Otwórz menu główne
<<< Dane tekstu >>>
Autor anonimowy
Tytuł Beowulf
Pochodzenie Obraz literatury powszechnej
Redaktor Piotr Chmielowski,
Edward Grabowski
Data wydania 1895
Wydawnictwo Teodor Paprocki i S-ka
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Seweryna Duchińska
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron

I. Beowulf.
Rzecz się dzieje nad brzegami morza północnego, gdzie poeta ukazuje nam Beowulfa, księcia Jutów czyli Gotów, wasala Higelaka, króla Anglów, jak wyrusza z wierną drużyną, szukając sławy w awanturniczych wycieczkach. Na długo przedtem Hrotgar, król Duńczyków, wyprawiał na okręcie ucztę dla swych mężnych wasalów, których miał obdarzać złotymi naramiennikami. Skald, obecny uczcie, opiewał początek wszechrzeczy, bunt szatanów, śmierć Abla, zbrodnię Kaina, początek jotów, alfów, słowem wszelkich istot złośliwych, szkodzących plemieniu ludzkiemu. Tej samej nocy Grendel, potwór obdarzony mocą czarodziejską, zabił we śnie 30 najdzielniejszych rycerzy duńskich. Wszystko, co żyje, przejęte jest trwogą, oburzeniem, a król od dwunastu lat jęczy nad owym bezkarnym mordem, gdy statek Beowulf’a, kołysząc się jak łabędź biały na falach oceanu, przybija nagle do brzegu. Na hasło czujnej straży młody książę staje przed królem, przyrzeka mu pomoc i zemstę nad Grendelem. Wezwany, aby wylądował, pomimo oporu Wulfgora, wodza Wendów, przyjętym jest nader świetnie przez Hrothgara, który poznaje w nim dzielnego rycerza. Beowulf zyskał sobie odrazu powszechny szacunek, wymową pełną szlachetności, a skromności:

„Szlachetny królu Duńczyków — rzecze on — opiekunie zbrojnych rycerzy! przedstawiam ci mą prośbę, słuchaj mię, nadziejo walecznych, ukochany monarcho twego ludu! Widzisz mię na czele moich dzielnych, pozwól mi walczyć w swej sprawie.
„Mówią, że olbrzym Grendel nie sroma się żadnej ludzkiej broni, mniejsza o wszystko, byle się uradowało serce Higelaka! Chwytam miecz, szeroką tarczę, wdziewam świecącą zbroję i rozpoczynam bój. Bez trwogi zetrę się z potworem, a nienawiść moja stawi czoło jego nienawiści!
„Gdyby mię jednak śmierć spotkać miała w boju, każ pogrzebać moje zwłoki, ale niech łzy nie płyną na pogrzebowej stypie, niech kwiat naznaczy grób samotnego wędrowca, a niechaj nikogo mój zgon nie zasmuci!

Tknięty szlachetnemi słowy Hrothgar, świetnie przyjmuje gościa. W czasie uczty Beowulf na wezwanie innego, zawistnego mu wodza, opowiada swe czyny na dalekich wybrzeżach. Królowa wnet podaje mu honorową czarę, rycerz z wdzięcznym przyjmuje ją uśmiechem; skald przyzywa opieki niebios, aby znów, jak niegdyś, czuwała nad królewskim zamkiem, a radosna nadzieja budzi się we wszystkich sercach. Nadchodzi noc, z łona bagnisk wzlata duch złośliwy, otulony we mgłę szarą, snującą się u gór podnóża, przelatuje wpośród uśpionych rycerzy, a wściekły gniewem, zbliża się do Beowulfa i zaczepia jednego z jego podwładnych wojowników. Budzi się bohater, walczy z Grendelem i zmusza go do ucieczki. Nowa radość, nowa uczta w zamku. Król daje Beowulfowi bogatą chorągiew, hełm, zbroję, miecz, i obsypuje go dostojeństwy; królowa wita go, jak syna, a skald opiewa przy dźwięku harfy, pamiętne jego zwycięstwo nad królem Finów, czem podnieca powszechny zapał. Ale noc niesie nowe troski: albowiem straszliwa wróżka, matka Grendela, przedziera się do zamku i odbiera życie najdroższemu przyjacielowi Beowulfa. Ten zaprzysięga w uniesieniu boleści zgładzić poczwarę wraz z matką. Zbroi się następnie do walki, żegna Hrothgara i jedzie z walecznym zastępem nad bagnisko, nawiedzane przez złe duchy. Wróżka wpada na niego nagle pod postacią morskiej wilczycy. Beowulf uderza ją szablą, ale ostrze żelaza odbija się o chropowatą skórę potworu. Beowulf blizkim jest zguby, gdy wtem dostrzega miecz stary, zawieszony na skale; chwyta go i jednem cięciem rani śmiertelnie wróżkę. Grendel chce pomścić matkę, ale po długim a strasznym boju, pada pod pociskiem zaczarowanego miecza. Beowulf powraca w tryumfie, niosąc głowę Grendela i broń starożytną, na której Hrothgar poznaje runy z czasów potopu. Bohater okryty błogosławieństwy, wraca do Higelaka, lennego swego monarchy, który ogłasza go następcą. Jakoż niebawem wstępuje na tron, rządzi królestwem Anglów; trzydziestu zwycięstwy rozszerza granice państwa i po pięćdziesięcioletniem panowaniu ginie w walce ze smokiem, któremu zabiera pilnowane przezeń skarby.

Powstaje dzielny bohater, a przysłonion tarczą, groźnym hełmem na głowie, cały okryty zbroją, idzie do podnóża skały, ufny w własnej odwadze. Wonczas przygląda się wyszczerbionej skale on rycerz potężny, który tylokrotnie patrzał na krwawe boje, walcząc na czele nieustraszonych zastępów. Widzi sklepienie kamienne, skąd wypływa ognista rzeka, a nikt nie może zbliżyć się do skarbu, nie przekroczywszy płomieni buchających z paszczy smoka, który spoczywa w głębi jaskini. Okrzyk gniewu wybiega z piersi króla Anglów. Rycerz z dzielnem sercem zżyma się, głos jego grzmiący przenika otchłań, smok drży zdjęty trwogą, poznaje głos człowieka i wpada nań zajadle.
Ziemia wstrzęsła się, rycerz stał u stóp wzgórza, słoniąc pierś tarczą przed pociskiem wroga: dobry król uniósł miecz w górę zaczarowany, odziedziczon niegdyś, a którego ostrze było dotąd tak strasznem. Wyciąga król Anglów prawicę, uderza srogiego nieprzyjaciela, uderza, ale ostrze ślizga się po czarnych łuskach, miecz niezwalczony zawiódł Beowulfa! Smok rzuca się jednym poskokiem wściekły od gniewu, wyrzuca z paszczy gorący płomień, wraz z wilgotnemi wyziewy. Już król Anglów nie chlubi się zwycięstwem, miecz zawiódł jego dłoń rozbrojoną w walce, nie tego spodziewał się po jego nieprzezwyciężonem ostrzu! O! jakby monarcha rad się ujrzał w tej chwili wśród murów swego grodu. Jakież męki cierpiał, ogarnion płomieńmi, ten, który niegdyś przewodził ludom.
Wiglaf, młody rycerz, stojąc na uboczu, dostrzegł, jak upadł monarcha pod śmiertelnym pociskiem. Wspomniał na otrzymane zaszczyty z jego ręki, na piękno włości, dostojeństwa udzielone niegdyś jego ojcu. Nie może się powstrzymać, chwyta puklerz lipowy, przypasuje miecz praojców; „pomnę — mówi w duchu — owe czasy, gdyśmy popijali miód wesoło, gdy król w biesiadniczej sali rozdawał nam naramienniki złote, przyrzekaliśmy wypłacić się w dzień walki, gdyby mu nieszczęście grozić miało, przyrzekaliśmy mu służyć hełmem i orężem!“
I w tejże chwili rzuca się w tuman płomieni, cały zbrojny, zasłania wodza, przemawiając w te słowa: „Dobry królu Beowulfie! pomnij, jak w czasach młodości przyrzekałeś nie ociągać się z zemstą, teraz, wodzu nieustraszony, sławny z tylu wypraw, należy całą siłą bronić twego żywota. Otóż jestem wierny przy twoim boku“. Wonczas król odzyskał przytomność, podniósł w górę nóż wojenny, ostry i kończasty, który nosił przytwierdzony do pancerza, a skupiwszy całą swą siłę, uderzył nim smoka.
Uczuł jednak Beowulf, że rannym jest śmiertelnie i ozwał się temi słowy:
„Przez lat pięćdziesiąt byłem panem narodu, a żaden król sąsiedni nie śmiał mię zaczepić. Przeżyłem na ziemi czas, przeznaczony mi z wyższych wyroków. Czuwałem, jakem był powinien, nad daną mi własnością, nie szukałem próżnych sporów, nie trwoniłem fałszywych przysiąg; owóż dziś ranny śmiertelnik, mogę się jeszcze weselić, albowiem Stwórca ludzi nie zarzuci mi zbrodni, gdy duch mój rozłączy się z ciałem“.
Wtedy Wiglaf na rozkaz rannego pana wszedł do jaskini. Ujrzał tam złote czasze, któremi pili dawni ludzie, ujrzał rdzą pokryte hełmy i wiele drogocennych klejnotów. Skarb ten przechodził wszelkie inne ukryte kiedykolwiek w łonie ziemi. Wiglaf ujrzał także znaki złote rzeźbione pod sklepieniem, znaki cudowne, kreślone czarodziejską sztuką, które rzucały tyle światła, że bohater mógł się cieszyć z oddali widokiem dokonanej zemsty. Beowulf wyrzekł po raz ostatni: „W młodości jak i w starości lubiłem siać złoto wokoło siebie; dzięki składam Bogu, Stwórcy przedwiecznemu, iż mi dozwolił przed śmiercią zdobyć takie skarby dla moich wiernych rycerzy; pragnę, aby je zachowano na potrzeby ludzi. Niedługo już będę z wami; skoro zagaśnie płomień mego stosu, niechaj mi usypią wielką mogiłę na szczycie przylądka, aby mi była wiecznotrwałym u narodu pomnikiem; aby w czasy dalekie żeglarz, płynąc wzdłuż tych brzegów po ciemnych falach oceanu, wskazywał ją i wspominał imię Beowulfa!“

Seweryna Pruszakowa.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: anonimowy i tłumacza: Seweryna Duchińska.