Beethoven (Rolland, 1921)/List Eleonory Wegeler

<<< Dane tekstu >>>
Autor Romain Rolland
Tytuł Beethoven
Wydawca J. Mortkowicz
Data wyd. 1921
Druk Drukarnia Naukowa
Miejsce wyd. Warszawa; Kraków
Tłumacz Malwina Garfeinowa-Garska
Tytuł orygin. Vie de Beethoven
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
Koblencja 29 grudnia 1825.

Drogi Beethovenie, od tak dawna drogi! Pragnęłam, aby Wegeler napisał do Pana znowu. — Teraz, kiedy pragnienie to jest spełnione, chcę dodać jeszcze dwa słowa, — nietylko aby przypomnieć się bardziej pamięci Pana, ale aby ponowić pilne zapytanie, czy naprawdę nie masz Pan już żadnej ochoty widzenia Renu i miejsca twojego urodzenia — czy nie masz ochoty sprawienia Wegelerowi i mnie radości największej? Lenchen nasza dziękuje Panu za tyle chwil szczęśliwych; — rozmowa o Panu daje jej masę przyjemności; — zna wszystkie drobne przygody naszej radosnej młodości w Bonn — zna dzieje naszej kłótni i zgody... Jakże byłaby szczęśliwa, gdyby mogła Pana zobaczyć! — Niestety do muzyki nie ma żadnego talentu; lecz pilnością i wytrwałością tyle zdziałała, że może grać sonaty twoje, warjacje itd.; a że muzyka jest jeszcze zawsze najlepszym dla Wegelera wytchnieniem, Lenchen przysparza mu niejedną godzinę przyjemną. Juljusz ma tatlent do muzyki, lecz dotychczas zaniedbywał się; od sześciu jednak miesięcy uczy się grać na wiolonczeli z zadowoleniem i radością; a że w Berlinie jest pod kierunkiem dobrego profesora, mam nadzieję że uczyni jeszcze postępy. — Dzieci są duże i podobne do ojca — podobne są do niego także z usposobienia łatwego i wesołego, którego Weg., chwała Bogu, nie utracił jeszcze całkowicie... Wielką przyjemność znajduje w graniu tematów do warjacji Twoich; woli dawniejsze, lecz czasem grywa i nowe z nieprawdopodobną cierpliwością. — Pański Opferlied zajmuje miejsce naczelne; Weg. nie wraca nigdy do swego pokoju, zanim sobie czegoś nie zagra. — Tak więc, widzisz Pan, drogi Beethovenie, jak trwałą i zawsze żywą jest pamięć nasza o tobie. — Powiedz-żeż nam raz bodaj, że ma to dla ciebie niejaką cenę i że nie zapomniałeś o nas zupełnie! — Gdyby spełnieniu najżywszych pragnień nie stały tak często na przeszkodzie tak wielkie trudności, bylibyśmy już odwiedzili brata mojego we Wiedniu, aby mieć przyjemność widzenia Pana; — lecz teraz, gdy syn nasz jest w Berlinie, nie należy nawet myśleć o takiej podróży. — Weg. opowiedział Panu już o naszych stosunkach: skarżyć się nie mamy powodu. — Nawet czas najcięższy był dla nas lepszy niż dla setki innych ludzi. — Szczęściem największym jest, że czujemy się zdrowi i że mamy dobre i porządne dzieci. — Tak, nie przyczyniły nam one jeszcze żadnego zmartwienia i wesołe to, poczciwe dzieci. — Lenchen raz tylko doznała wielkiego zmartwienia: było to wtedy, gdy zmarło się naszemu biednemu Burscheidowi; — strata to, której nikt z nas nie zapomni nigdy. Żegnaj mi Pan, drogi Beethovenie, i myśl o nas ze szczerą dobrocią.
Eln. Wegeler.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Romain Rolland i tłumacza: Malwina Garfeinowa-Garska.