<<< Dane tekstu >>>
Autor Wojciech Bogusławski
Tytuł Stach i Basia
Pochodzenie Klejnoty poezji staropolskiej
Redaktor Gustaw Bolesław Baumfeld
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze w Warszawie
Data wyd. 1919
Druk Drukarnia Naukowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cała antologia
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

WOJCIECH BOGUSŁAWSKI.
STACH I BASIA.
(Z KOMEDJI „CUD CZYLI KRAKOWIACY I GÓRALE“.)
STACH (biegnąc do Basi.)

Basiu! moja dusecko, zleź tu do nás trocha.

BASIA.

Nie moge, bo młyn wejcie zamknęła macocha.
Ale patsájcie jeno, jest ona w stodole?
Jezeli jej nie widać, zejdę choć po kole.

JONEK.

Niemás jej, chwilká temu posłá za ogrody.

STACH.

Zejdź więc, tylko ostroznie, abyś sobie skody
Nie zrobiłá.

BASIA.

Nie bój się, nie pierwsy ráz ci to.

(Schodzi po kole, Stach jej rękę podaje.)
STACH.

Ach Basiu! zycie moje, cóz to będzie z nami?

BASIA.

Abo co?

STACH.

Juz dwie krypy płyną z górálami.
Niezadługo tu staną.

BASIA.

A to niech ta staną.

STACH.

To cie wej nic nie mártwi, to chces być wydaną
Za Bryndosa, górála?

BASIA.

Nic z tego nie będzie.
Wsak wies, kiej u nás był tu po kolędzie,
Powiedziałam mu wyraźnie,
Ize ja się z nim nie drážnie,
Ale mu sceze mówię, ze, jak djábła, jego
Nie cierpie, i ze pójdę za Stasia mojego,
A ze on nie chce wiezyć, ze tak jest uparty,
Niech go biorą carty!
Jak psyjdzie, tak pójdzie s kwitkiem.

STACH.

Dobze to, moja Basiu, ale gdy s tem wszytkiem,
Ociec cię musić będzie, albo tes macocha?

BASIA.

Ociec tego nie zrobi, bo mnie mocno kocha,
A matuli zaś powiem: matulu, słuchájta,
Kiej wam tam górál miły, to se go kochájta,
Ja zaś wej za górála niechce pójść i kwita,
A jak mnie gwałtem weźmie, pozná, zem kobieta.
Tak go gryść, tak carłowsko zyć-em z nim gotowa,
Ze mu za jeden tydzień, jak kadź, spuchnie głowa;
Otósto tak jej powiem, i na tem się skońcy.
Nie bój się mój Stasieńku, nic nas nie rozłący,
Jeśli się nie nawiną inne pseciwności.

STACH.

Basiu, cylis ty nie znás całej mej miłości;
Jako węgiel, skropiony wodą, bardziej pazy,
Jako wiatr, rozdymając ogień, lepiej zazy,
Tak me serce więksego doznaje płomienia,
Kiedy mi się fortuná w pseciwną zamienia.

BASIA.

Jus se wej nie gryź głowy, jus já w to poradzę,
Ze tego natrętnego górála odsadzę;

A jak będzie uparty, zaśpiewam mu wreście
Tę piosneckę, co to ją jakáś panna w mieście
Swemu kawalerowi psed ślubem śpiewała,
Kiej ją matka za niego gwáłtem wyganiała.

(śpiewka)

Mospanie kawaleze:
Nie zeń się, prosę, ze mną,
Bo já ci powiadam sceze,
Ze ci nie będę wzajemną.
Naturá kochać kaze,
I mnozyć swoje plemię,
Ja mam ku tobie odrazę,
Prosę zaniechajze mię.
Gdzie jest w małzeństwie zgodá,
Tam słodko lata schodzą,
Tam w domu jest swobodá,
Tam się i ludzie rodzą.
Lec gdzie w małzeńskie łósko
Niezgodę djabeł wdmuchnie,
Tam zonie schnie serdusko,
Męzowi głowá puchnie..
Nie zdá się barán kozie,
I kacká nie chce kruka,
Wabią się ptáki w łozie,
Kazde swojego suka.
Gdzie się w niewoli zyje,
Niemás tam wzajemności,
Pies na powrozie wyje,
Kázdy pragnie wolności.
Otós to tak mu powiem....

(1794)[1].





  1. Stach i Basia. Komedja „Cud cz. Krakowiacy i górale“ wystawiona została w teatrze warszawskim w r. 1794, wkrótce po zwycięstwie racławickiem. Scena, tutaj podana, jest to: sprawa II (scena II), odsłony I.“
    Wejcie — patrzcie; krypy — łodzie: pazy, zazy (parzy — żarzy) mazurzenie użyte przez autora niewłaściwie, gdyż „rz“ nie ulega w gwarze ludowej przemianie.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wojciech Bogusławski.