Pracownicy morza/Część pierwsza/Księga czwarta/III

<<< Dane tekstu >>>
Autor Wiktor Hugo
Tytuł Pracownicy morza
Wydawca Bibljoteka Romansów i Powieści
Data wyd. 1929
Druk Grafia
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Felicjan Faleński
Tytuł orygin. Les Travailleurs de la mer
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


III.
Piosenka odbija się echem na wzgórku.

Poza ogrodem, należącym do Bravées, był zrąb muru pokryty ostrokrzewem i bluszczem, porosły po krzywą; z pomiędzy kamieni wznosiła się drzewiasta dzika malwa i dziewanna. W tym zakątku Gilliatt przepędził całe prawie lato w niewysłowionej zadumie. Przywykły do niego żyjące tam między kamieniami jaszczurki i wygrzewały się spokojnie na słońcu. Lato błyszczało i pieściło. Ponad głową siedzące go w trawie Gilliatta przeciągały chmury. Ptactwo świegotało dokoła; — a on wsparłszy czoło na dłoniach zapytywał sam siebie: Czemu napisała na śniegu me imię? Wiatr podmuchiwał od morza; niekiedy z oddalonej kopalni kamieni dochodził odgłos trąby górniczej, ostrzegający przechodniów, że wkrótce mina wybuchnie. Nie było widać portu Saint-Sampson — tylko wierzchołki masztów ukazywały się ponad drzewami; tam i sam latały mewy. Gilliatt słyszał niegdyś swą matkę mówiącą, że kobieta może zakochać się w mężczyźnie, że to się zdarza czasami, i sam sobie odpowiadał; a! rozumiem; Deruchetta zakochała się we mnie. Czuł w sobie smutek głęboki i mówił: ależ i ona myśli o mnie także! jak to dobrze urządzono! Zastanawiał się i nad tem, że ona jest bogata, a on biedny; statek parowy zdawał mu się ohydnym wynalazkiem. Nie mógł sobie nigdy przypomnieć daty. Przypatrywał się rozmyślnie wielkim czarnym szerszeniom o żółtym tułowiu i krótkich skrzydłach, jak brzęcząc wciskały się między szczeliny muru.
Pewnego wieczora Deruchetta idąc spać, zbliżyła się ku oknu, by je zamknąć. Noc była ciemna. Wtem nadstawiła ucha. Z głębi pomroku odzywała się muzyka. Na pochyłości wzgórka, albo może u stóp baszty zamku Valle, a może jeszcze dalej, wygrywał ktoś. Deruchetta poznała ulubioną swą piosenkę: „Bonny Dundee”, graną na szkockim rogu. Nie mogła tego pojęć.
Od owego czasu, taż sama muzyka odzywała się niekiedy wieczorami o tej samej porze, zwłaszcza podczas ciemnych nocy.
Niebardzo się to Deruchetcie podobało.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Victor Hugo i tłumacza: Felicjan Faleński.