gdy się zaburzy wicher niełaskawy.

Kto wiele nader rad o sobie trzyma,
Ten i największych łask w szacunku niéma.
Pełny sam siebie, pod zasług płaszczykiem,
Chce, by mu cały świat został dłużnikiem.

Próżno nań dary pańska sypie ręka;
Nigdy się chciwa nie natka paszczęka,
Pragnie ustawnie, a im więcéj zmyka,
Gorszego bierze postać niewdzięcznika.

Podobny morzu, gdy swe ruszy męty;
Darmo mu sternik drogie ciska sprzęty;
Rade, by nie wiatr przeszkadzał łaskawy,
Saméj oglądać zgubę pięknéj nawy.

Tak śliczne słońce, skoro się ocuci,
Lubo swój postrzał jasno-żółty rzuci
Na pierwsze zaraz i dęby i sośnie,
Ile ich w boru wierzchem w niebo rośnie.

Czyliż mu chętnie za tak dobroczynne
Podarki, dzięki oddają powinne?
Jeden i drugi miesiąc dobrze minie,
Nim się płód na nich jakowy rozwinie.

A choć i owoc jaki z czasem będzie,
Płonne to tylko szyszki a żołędzie,
Skąd ani ołtarz kwiatem się okryje,
Ani człek słodkim pokarmem utyje.

Ba, owszem i to często jeszcze bywa,
Że się rozrosszy puszcza nieżyczliwa,
W gęstym promyczki pańskie liściu więzi,
Rzucając pod nim z bujnych sklep gałęzi.

Samaby zabrać na się wszytko rada;
Mało dba na to, że większa gromada
Ziółek rodzajnych pod jéj gnuśnym cieniem
Mdleje, żywotnym nietknięta promieniem.

Lecz fijołeczek na ugorze modry,
Lubo nań nie tak Hyperyon szczodry;
Zaraz mu z całą wdzięcznością się pisze,
Serce rozwija i balsamem dysze.

Z niego złociste wkoło brzęcząc roje,
Znoszą do dzieni niebieskie napoje,
Z niego uplotszy nimfa wieniec gładki,
Wzywa do tańca nadobne sąsiadki.

On nie zazdrości, krzywym tocząc wzrokiem
Na drzewa liściem odziane szerokiem,
I w szczupłéj chętnie przestawając sferze,
Myśli, że więcéj winien, niźli bierze.

Próżnéj wielkości blaskiem oszalona,
Sama to tylko wdzięczności nasiona
Duma wygładza; lecz nie w tych pamięci,
Których określił Bóg i stan i chęci.

On panom liczne zostawił dochody,
Obszerne włości, budowane grody,
Świetne honory i ukłony grzeczne,
A mnie dał serce wdzięczne i stateczne.

Droższy jest u mnie ten, królu, podarek,
Niż od tysiąca poddanych folwarek,
Z którego oddam, nie kradzioną kwartę,
Lecz całe serce, jeśli czego warte.

Nie tak się dziwi słonecznych promieni
Światłu, na polnéj kto stoi przestrzeni,
Jak ów, co w ciemnéj zamkniony komorze,
Drobnym okienkiem śliczne wita zorze.

Acz nie są zgoła, ukochany panie,
Rymopisowie w tak ubogim stanie,
By same wielkich królów majestaty
Godnéj z ich ręku nie brały zapłaty.

Ich pieśniom losy w dyamencie ryte
Oddały w dziale wieki nieprzeżyte,
Kogo chcą oni wdzięczną podać mową,
Ten szlachetniejszą nie umrze połową.

Wyjęty z ciżby i z pospólstwa wrzawy
Wartkim polotem wznoszącéj się sławy,
Przeniknie grobów tajniki posępnych,
Żyjąc w pamięci u wieków następnych.

Z tego ci skarbu, królu szczodrobliwy,
Muzy oddawać będą hołd życzliwy,
Sławiąc twą dobroć, abyś w późne lata
Ojcem był zwany uczonego świata.

Ich rymem lanym z czystego Kastalu
Piękniéj, niż ryty na złotym medalu,
Świecić będziesz potomnym wiekom, póki
Kwitnąć w narodzie twym będą nauki.
1771, III, 319 — 328.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Naruszewicz.