Wielki nieznajomy/Tom II/XIX

<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Wielki nieznajomy
Wydawca J. K. Gregorowicz
Data wyd. 1872
Druk K. Kowalewski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


Nazajutrz rano pani Sciańska pod pozorem mszy wyszła do miasta. Cały wieczór przesiedziała przy Elwirze, która płakała i czuła się chorą.. nieśmiała ani pocieszać, ani wywoływać zwierzeń, lecz była milcząco troskliwa, a twarz jéj chwilami przybierała wyraz zmęczenia, niepokoju, rozdrażnienia niewypowiedzianego. Nie położyła się spać prawie dowiadując się o Elwirze kilka razy w nocy, a doczekawszy poranka spiesznie ruszyła z domu. Znać z rozmowy z Greiferem musiała wiedzieć o jego adresie, poszła bowiem wprost do hotelu w którym mieszkał i kazała go szwajcarowi wywołać. Pan Stanisław wybiegł natychmiast; rad był się dowiedzieć o skutku swéj zemsty. Pani Sciańska nie chcąc rozpoczynać rozmowy ani w sieniach, ani w hotelu, prosiła go aby szedł za nią. Kilka kroków zrobiwszy ulicą zatrzymała się.
— Cóż się stało? zapytał ciekawie Greifer.
— Panna Elwira jest chorą, rzekła głosem cichym Sciańska, a ja przychodzę to tylko powiedzieć panu, że jestem zdecydowaną na wszystkie zemsty jego następstwa, nawet na stratę ostatniego chleba kawałka, ale pomagać mu nie chcę i nie będę.
Napisz pan drugi anonym oskarżający mnie, odkryj jéj całą przeszłość moją, którą opłakując, straciłam ochotę do życia, pójdę, pójdę choćby do szpitala, ale do téj intrygi pomagać, miałabym sobie za zbrodnię. Żegnam pana.
To mówiąc spojrzała pogardliwie na Greifera i szybko poszła.. Pan Stanisław pogonił za nią pierwszy...
— Ja pani, rzekł, o żadną pomoc nie proszę, ani się myślę wdawać w denuncjącje, nie żądam nic od pani, chcę tylko wiedzieć, cóż się stało?
Sciańska odwróciła się z twarzą pełną oburzenia...
— Żeś ją waćpan nie zabił, to szczęście.
Greifer ramionami ruszył.
— E! co tam, zawołał, kobiety od takich rzeczy nie umierają. Cóż? zemdlała.. otrzeźwili, wieczny odpoczynek i hrabia zastąpi miejsce wielkiego nieznajomego jeżeli się nie zrazi awanturą. Cha! cha!.. Podejrzenie padło na mnie.
— Broniłam nawet niepotrzebnie waćpana, odezwała się Sciańska, niepotrzebnie, boć pan tego nie wart.. a obrona była próżną. Jakkolwiek charakter listu zmieniony, panna Elwira ma pamięć dobrą a jakaś tam pani w Krynicy list jéj pański dla pięknego stylu pokazywała.. i z tąż samą pieczątką.
Greifer uderzył się w czoło.
— Zapomniałem na wieki! krzyknął, a to ten list do Jaworkowskiéj! Uśmiechnął się ironicznie sam do siebie.
— Bądź że pani spokojną, kiedy tak, dodał, mnie tu nie ma co robić. Zemściłem się i mam dosyć.. Kobieta mnie nienawidzi, nie myślę walczyć z tem uczuciem.. Nie daruje mi téj zemsty. Bądź pani zdrowa...
Ruszył ramionami i pogwizdując poszedł w inną stronę...
Drugiego dnia już Elwira miała siłę i moc nad sobą przygotować się na przyjęcie hrabiego, włożyła grubą żałobę w myśli że jest podwójną... Obiecywała sobie nawet nosić ją całe życie. Całe życie! O! te ludzkie obietnice na wieki, gdy nikt siebie za lat kilka sam nie poznaje, jeśli się ściśle liczy z sumieniem i myślami!! Ale się ślubuje na życie i układa zawsze, jakby człowiek i uczucia jego były nieśmiertelnemi.
Hrabia przyszedł w przedpołudniowéj godzinie, a troskliwy dziadek opiekun, jeszcze go poprzedził aby wnuczce dopomódz do przyjęcia. Elwira była po raz trzeci znowu inaczéj piękną i może najpiękniejszą w tym obłoku smutku, który ją całą obwiewał. Na powiekach miała jeszcze łez ślady.. na ustach tęskny igrał uśmieszek.
— Dzięki Bogu, odezwał się Ernest, że panią widzę lepiéj dziś i uspokojoną, odjeżdżam pewien przynajmniéj że ta chwila tak nieszczęśliwie związana z moim pobytem, żadnych dalszych następstw mieć nie może...
— Powietrze wiejskie, zatrudnienie około domu w Studziennéj, to będzie pono najlepsze lekarstwo, dodał dziadunio, nie mamy najmniejszego powodu przedłużać pobytu w Berlinie i w tych dniach ruszamy na wieś.. a jeślibyś kiedy pan hrabia był w księztwie prosimy niezapominać o Studziennéj.. Moja wnuczka będzie bardzo szczęśliwą.
Elwira ukłonem potwierdziła zaproszenie, przy rozstaniu podała rękę uprzejmie i kilka słowy żegnając hr. Ernesta, przeprosiła go jeszcze za niemiłą ową godzinę.. Hrabia wyszedł smutny jéj smutkiem ale zarazem i tem, że Gabrielowi nie miał co przywieść pocieszającego...



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.