Z autografu w albumie Ewuni (Ankwiczównej)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Zygmunt Krasiński
Tytuł Z autografu w albumie Ewuni (Ankwiczównej)
Pochodzenie Pisma Zygmunta Krasińskiego
Wydawca Karol Miarka
Data powstania 1834
Data wyd. 1912
Miejsce wyd. Mikołów; Częstochowa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom III
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

Z autografu w albumie Ewuni (Ankwiczównej).

w. r. 1834.

„Ostatni raz się zwarli a komu pobłogosławiło szczęście, ten legł przeszyty kulą, rzucony pod końskie kopyta.“
„Dla tych, którzy się zostali, zaczęło się długie męczeństwo, krwawa praca bez sławy — cierpienie bez nadziei. — Jedni po drugich wstąpią do grobu a po sobie zostawią milczenie. — Za te ich boleści, za tę niepamięć o nich ich potomki będą sławni i szczęśliwi.“
„W tej ciężkiej pokucie za winy ojców czyż wielu dotrzyma na drodze pokuty? Niejedno serce rozniemoże się w ciężkim żalu i zapragnie wesela — a więc popiół z czoła otrząsną i na piersiach rozedrą włosienicę i miasto jej ubiorą się w drogie szaty i klękną przed obliczem ziemskiej piękności lub ziemskiej potęgi a taki bałwochwalca niech przeklętym będzie!“
„A ten, który dotrwa, nie usłyszy nigdy odgłosu trąb i wrzawy bratniego zapału, ani pieśni lubej i tkliwej, ani słowa dobrego i zwiędnie przed czasem. — Droga jego wytknięta na ziemi mogił i krzyżów; wszystko, co dla innych świętością i rozkoszą, świętokradztwem dla niego. — Ani pojmie niewiasty i wprowadzi w dom ojca, ani dziatkami się nie otoczy przy domowem ognisku. Lecz raz porzuciwszy strzechę, musi stąpać dalej w udręczeniu i nędzy, bez przyjaciela, bez odpoczynku, chyba że w ostatnich chwilach, gdzie na błoniu jałowem znajdzie kamień, na którym głowę złoży i skona, — takim jak on nawet marzyć nie wolno, bo od dnia, w którym się poświęcili, weszli do państwa ducha — ich ciała są tylko marnem złudzeniem. Marzenie jest nektarem dla duszy i porywa duszę do mieszkania bogów; kroplę jedną tej rosy wylać na piasek a pustynie się w ogród rozzielenią; ale kto marzy, ten rozwieje się jak tęcza nad pianą potoku!“
„Idźcie więc cierpieć jak olbrzymy a jako dzieci przerzucać w dłoniach ziarnka piasku przez całe życie, z tych może kiedyś zrosną się bryły a jeszcze później opoka się wzniesie. — Ale ci, którzy zasiędą na niej i stamtąd będą rozkazywać światu, waszych imion nie będą umieli wymówić. Ciemność jest matką waszą i będzie grobem waszym.“ —
„A zatem słońce zostawcie za sobą, im mniej jego promieni, tem pewniejszy znak, że tu wasza droga. Gmin — bohatery, które jaśnieją i są nieśmiertelne na ziemi, wybrani świata, którzy jaśnieją i są szczęśliwi na ziemi, zwykle biegną, kędy woła ich światło i łudzą błękity — zawady w proch idą przed nimi a kiedy spojrzą w górę, mówią: patrzcie, tam jest gwiazda nasza. — Puszczajcie ich mimo siebie i nie patrzcie na ich chwałę, bo ona kiedyś zniknie, jako wy znikniecie, jedno że trochę dłużej, gdyby pył wielkiego wichru, latać będzie przed oczyma, ludzi, ale idźcie w przeciwną stronę i nie odwracajcie głowy. — Nim zacznie się pielgrzymka, nim zawrą się usta, nim pełni sił i drżący namiętnością umrzemy dla świata, raz jeszcze wznieśmy pieśń pożegnania ku tym, którzy żyją i których znaliśmy kiedyś —

PIEŚŃ.

„Róże moje — dzieci Edenu, zostawiam was opiece Aniołów. Wąż przyczołgał się do mnie, spiął się do piersi i w samem sercu zaszczepił jad poświęcenią. — Wam nie umniejszy się połysków i rosy, dlatego, że od was odchodzę na wieki.“ —
„O bądźcie mi piękne i świeże, wieczną oddychajcie wiosną. Ręka od dłoni, usta od ust waszych na zawsze — na zawsze! — Ja o was zapomnieć muszę i odtąd karmić się jadem, jakem dawniej karmił się waszemi woniami, — od głuchego żwiru stopy moje pokrwawione będą. Wy wśród harf i fletów szalone, porwane tańczycie na kwiatach, czoła wiosennym ustroiwszy majem.“ —
„Róże moje — dzieci Edenu, powierzam was opiece. Aniołów! — Wszyscy, którzy tam stali, słuchali brata i słowa Jego powtarzali chórem.“ —
„Teraz pustelnicy rozejść się muszą, każden w osobną stronę, by się już nie spotkać więcej, lecz jeden z nich, czy mniej cierpliwy czy więcej udręczony bólem, dał znak, że mówić chce i zatrzymał ich. „I ja nim zginę dla świata, nim powiem duszy mojej: „milcz, nieboga, na zawsze“ ostatnią wolą moją wyrzec, ostatnie słowo moje wam wypowiedzieć chcę. — Posłuchajcie brata, który jako wy umiera i słowa jego powtarzajcie za nimi.“
„Biada tym, którzy panują, biada olbrzymom złości i szyderstwa, podstawa ich błoto, gmach ich kurzawa! biada im, że mnie odepchnęli od bitej drogi, którą stąpa ród człowieczy i przymusili iść po ścieżkach, kędym obleczon jest ciemnością.“ —
„To, co innym narodom życie dawa, niechaj mi przyniesie zgubę. — Cień, który pada z drzewa wiadomości, owionie ich szaleństwem, wolność stanie między nimi jako widmo krwią zbroczone i przechadzać się będzie wśród łuny pożarów — a po jej przejściu ród ich niech przepada, język niech zatracon będzie. — Ale niech sława o nich żyje w późne wieki — niech powieść o zbrodniach, ucisku i podłości będzie nadgrobkiem tego plemienia, iżby go ludzie potomni czytając, przeklinali po wszystkie dnie swoje aż do końca świata.“
„Wszyscy, którzy tam byli, słuchali brata i pieśń jego powtarzali chórem a potem jest ich rozejście i każden udał się w stronę powołania swego.

Z. K.
(Autor własnoręcznie dodał; »Pisane w wilię wyjazdu z miasta św. Piotra — 1833 w marcu).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Zygmunt Krasiński.