Z kaznodziejskiej księgi Salomona/III

<<< Dane tekstu >>>
Tytuł Z kaznodziejskiej księgi Salomona
Pochodzenie Poezje
Data wydania 1908
Wydawnictwo Księgarnia H. Altenberga
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Jerzy Żuławski
Źródło Skany na Commons
Inne Cała księga
Pobierz jako: Pobierz Cała księga jako ePub Pobierz Cała księga jako PDF Pobierz Cała księga jako MOBI
Cały tom III
Pobierz jako: Pobierz Cały tom III jako ePub Pobierz Cały tom III jako PDF Pobierz Cały tom III jako MOBI
Indeks stron
III.
R. III. w. 1 — 22.

Wszystkiemu czas jest pod słońcem i pora,
wszystko na świecie krąży bez ustanku
i wszystko mija! Jest-ci czas poranku,
i czas południa jest, i czas wieczora.

Jest czas początku i czas końca rzeczy,
jest czas zasiewu — i jest czas zbierania,
czas śmiechu, pląsów jest — i czas płakania:
a cóż ma nad to z prac swych syn człowieczy?

Wszystko ma drogi niewzruszone, wieczne,
a człek nie zdoła zmienić ich porządku:
to jest i będzie, co było z początku —
a co Bóg zechce, wszystko jest konieczne!

A wszystko dobrem wyszło z ręki bożej,
lecz niedostępne dla tej ziemi syna
ścieżki poznania, bo on proch i glina,
i źle mu było i jest mu wciąż gorzej.


Darmo by myślą wzlecieć chciał do nieba
i darmo poznać odwieczne wyroki:
dziedzictwem jego znikomość i mroki,
i zawsze boleć mu i tęsknić trzeba.

Niechaj się zatem nie zrywa do lotu,
niech nic nie szuka, bo nic nie odkryje,
niech się weseli jedno, je a pije,
boć to jest jego, kromia łez i potu! — —

Gdym podniósł oczy, obaczyłem wszędzie
na miejscu sądu niezbożność i zdradę,
w miejscu prawości — podłość i szkaradę;
wszelakoż wszystkim rzeczom koniec będzie.

Dla wszystkich przyjdzie czas sądu i śmierci,
człek sprawiedliwy jako i niezbożny
pomrą zarówno w dzień on wszystkim trwożny,
i czerw ich kości spróchniałe przewierci.

A Bóg dopuścił marność na tę ziemię
i zdeptał synów Adamowych pychę,
aby poznali, jak ich życie liche
i że bydlętom równe ludzkie plemię!

Bo cóż ma więcej człowiek nad bydlęta?
równy obojga stan jest i skończenie,

i życie równe, równy los i tchnienie,
nieświadomości wiecznej równe pęta!

Wszystko jest marność! — i wszelakie ciało,
człowiek i bydlę, drogami jednemi
na jedno miejsce muszą iść — do ziemi:
w proch się obraca, co z prochu powstało!

A któż mi powie, zali ma co więcej
syn Adamowy? — i gdy śmierć rozkrusza
ciało, wstępuje-ż w górę jego dusza,
a w dole miejsce jest duszy bydlęcej?

Doczesne wszystko i wszystko jest marne,
rozkosz nie syci, praca próżno trudzi,
a nieświadomość klątwą wszystkich ludzi —
bo któż odgadnie, czem jutro ciężarne?

A więc dzisiejszy dzień trzeba pochwycić,
zapomnieć wczora, nie myśleć o jutrze;
wszak z każdą chwilą nasze życie krótsze —
pocóż je myślą truć i łzami sycić?...




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie tłumacza: Jerzy Żuławski.