[22]SUNT LACRIMAE RERUM
Pierwsze trzmiele huczą nad tłustym mleczokrzewem,
już słychać pohuk rytmiczny piłek z placu tenisa
(to węgrzy udają tytanów, a żydzi patrzą sceptycznie,
bardzo czarni na rzeźbie świetlistej zieleni).
Poeto! fajkę kurzący wśród mandolin Picassa,
dymisjonowany fantasto, chciwie w półcieniu płonący
dziwnym płomieniem smukłych i skąpych świeczników kasztana;
wpół-przedzielony szczupłą pełgającą włócznią,
co skaleczyła płaskie twe piersi, witką nacięła ostrą:
nie goń obłoków obłudnych, obiecujących ochłodę,
ni lotnych puchów dmuchawca, na wardze wiatru leżących!
Gołębie drzemią ukośnie na pochyłej dachówce,
w niszach szkarłatnych plują siwym strumieniem posągi,
a trznadle żółtodzióbe znów podrwiwają z siebie.
[23]
Spójrz na szybę szarawą! Deszczyk drobno-kroplisty
zabębni i ciurkiem spłynie, jak elegijne łzy.
To rzeczy mijanie swe płaczą, zapominając chętnie
o tobie, wreszcie szczęśliwym, o tobie, śmiertelnie spokojnym.