Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom V/Do ziemi

<<< Dane tekstu >>>
Autor Marya Konopnicka
Tytuł Do ziemi
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom V
Data wydania 1915
Wydawnictwo Nakład Gebethnera i Wolfa
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
II. DO ZIEMI.

Grafika na początek utworu 1.png

Siła mi smutków, ziemio, przyszło z ciebie
Za wiatru wianiem, za szumem twych borów,
Za temi chmury posępnych kolorów
Na twojem niebie...
Siła mi przyszło i łez i żałoby
Za twymi groby.

Miłość mi twoja nie dała pociechy,
Ani słodyczy nie wzięłam z kochania;
Stałaś mi zawsze z smętnymi uśmiechy
Wśród zbóż twych grania...
I jękiem szły mi przez twoje szafiry
Skowronków liry.

Kwiaty łąk twoich dyszały tęsknicą,
Powietrze pełne łez było i rosy;
Wśród ciszy twojej, jak przed nawałnicą,
Szły gromów głosy...
I wielkie wichry o serce mi biły
Z każdej mogiły.

Od stepów twoich krakały orlice,
Z gniazd rozburzonych unosząc swe pióra;
Miesiąc twój płonął, jak ciche gromnice,
A na nim chmura...

Krwawemi smugi padały twe zorze
Za wielkie morze.

Jak cień, szły za mna przez twoje zagony
Smętność twa stara i czarna twa dola
I żal przewiewał w tumanach zroszony
Przez twoje pola...
Z lip twoich miodnych padały mi szumy
Ciężkiej zadumy.

Za biegicm rzek twych, za wód twoich graniem
Pieśń ma leciała skrzydłami bijąca,
A harfy twoje wtórzyły jej łkaniem
O wschodzie słońca...
A o zachodzie szły z wielkim swym płaczem
Echem tułaczem...

Poiłaś ty mnie z gorzkiego kielicha
I gorzkim chlebem karmiłaś od młodu,
Bo zewsząd na mnie patrzyła twarz cicha
Mojego rodu...
I w noc i we dnie z bladością swą ciemną
Stała przedemną.

Proch twój mi w piersi szedł z każdym oddechem,
A kość się we mnie poczęła z tych kości,
Co pod słonecznym bieliły się blechem
Na twej czarności...
Krwią, wsiąkłą w ciebie, wskróś serca mi biły,
Tętna a żyły.

Ale dziedzictwem nadałaś mnie smętnem
I dział wytknęłaś posępny i dziki;
I pieśń mą tknęłaś zadumy tej piętnem
I tej muzyki,
Co z dni minionych i z przyszłych spraw ducha
Ogniem wybucha.


Nie przeto, matko, złorzeczyć ci będę,
Ni serce tobie odejmę sieroce,
Ale dni twoje tęczami oprzędę,
A srebrem noce;
A jeśli we mnie co jest ku ozdobie,
Oddam to — tobie!

Boś mi moc swoją tajemną rozwarła,
Gdzie kujesz życia wieczyste ogniwa,
A kiedy inni mówili: »Umarła«,
Mnie byłaś żywa!
Więc na pierś twoją upadłszy wśród ciszy,
Czułam — jak dyszy...



Grafika na koniec utworu 3.png


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Konopnicka.