Tajemnica lasu

<<< Dane tekstu >>>
Autor Bronisława Ostrowska
Tytuł Tajemnica lasu
Pochodzenie Tartak słoneczny
Data wydania 1928
Wydawnictwo Księgarnia F. Hoesicka
Drukarz Drukarnia Narodowa
w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


TAJEMNICA LASU



Zatrzymali się na horyzoncie
Olbrzymi — nieruchomi, niemi,
w miłościwem ramion rozpostarciu,
jak hufiec na obronę ziemi.

I mówią potężnym gestem,
zarysowanym w błękicie
i drobnych liści szelestem
i chrztem słonecznych plam
— hasło
zapomnianą, odwieczną, wspólną tajemnicę.

Czy ją uchwycę?

Chyba mi być wiewiórką,
rudym błyskiem
w zieleni,
nagłym wytryskiem
promieni,
skokiem
wesela...
Albo zieloną jaszczurką,
prującą się wśród ziela,

ślepkiem zielonookiem...
Albo radosnym kosem,
co gwiżdże czystym głosem
ton wykrojony, wracający w śpiewie,
jak wykrój liścia na drzewie.

Albo zasumowanym borsukiem
w najgłębszem zmroczu kniej...
Lub tęgoskrzydłym żukiem,
który rozbija po leśnej polanie
swój organowy lot...

Wtedy może byłabym w niej —
Wtedy byłabym nią — tajemnicą...
A otom — człowiek.

Idę pod świerków gotycką iglicą,
pod dębem, jak pod mieczem Michała Anioła,
i tylko — pytam.
I — mijam, mijam, mijam tajemnicę,
a wtedy jeno chwytam,
gdy — zabijam.

Huczy tartak, motor drga, świszczą gatry...
Suną potężne pnie,
piła je świszcząc rżnie...


Czy słyszysz, pustko ma?

Nito szerokie wiatry
z pól,
nito poświsty kul
i charkot dział.
Pni zwały, czy stosy ciał?
Lecą opiłki z drzew
suchym, próżnym strumieniem,
a może krew,
może krew z serc płynąca,
a może piasek w klepsydrze
— jednako mierzące czas...

W śmierci oto przejrzałam twoją tajemnicę.[1]
ale mi nic jej nie wydrze,
jest bowiem społem w nas
— lesie!





Przypisy

  1.   Błąd w druku; zamiast kropki winien być przecinek.


 
Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Bronisława Ostrowska.