Rozmowa mistrza ze śmiercią

<<< Dane tekstu >>>
Autor anonimowy
Tytuł Rozmowa mistrza ze śmiercią
Pochodzenie Klejnoty poezji staropolskiej
Redaktor Gustaw Bolesław Baumfeld
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze w Warszawie
Data wydania 1919
Druk Drukarnia Naukowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cała antologia
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii
ROZMOWA
MISTRZA ZE ŚMIERCIĄ.

...Wszytcy ludzie posłuchajcie
Okrutność śmierci poznajcie,
Wy, co jej nizacz nie macie,
Przy skonaniu ją poznacie.
Bądź to stary abo młody,
Żądny nie ujdzie śmiertelnej szkody.
Kogokoli śmierć udusi;
Każdy w jej szkole być musi.
Dziwno sie swym żakom stawi,
Każdego żywota zbawi.
Przykład o tem chcę powiedzieć,
Słuchaj tego, kto chce wiedzieć.
Polikarpus, tak wezwany,
Mędrzec wielki, mistrz wybrany,
Prosił Boga o to prawie,
By uźrzał śmierć w jej postawie.
Gdy sie modlił Bogu wiele,
Ostał wszech ludzi w kościele,
Uźrzał człowieka nagiego
Przyrodzenia niewieściego,
Wzraza wielmi szkaradego,
Łoktuszą przepasanego.
Chuda, blada, żółte lice,
Leści się, jako miednice;
Upadł ci jej koniec nosa,
Z oczu płynie krwawa rosa.
Przewiązała głowę chustą,
Jak samojedź, krzywoustą.
Nie było warg u jej gęby,
Poziewając, skrzyta zęby,
Miece oczy, zawracając,
Głośną kosę w ręku mając,
Wypięła żebra i kości,
Groźno siecze przez lutości.

Mistrz, widząc obraz szkarady,
Żółte oczy, żywot blady,
Groźno sie tego przelęknął,
Padł na ziemię, eże stęknął.
Gdy leżał wznak.jako wiła,
Śmierć do niego przemówiła:
...„Dzierżę kosę na rejistrze,
Siekę doktory i mis trze,
Zawżdy ją gotową noszę,
Przez dzięki noclegu proszę....
Stworzyciel wszego stworzenia
Pożyczył mi takiej mocy,
Bych morzyła we dnie i w nocy.
Morzę na wschód, na południe,
A umiem to działo cudnie,
Od północy do zachodu
Chodzę, nie pytając brodu.
Toć me nawiętsze wesele,
Gdy mam morzyć żywych wiele.
Gdy sie imę z kosą pląsać,
Chcę ich tysiąc pokąsać....
W grzechu sie ludzkim kocham,
A tego nigdy nie poniecham,
Duchownego i świeckiego,
Zbawię żywota każdego,
A każdego morzę łupię,
O to nigdy nie pokupię.
Kanonicy i proboszcze
Będą w mojej szkole jeszcze,
I plebany z miąższą szyją,
I co barzo piwo piją,
Dobre kupce, rosztohaze,
Wszytki moja kosa skarze,
Panie i tłuste niewiasty,
Co sobie czynią rozpasty,

Te posiekę nieboszczyki,
Dziewki, wdowy i mężatki
Posiekę je za ich niestatki,
Szlachcicom biorę szuby, lulce,
A ostawiam je w jednej koszulce....
Nie pomogą apoteki,
Przeciw mnie żadne leki;
A wżdy umrzeć każdy musi,
Kto ich lekarstwa zakusi,
Na mały czas mogą pomoc,
Iż niemocny weźmie swą moc,
A wżdy koniec temu będzie,
Gdy lekarz w mej szkole siędzie.
Bowiem przeciw śmiertelnej szkodzie
Nie najdzie ziela na ogrodzie.
Darmo pożywasz lubieszczka,
Już ci zgotowana deszczka;
Nic pomoże kurzenie piołyna,
Gdy przydzie moja godzina....

(Z końca XV w.).


Zobacz teżEdytuj


 
Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: anonimowy, Gustaw Bolesław Baumfeld.