Wielki nieznajomy/Tom I/VIII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Wielki nieznajomy
Wydawca J. K. Gregorowicz
Data wyd. 1872
Druk K. Kowalewski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


Nazajutrz w bardzo miluchnym i świeżym stroju porannym, z nieodstępną swą milczącą towarzyszką panną Salomeą, hrabina wyszła do zdroju. Ranek był, jakby naumyślnie dla niéj piękny, ciepły, jasny, rezeda przed oknami doktora Zieleniewskiego rozlewała woń orzeźwiającą, muzyka grała drzemiąc jakąś skoczną polkę, w kaplicy dzwonek się odzywał na pierwszą mszę poranną — ze słońcem wracało na twarze jeśli nie wesele, (bo wypadki wojenne zasępiały czoła), to przynajmniéj jakaś do życia ochota. Wszyscy w wielkim komplecie stawili się wcześnie, jedni aby hrabinę zobaczyć zdaleka, drudzy aby się zbliżyć do niéj i przemówić. Otoczona ciągle trochę naprzykrzonym dworem, który się wprawdzie przemieniał, pani Palczewska nie zdawała się ani zmordowaną, ani zniecierpliwioną. Żywe jéj oczki szukały w przechodzących nieznajomych twarzy i postaci, ażeby się zaraz o nie dowiedzieć i zapamiętać. Pamięć miała tak szczęśliwą, że raz widzianą twarz wraz z nazwiskiem, wszystkiem co do niéj należało, choćby w lat kilka przypomniała jakby ją dopiero wczoraj pierwszy raz zobaczyła. Die minores nie bardzo ją obchodzili, ale co tylko z pozoru zdawało się należeć do lepszego towarzystwa, to wszystko znać i przyciągnąć do siebie musiała. Tego dnia jako Cicerone funkcionował przy niéj pan Grejfer i nieodstępnie szedł za nią. Odwracała się do niego ilekroć potrzebowała informacji. Dwa razy już niecierpliwie trochę spytała o nieznajomego, który się dotąd nie ukazywał, gdy pan Karol przystąpił i oznajmił iż korzystając z pięknego poranku, ów pan Piławski wybrał się na chłopskim wózku do Żegestowa, dla zwiedzenia okolicy słynącéj ze swéj piękności... Namarszczyła brwi tupiąc nóżką pani Palczewska zagryzła usta, nie odpowiedziała nic, ruszyła ramionami i szła dalój, Jakby chcąc wynagrodzić ten zawód p. Surwiński ukazał zdala przesuwającą się panią Domską z córką. Obie szły odosobnione, ubrane bardzo skromnie, ale z takim smakiem i świeżością, iż strój ich zaciekawił hrabinę, która manewrowała, aby się przybliżyć i lepiéj tym paniom przypatrzeć.. Egzamen ten dozwolił jéj poufnie zawyrokować, iż panie należały do dobrego towarzystwa niezawodnie. Pozazdrościła nawet Elwirze zarzutki fantastycznéj i z wielkim smakiem przybranéj. Parę razy zachodziła im drogę, aby Elwirze się przypatrzeć — i — przyznała że jest piękną. Ranek ten zresztą zszedł na rozprawach o przyszłym pikniku i na roztrząsaniu nowin z placu wojny, które się przesadzonemi i nieprawdopodobnemi wydawały. Hrabina odbywszy przechadzkę po pagórkach zmęczona, zawiedziona powróciła na śniadanie do domu z panną Salomeą. Nie taiła się przed nikim, iż Krynica wydawała się jéj straszliwie primitive.
— Wiem że mi to za złe mieć będziecie, iż swoje wody mi nie smakują, zawołała śmiejąc się do Ormowskiéj, którą spotkała prawie w progu i zabierała z sobą — ale ja wyjeżdżając się rozerwać, chcę się zabawić a nie zmęczyć, tu ani wygód, ani zabaw, dziko pusto... smutno i... ale milczę.
Zaledwie zasiadły do śniadania, hrabina która miała parę koni własnych, odezwała się — a gdybym kazała zaprządz i.. żebyśmy pojechały na obejrzenie okolicy, naprzykład — do Żegestowa.
— A, proszę pani, zaśmiała się Lucia — czy pani myśli jechać powozem! rosłemi końmi — do Żegestowa..
— Albo co? odezwała się hrabina.
— Nic, tylko, że drogi nie ma — odparła Ormowska — jedzie się drożynami, ścieżkami, po nad urwiskami, po kamieniach, przez potoki, tak że często i wozem przerznąć się trudno.. koczem ani myśleć..
— A! a! łamiąc ręce zawołała hrabina — a przecież ludzie się tam dostają.
— Tak! ludzie, co się niczego nie boją i żadnych nie potrzebują wygódek — my zaś, nieszczęśliwie popsute istoty.. musimy pilnować szosy i wielkich gościńców. Szkoda, bo mówią że Żegestów bardzo ładny.. i zwiedziłybyśmy kawałeczek Węgier... bo to nad samą granicą, a wracać można przez madziarskie kraje.
— Ja zawsze mówię, że kobietą być najnudniejsza rzecz w świecie — westchnęła hrabina — moja baronowo, dodała — co wy tu z dniem robicie? Wstajecie tak rano, dzień bez końca! a w Krynicy po deptaku się kręcić od rana do wieczora nie zabawnie.. chcieć nawet plotkami żyć, to się we dwadzieścia cztery godzin wyczerpią.. nauczcież mnie jak sobie dajecie rady?
— Zgadzamy się z położeniem, poczęła baronowa, — ja naprzód mam jeden wielki resurs, którego ty nie masz. Mam nawet, szczerze powiedziawszy, dwa... naprzód w słotę godzinami kładę pasianse....
Horreur! przerwała wtrącając się Palczewska..
— Powtóre gderzę na Lucię lub Musię naprzemiany..
— Gdybym gderać zaczęła — odezwała się hrabina, mając jedną Salomeę i tak dosyć kwaśną, entre nous soit dit, zamęczyłabym ją prędko.. ale powracam do zadania, jak dniem rozporządzacie?
— Ja jestem tego przekonania, że jak najmniéj planów robić należy — rozśmiała się stara baronowa, jest i bez tego dosyć niewoli w życiu, ażeby jéj sobie jeszcze samemu przyczyniać. Wstajemy rano, pijemy wodę, chodzim, jemy obiad, chodzimy znowu, ziewamy.. pijemy herbatę. Jeśli jest co, to mi Lucia i Musia czytają, a potem — spać, doktór się każe kłaść wcześnie.
— To jest rzecz okropna — dodała hrabina — iść razem z kurami, do snu, — parafjaństwo i nudziarstwo.. Ja zaczynam żyć wieczorem.
— Ale u wód?
— Któż inaczéj pije wody jak dla zabawy? A potem, zawołała hrabina — woda krajowa, galicyjska, cela n’est pas sérieux.. Smak wprawdzie ma atramentowy, ale pewna jestem, że doktór Zieleniewski kałamarze w niéj płucze.
Śmieli się wszyscy.. przeszło tak śniadanie, hrabina poszła się ubrać, a nad wieczór z Ormowską, umówiły się iść na przechadzkę, gdzie tylko było można... choćby w lasy i po najsroższych, najeżonych kamieniach.. baronowa choć jéj było ciężko, w wesołem towarzystwie wszystko znieść była gotową.. Dzień tak pięknie dopisał, iż do wieczora chmurki na niebie nie postrzeżono, wybrały się więc pod wieczór przez wieś na drogę ku Muszynie. Ormowska, hrabina, panna Salomea, Lucia i Musia, a w straży bezpieczeństwa Grejfer, który nie mając co robić, myślał się zakochać w hrabinie i hr. Żelazowski. Pan Karol, któremu nie dano znać, pracował w Krynicy saméj nad nowemi, jakiemiś odkryciami..
Na drodze ku Muszynie i Żegestowa przechadzka dosyć jest smutna z razu, droga niewygodna, a niedaleko od wsi strumień zagradza pieszym dalszą wycieczkę, nie zawsze wprawdzie wezbrany, na teraz jednak po deszczach groźny... Panie szły powoli — hrabina co chwila szeptała — jeżeli też to ładne — jeżeli to ładne! Już miano zawracać gdy chłopski wózek od strony Żegestowa się ukazał. Na nim z cygarem w ustach, w podróżnym stroju bardzo i nadto podobno eleganckim, siedział pan Pilawski. Jak na bohatera romansu, który po raz pierwszy zjawia się oczom ciekawéj kobiety, przedstawiał się wcale niekorzystnie, bo i ubiór i on od pyłu ucierpieli, i na wózku nie wygodnym uczepiony nie wydawał się malowniczo.. Hrabina jak tylko jéj podszepnięto, a raczéj gdy się domyśliła, że to jest ów nieznajomy, żywo zawołała do Grejferta. Rozkazuję panu, zaczep go, ściągnij i zrób tak, ażeby poszedł z nami. Każę — proszę — nie słucham wymówki!
Grejfer parę kroków naprzód pospieszył. Właśnie Pilawski się wpatrywał w idące panie, gdy pan Stanisław wyprzedziwszy je, bez namysłu do wozu przystąpił. Widział parę razy i mówił z Pilawskim, nie ryzykował więc wiele zaczepiając go. — A potem u wód!!
— Dobry wieczór panu — słyszeliśmy, żeś jeździł i wracasz z Żegestowa?
— Tak jest, odezwał się Gabriel.
— A! zmiłujże się pan, bądź tak grzecznym, zsiądź i powiedz tym paniom jak zła jest droga.. bo mnie wierzyć nie chcą.. i hrabina gotowa się wybrać koczem, gdzie wóz ledwie się przeciśnie.
Nie drożąc się z sobą pan Gabriel zeskoczył z wozu, zapłacił woźnicę i odprawił, a sam otrzepując się nieco z pyłu, gotował się iść na rozkaz Grejfera ku tym paniom..
Hrabina tym czasem jak wojak na nieprzyjaciela z którym ma walczyć, otworzyła oczy ciekawe, badając każdy ruch nieznajomego.. Od razu powiedziała sobie — Il est des nôtres. — Twarz z resztą wydała jéj się bardzo sympatyczną, i nim się zbliżył, szepnęła baronowéj Ormowskiéj do ucha — bardzo ładny chłopiec.. Stara baronowa nieznacznie lornetowała go już także z ciekawością wielką, uśmiechnięta — i odparła — Très comme il faut — i bardzo wdzięczna twarz..
Grejfer już go prowadził — szczęściem dla mnie, odezwał się — nadarza się nam właśnie pan Pilawski, którego mam honor paniom zaprezentować. — Wraca z Żegestowa i świeżą jeszcze mając pamięć podróży, poświadczy do jakiego stopnia ona jest niewygodną, powozem niemożliwą.. a dla pań męczącą...
Pilawski kłaniał się i dodał zaraz — mogę najzupełniéj potwierdzić określenie pańskie i radzić przynajmniéj kto chce Żegestów zwiedzić.. wybrać się na cały dzień, wózkami tutejszemi... Część drogi przejść piechotą.. jechać powoli — kraj jest piękny, okolica wielce malownicza, sam Żegestów ze swym parowem, z przechadzką.. ze źródłem, bardzo oryginalny... lecz dla pań...
— Dla nas, podchwyciła żywo hrabina patrząc w oczy Gabrielowi, jakby go od razu podbić chciała, dla nas powinieneś pan wiedzieć — niebezpieczeństwo jest zachętą.. trudności do przebycia pociągającemi.. a kto skazany został na Krynicę kilkudniową, i co dzień na Jaworzynę jeździć nie może, musi przecież szukać rozrywki...
— Zgadzam się na te prawdy, śmiejąc się rzekł Gabriel, ani radzę ani odradzam, jestem prostym powołanym świadkiem i przynoszę zeznanie jak do sądu przysięgłych..
Hrabina popatrzyła nań z widoczną obawą, ażeby się rozmowa nie zerwała zbyt prędko.
— To nie dosyć — poczęła zaraz — czekaj pan, sąd ma prawo badać świadków.
— Słucham zatem..
— Jadąc powoli, idąc potroszę, bałamucąc po drodze, zabawiwszy nieco w Żegestowie, możemyż powrócić tego samego dnia do Krynicy?
— W najgorszym razie, choćby się nieco opóźniło — byle pogoda, mamy księżyc.. więc.
— Czekaj pan jeszcze — dodała hrabina — niemam przyjemności znać pana, jestem zmuszona wśród drogi sama mu się zaprezentować.. i z góry zapowiedzieć, że jestem despotyczną i samowolną — potem już go nie zdziwi, że pierwszy raz widząc pana, z prawa jakie kobietom służy, szczególniéj na takiéj pustyni, zamawiam sobie żebyś — w przypadku wycieczki do Żegestowa, jako doświadczeńszy od tych panów, służył nam za przewodnika..
Pilawski popatrzał, rozśmiał się, dziwnie smutno skłonił i rzekł:
— Spełnię ten rozkaz bardzo chętnie — lecz, że przybory do drogi wymagać będą może czasu, radbym wiedzieć wcześniéj dzień.
— Przybory! przybory do pana należeć nie będą, te hr. Żelazowski i p. Greifer muszą ułatwić, zamówić — urządzić,
— Lękam się tylko, abym położonéj we mnie ufności nie zawiódł — rzekł Gabriel, pani dałaś mi przykład szczerości zowiąc się despotyczną, pójdę za nim i przyznam się, że — bywam roztargnionym.
— To nic nie szkodzi — zawołała hr. Palczewska — to bywa zabawnem, a pod te ciężkie wojenne czasy wszelka niewinna — nawet trochę winna rozrywka.. pożądaną.
Grejfer który chciał być dowcipny tanim kosztem, wrzucił — o winną rozrywkę najłatwiéj, bo jesteśmy na granicy Węgier i państwa Tokaju..
— A! kalambur! zapłacisz waćpan sztrof drugi raz.. śmiejąc się odparła hrabina, która rozmowę całą zachowała dla siebie. Żelazowski naiwnie śmiał się z dwuznacznika, dziwiąc się jak ten Grejfer był zawsze dowcipny, baronowa Ormowska przypatrywała się Pilawskiemu bardzo, i — szczerze powiedziawszy — panny, choć udawały, że nań niby nie zwracają uwagi, ciągle weń miały wlepione oczy. Cała strategja hrabiny wymierzona była na to, ażeby znaleść jakąś drogę taką.. żeby nieznacznie zasekwestrowanego Pilawskiego pociągnąć do drzwi swego domu — a tam go gwałtem wziąść — na herbatę. Tajemny ten projekt trudny był do wykonania, gdyż droga wiodła około hotelu w którym stał pan Gabriel i z góry można było przewidzieć, że te panie pożegna.. Chcąc spiskować z Grejferem o wynalezienie ścieżki po za wsią przez lasek nad Krynicą, trzeba było rozmowę rzucić.. co było niebezpiecznem. Hrabina zręcznie schyliła się do baronowéj i szepnęła — zabaw go pani chwilę rozmową aby nie uciekł, ja mam słówko do Grejfera.. Posłuszna Ormowska, słodkim swym głosem odezwała się:
— Pan dobrodziéj z Królestwa?
— Z Warszawy...
— Nie zna pani tam moich krewnych.. P....
— Znam.. zdaleka, pani dobrodziejko — rzekł Pilawski, w towarzystwach bywam bardzo mało. Jestem młody, mam zajęcia, pracuję.
Ormowska miała już na ustach zapytać o rodzaj pracy, lecz zmiarkowała, żeby to było niedyskrecją, podniosła oczy — popatrzała nań — jak się panu kraj nasz podoba? dodała zmieniając rozmowę.
— Bardzo piękny — śliczny.. żywo odpowiedział Gabriel, lecz ja — nawykłem od wielu lat zwiedzać to Anglję, to Belgję, to Niemcy i przyznam się pani, że widok tych stron zasmuca mnie! Jakiż to bogaty materjał leży tu odłogiem? Dla czego nie ma dróg, przemysłu, handlu — zamiast chatek drewnianych, murowanych wiosek.. zamiast nędzy dobrobytu i oświaty..
— Bo — razem wszystko i raptem przyjść nie może — szepnęła Ormowska, ale i to przyjdzie..
— Niestety! tak późno!
W téj chwili hrabina wydawszy rozkazy powracała już, i wcisnęła się do rozmowy, bo po naradzie z Żelazowskim i Grejferem stanęło, że poprobują jakiejś ścieżki gór, i już się nią idący przodem kierować zaczynali — Palczewska wtrąciła:
— O czem państwo mówicie? Ormowska rozpoczęła objaśnienie, gdy na krzyżującéj się drodze Pilawski stanął i ujął za kapelusz, aby pożegnać.
— Co to jest? zapytała wesoło hrabina — pan chcesz nam uciekać? Przepraszam, kładę sekwestr. U wód swoboda wielka, proszę do mnie na herbatę, ja się nudzę, rekwiruję pana i nie puszczam...
— Jestem tak po podróżnemu.
— Myśmy podróżni wszyscy, herbata będzie też podróżna. Gabriel skłonił się i nie opierał, w istocie takiéj uprzejmości obronić się było trudno i — nieprzyzwoicie nawet tak się z sobą drożyć.
Ponieważ drożyna nie zbyt była wygodną, a cel dla którego obraną została, dopięty, Grejfer zręcznie dosyć znalazł pretekst do zawrócenia ulicą. Hrabina śmiała się, bawiła, dowcipkowała i widocznie kokietowała, zimnego jak anglik młodzieńca, który uśmiechał się wprawdzie, odpowiadał zręcznie, ale ani ożywił, ani po młodzieńczemu nie okazał tego ognia, który zwykle oczy hrabiny zapalały.
W największym rozmowy gwarze.. przechodzili właśnie około hotelu pod Różą. W oknie siedziała panna Elwira Domska, Pilawski się jéj ukłonił, ona żywo cofnęła się zaraz.
— Znasz pan te panie?
— Z widzenia i z podróży tylko, któréj część odbywałem razem koleją, rzekł Pilawski.
— Panna bardzo ładna? dodała wpatrując się w niego badawczo hrabina.
— Bardzo ładna! skłaniając głowę, ale bez żadnego wzruszenia widocznego — powtórzył Pilawski.
— Kto są te panie?
— Doprawdy nie wiem więcéj nad to, co tu wiemy wszyscy — są — z Berlina.
— A! jakżeż to pan nieciekawy! zaczęła hrabina, żeby o tak ślicznéj młodéj pannie nie dowiedzieć się, nie dopytać.
— Nie mam ani do tego daru, ani ciekawości — odezwał się Pilawski — a nadewszystko znajduję, że dopytywanie, dobadywanie najczęściéj sprowadza rozczarowanie — po cóż się z tem spieszyć? Wolę sobie roić, zgadywać... i choćby się łudzić.
To wyznanie zastanowiło panią Palczewską, zamilkła chwilę — westchnęła... Rozmowa przeszła na hr. Żelazowskiego i baronową — reszta osób śmiechem i półsłówkami dopomagała... Tak dostali się do domku hrabiny. Stary kamerdyner, znający doskonale obyczaje pani, był najpewniejszym, iż gości na herbatę z sobą przywiedzie. Wszystko więc było przygotowanem, oprócz tego, co panna Salomea miała pod swoim zarządem — a wnijście na próg i rzut oka mógł przekonać Pilawskiego, iż się znajdował w domu zamożnym i wytwornym. Domyślał się tego zresztą... Grejfer, który z pod oka przypatrywał się mu pilnie, wydziwić się nie mógł chłodowi jego i panowaniu nad sobą — ani znać na nim, żeby się z téj znajomości nawet ucieszył.
Nie wiemy, czy pan Gabriel dostrzegł, iż go badać chciano, czy to mu humor popsuło, czy inne jakie wrażenie, to pewno, że zamyślonym był, nader zdala się trzymał i chłodno. Gospodyni wysilała się na rozbudzenie go, na rezkrochmalenie, jak nazywała... lecz napróżno... Może pierwszy raz w życiu spotkała się z tak grzecznym, przyzwoitym, uprzejmym nawet chłodem, zamkniętym angielszczyzną. Co gorzéj, pomimo zręcznie rzucanych pytań.. z różnych stron przez baronową, przez nią, przez Lucię i Musię, posiłkująco, podjazdowo — o panu Pilawskim, jego stanowisku, zajęciu... stronie i t. p., nic się dowiedzieć nie potrafiono. O dziesiątéj wypuszczono jeńca.
— No! rzekła hrabina w duchu, stojąc przed toaletą i rozpuszczając długie włosy — wielu ich znałam różnych, tak wystygłego, ostrożnego, zbrojnego — nie trafiło mnie się spotkać — w jego wieku to nienaturalne... Widzę z oczów, że to nie temperament, nie natura, ale — sztuka. Ten człowiek jest zagadką... musiał albo cierpieć wiele... lub... nic — nie wiem! przecież to pierwszy wieczór — nie dał się wziąść od razu... trzeba podkopy robić, i oblegać wedle form wszelkich.. a! więc poprowadzimy oblężenie.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.